UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



W sobotę obejrzeliśmy ostatni odcinek pierwszego sezonu Outcast: Opętanie. Serial bazuje na wydawanym od 2014 roku komiksie Roberta Kirkmana pod tym samym tytułem. Opowieści graficznej jeszcze nie czytałem, więc zrecenzuję sezon jako osoba bez znajomości materiału źródłowego.

W małym amerykańskim miasteczku o nazwie Rome (Rzym) dzieją się dziwne rzeczy. Wielebny Anderson od 20 lat stawia czoła ludziom opętanym przez nieznane nam siły. O krucjacie duchownego wiedzą nieliczni, a reszta miejscowej społeczności żyje w błogiej nieświadomości. Ofiarą ignorancji mieszkańców jest Kyle Barnes (Patrick Fugit), który w dzieciństwie zmagał się z opętaną matką, a w dorosłym życiu podobna tragedia dotknęła jego najbliższą rodzinę.

To właśnie Kyle Barnes jest głównym bohaterem. Posiadający niezwykłą moc oczyszczania ciał z „niechcianych lokatorów” stał się tytułowym Wyrzutkiem (Outcast) i wrakiem człowieka. Matka, która od 20 lat znajduje się w śpiączce i wyrok za dotkliwe pobicie żony to rzeczy, za które został osądzony przez społeczeństwo i wymiar sprawiedliwości, a które w żadnym wypadku nie są jego winą.

maxresdefault

Pilot przedstawia spotkanie po latach Kyle oraz wielebnego Andersona. Miejscowy 6-letni chłopczyk „zachorował”, a nie mogący sobie poradzić z tym przypadkiem Anderson prosi Kyle’a o pomoc. W ten sposób Barnes postanawia zmienić swoje nędzne życie i zaangażować się w pomoc osobom opętanym. Szybko odkrywa, że metody jakich musi się podjąć są bardzo ryzykowne, a rezultat nie zawsze jest taki sam. Mimo wrażenia, że będziemy mieli do czynienia z proceduralem typu: egzorcyzm tygodnia, serial szybko wskakuje na dobre tory i powoli, ale sukcesywnie rozwija główny wątek fabularny. Kyle i Anderson co prawda wykonują kilka niestandardowych egzorcyzmów na postaciach nie wnoszących nic do fabuły, ale pod koniec sezonu zrozumiałem co na celu miał taki zabieg. Całość wydaje się przemyślana i nie zapychana bzdurami z wątków pobocznych.

Dość brutalny i dosadny pierwszy odcinek zapowiadał bardzo odważny serial. Produkcja powstaje na zlecenie stacji Cienemax, więc oprócz krwi i niewielkiej ilości nagości usłyszymy wiele wulgaryzmów. Właśnie tej dosadności brakuje w The Walking Dead, gdzie oglądamy wyrywanie głów, patroszenie ludzi, odcinanie kończyn, a nie usłyszymy nic więcej niż standardowe shit… Nie jestem specjalnym fanem wulgarności, ale niektóre filmy i seriale aż proszą się o podkreślenie ciężkiego klimatu w właśnie taki sposób.

Outcast-Cinemax

Swoje trzy grosze dokładają świetnie napisane postaci. O Kyle’u już wiecie, więc nie będę się powtarzał. Świetnym bohaterem jest wielebny Anderson (Philip Glenister), który pomimo swojego oddania Bogu jest człowiek o wielu wadach. Pije, pali, uprawia hazard i ostro przeklina, a do tego często błędnie osądza ludzi. To wszystko sprawia, że jest… prawdziwy. Megan Holter (Wrenn Schmidt), czyli siostra Kyle’a to kobieta z dużą charyzmą, która musi pomóc bratu, a jednocześnie walczyć ze swoimi demonami przeszłości. Na drugim planie jest niezwykle bystry szeryf (Reg E. Cathey, czyli Freddie z House of Cards), a całość spina niezwykle tajemniczy i demoniczny Sidney (Brent Spiner). Oprócz wymienionych pojawia się też masa mieszkańców Rome, których widzimy często, bo przecież akcja ma miejsce w małym miasteczku, gdzie dosłownie każdy zna każdego. Świetny zestaw osobowości i bardzo dobry casting bardzo pozytywnie wpłynęły na odbiór całości.

Odcinkiem zmieniającym serial jest tutaj epizod dziewiąty, czyli przedostatni w serii. Nic nie zapowiadało trzęsienia ziemi aż do ostatnich 5 minut odcinka. Zwrot akcji jaki przygotowali twórcy to prawdziwy game changer i wielki kop dla scenarzystów. Sam finał jest za to nieco rozczarowujący. Poskąpiono nam akcji i co najważniejsze nie wyjawiono zbyt dużo tajemnic. Dostaliśmy kilka wskazówek o tożsamości Kyle’a oraz pewne wytyczne, co do przyszłości serialu, ale na dobrą sprawę nie wiemy wiele więcej. Zabrakło czegoś, co sprawiłoby, że w wytęsknieniem będę oczekiwał na kolejny sezon.

Outcast: Opętanie to serial udany. Robert Kirkman podobnie jak w przypadku zombie wziął oklepany temat egzorcyzmów i postanowił stworzyć coś oryginalnego w tym temacie. Podoba mi się ten rozkrok pomiędzy trzymaniem się konwencji i zarazem łamaniem schematów horrorów. Lepszy od The Walking Dead? Póki co, zupełnie inny i szczerze nie chciałbym, aby kopiował rozwiązania z historii Ricka. Jest dobrze mimo, że mogło być lepiej.

oceny-07

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here