UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑ REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Na konsolach aktualnej generacji próżno szukać platformówek z prawdziwego zdarzenia. Rayman Origins, a później Rayman Legends to tylko wyjątki od tej niechlubnej reguły. Na horyzoncie nie widać nic co mogłoby zmienić ten stan rzeczy… I w tym właśnie momencie do gry włącza się Nintendo 3DS, którego tytuły zamiast płynąć z prądem trendów stawiają na najważniejszy aspekt gier komputerowych – zabawę! Czystą zabawę. Stąd też moja premierowa recenzja Sonic Boom: Fire and Ice.

Sonic Boom: Fire and Ice jest kontynuacją, dość chłodno przyjętego Sonic Boom: Shattered Crystal. Odwieczny wróg Sonica, Dr. Eggman odkrył wielkie złoża kryształu Ragnium i w tym celu rozpoczyna masową produkcję robotów wydobywczych. Efektem jego działań są co raz większe zniszczenia na wyspie i szybko staje się jasne, że musi zostać powstrzymany. Tymczasem w wyniku odwiertów zostaje uwolniona moc żywiołów – ognia i wody, a przebywający w jej pobliżu Sonic i Amy szybko nauczyli się korzystać z dobroci natury.

image-1024x614Dla niektórych zaskoczeniem będzie rozgrywka, ponieważ Sonica kojarzymy z grami, gdzie z nieprawdopodobną prędkością przemierzamy tory przeszkód. Tutaj mamy do czynienia ze scrollowaną platformówką. Gra oferuje podział na kilka światów/wysepek, w które zaliczamy w większości przypadków w 2,5D z kilkoma przerwami na pełen trójwymiar. Świat podzielono na kilka wysepek, po kilka etapów zgodnych z tematem przewodnim wyspy. Jeśli graliście w Super Mario 3D Land, czy w Crash Bandicoot lata temu, to na pewno wiecie jak to działa.

Na początku zabawy mamy do dyspozycji jedynie Sonica, ale już parę chwil później dołącza do niego Amy. Niebieski jeż jest bardzo szybki i zwinny, a do tego potrafi wykonywać podwójne skoki i szarżować (dash), gdy potrzebujemy przebić się przez specjalnie oznaczoną ścianę, lub uniknąć zderzenia ze śmiertelnie niebezpieczną, usianą kolcami, podłogą. Amy z kolei dzierży swój duży młotek, za którego pomocą może uzyskać dostęp do obszarów niedostępnych dla Sonica.

127013_image2015_0514_1323_11

Początkowe etapy noszą znamiona metriodvanii, ponieważ masa w nich miejsc, do których potrzebujemy umiejętności innych postaci, a to z kolei oznacza powracanie do nich, gdy już skompletujemy pełen skład. Niestety następuje to… dość szybko. W okolicach trzeciej wyspy w naszych szeregach będzie cała piątka postaci. Do paczki dołączają: Tails potrafiący unosić się dzięki porozsiewanych po planszach kurtynom powietrznym, silny Knuckles, który w wyznaczonych punktach potrafi przekopać się do niedostępnych w inny sposób miejsc oraz Sticks, której bumerangiem możemy dowolnie sterować. Fajna zróżnicowana ekipa, ale szkoda, że momentu skompletowania drużyny, wszystkie kolejne etapy możemy wyczyścić ze znajdziek za pierwszym podejściem. Do końca gry nie uświadczymy żadnych nowości.

Umiejętności bohaterów przedstawiają się następująco:

Rozgrywka opiera się na etapach czysto platformowych. Skaczemy, biegamy, mijamy/rozwalamy przeciwników i wykorzystujemy umiejętności postaci, między którymi możemy dowolnie się przełączać. Umiejętności ognia i lodu oznaczają konieczność wykorzystania żywiołów w co raz to bardziej skomplikowanych fragmentach zręcznościowych. Ogień rozmraża lód, lód zamraża wodę i dzięki tym kombinacjom mkniemy dalej. Brzmi łatwi i do pewnego momentu tak jest. Schody zaczynają się, gdy w ciągu 5 sekund musimy dziesięciokrotnie przełączyć żywioł, bo w przeciwnym razie nie dotrzemy do zawieszonej wysoko półki. Metodą prób i błędów uda się wszystko, ale wymaksowanie gry oznacza też przejście każdego etapu w określonym czasie, a tutaj nie ma miejsca na błędy.

sonicboom_fire_ice_e3_2_1465596088

Wspomniałem o znajdźkach. Większość lokacji posiada ukryte 3 młotki i 3 sprężyny. Aby je zdobyć musimy bardzo dokładnie eksplorować plansze i umiejętnie żonglować postaciami. Proste, ale całkiem przyjemne wyzwanie dla palców i szarych komórek. Poziomy mają też „komnatę wyzwań” na mecie, której czeka fragment kolekcjonerskiej mapy. Wyzwanie opiera się na przebyciu tematycznego toru przeszkód i dotarciu do nagrody. Świetna zabawa.

Obok etapów „chodzonych w bok” wrzucono kilka pomysłów na urozmaicenie zabawy. Wskoczymy za ster motorówki, by przemknąć pomiędzy wirami, minami i fragmentami lodowca i w określonym czasie dotrzeć do mety. Zanurkujemy też w batyskafie, gdzie przemierzając podwodne, usiane minami, jaskinie zbierzemy kolekcjonerskie gadżety. Oprócz tego pościgamy się z Eggmanem w misjach, gdzie podczas trzech okrążeń nie można popełnić żadnego błędu, a być przy tym maksymalnie szybkim. Na koniec zostawiłem sobie przedstawione w trójwymiarze etapy klasyczne dla Sonica. Kamera umiejscowiona zostaje za jeżem, a naszym zadaniem jest jak najszybciej przebycie trasy i pozbieranie wszystkich rozrzuconych pierścieni. Jakakolwiek pomyłka kończy się restartem całego biegu, więc wszystko musi być wyliczone co do ułamka sekundy. Maksowanie tych etapów to czysta rodacha!

Sonic Boom: Fire and Ice jest udaną platformówką. Nie uświadczymy tutaj magii Mario, ale design poziomów, znani bohaterowie i ich unikalne zdolności sprawiają, że gra się bardzo przyjemnie. Można narzekać na brak wyzwania i zbyt szybkie odkrycie wszystkich kart, ale koniec końców najważniejsze jest to, o czym wspomniałem na początku – zabawa. A ta jest przednia!

oceny-07

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here