UDOSTĘPNIJ

 Adam Jensen powraca na konsolach obecnej generacji. Poprzednia odsłona, zatytułowana Bunt Ludzkości to jedna z najlepszych gier, w jakie grałem na poprzedniej generacji. Sprawdzam, czy sequel jest równie dobry.

DEUS EX:BUNT LUDZKOŚCI – Recenzja

8864c68d57cfea4a0263f12cb337920d

Od Buntu Ludzkości minęły dwa lata, a wydarzenia jakie miały tam miejsce możemy przypomnieć sobie oglądając zgrabnie zmontowany filmik. Jensen dołączył do Taskforce 29, specjalnego oddziału Interpolu tropiącego terrorystów, których łączy jedna wspólna cecha – są ulepszonymi buntownikami. Niestety „druciarze” nie są zbyt popularni w czasach po Incydencie i z tego powodu dochodzi do wielu konfliktów. Fabuła ma ręce i nogi, serwując przez większość gry całkiem nieźle uknutą intrygę. Są rzucane na oślep podejrzenia, mylenie tropów, nie do końca jasne motywacje i mniejsze lub większe twisty. Zawodzą natomiast zakończenia (jest kilka), ponieważ brakuje w nich czegoś co wywarłoby na graczu jakiekolwiek wrażenie. Podejmując ważny i kontrowersyjny temat warto wprowadzić zakończenie, które będzie równie mocne. Tak się niestety nie stało.

Misje fabularne nie robią specjalnego wrażenia i w zasadzie niczym nie zaskakują. Każdy z głównych questów jest rozbudowany, ale od początku wiemy jak będzie przebiegał. Niby banalne stwierdzenie, ale szybko można zmienić zdanie patrząc na zadania poboczne. Side questy otrzymujemy od znanych nam NPC, bądź trafiamy na nie przypadkiem eksplorując niewielki świat gry. Spotkamy dociekliwych dziennikarzy śledczych, zajmiemy się podrabianiem dokumentów, pomożemy w ucieczce z aresztu, zinfiltrujemy wielką korporację, zmierzymy się ze skorumpowanymi stróżami prawa, a nawet  dobierzemy się do kryjącej się w kanałach sekty. Bardzo zróżnicowane, oparte nie tylko na walce, zadania są największą siłą tej produkcji. Nikt nie zalewa nas tysiącem zadań polegających na zebraniu dziesięciu kwiatków. Jeśli już rozpoczniemy zadanie to możemy być pewni, że będzie to solidny kawał zabawy.

Po zaliczeniu prologu dowiadujemy się, że Jensen oprócz znanych już ulepszeń posiada serię eksperymentalnych wszczepów, których instalacja może przeciążać jego systemy. Są to wspomagacze hakowania, zwiększanie siły, wytrzymałości, ulepszanie wzroku, zwiększanie możliwości radaru, maskowanie i wiele innych przydatnych, w zależności od stylu gry, umiejętności. Podczas rozdawania punktów praxis (otrzymywanych po awansie) musimy sprawdzić jak mocno dany wszczep wpłynie na funkcjonowanie bohatera. Dzięki (a może przez) temu gracz musi się zastanowić zanim właduje punkty w coś, czego nie będzie używał. Aby zrównoważyć działanie systemu można wyłączać nieużywane wszczepy. Rozwiązanie sprawdza się świetnie, ponieważ grając „po cichu” nie potrzebujemy zabójczych gadżetów i wielkich wybuchów i możemy je spokojnie wyłączyć.

Wszystkie lokacje i misje zostały przygotowane tak, aby dało się je przejść na Rambo lub skradając się. Jako strzelanina Deus Ex wypada słabo. Solidny arsenał, który możemy lekko ulepszać wystarcza, ale strzela się po prostu średnio. Zupełnie inaczej wygląda „zabawa w chowanego”, jeśli gracze postanowią przejść całość nie wywołując alarmów i nikogo nie zabijając (można ogłuszać). Oznaczanie przeciwników, poznawanie lokacji, szukanie ukrytych przejść i cicha eliminacja strażników sprawują się świetnie. Rozwinięcie umiejętności hakowania pozwala przy pomocy prostej (i trochę głupiej) minigierki otwierać niedostępne wcześniej pomieszczenia, komputery ochrony pomogą wyłączyć kamery, dezaktywować bądź przeprogramować wieżyczki i mechy. Zabawa w skradanie, hakowanie i cichą eliminację jest przednia i wypada o niebo lepiej niż strzelanina. W odróżnieniu od poprzedniczki nie musimy walczyć z bossami, a jeśli już to takiej potyczki dojdzie, to można ją bezkrwawo rozstrzygnąć. W skrócie Deus Ex to słabiutka strzelanka i świetna skradanka.

Szaro bury świat gry posiada wiele ukrytych przejść, zakamarków, możliwych do otwarcia drzwi i skrytek. Szkoda jednak, że potencjał eksploracji nie został wykorzystany. Lubię zaglądać w każdy kąt i dobierać się do zabezpieczonych sejfów, ale twórcy nijak nie chcieli mnie do tego motywować. Znajdowane przedmioty to głównie naboje i giwery, których w ogóle nie używałem skradając się. Szkoda, że nie pokuszono się o jakieś dodatki do wszczepów, ulepszenia ubrań, czy posiadanych gadżetów. Jedyne przydatne dla mnie znajdźki to kasa (kredyty) i chwilowe wspomagacze hakowania. Chciałoby się czegoś więcej.

Po pierwszym uruchomieniu doznałem szoku. Trudno uwierzyć, że w 2016 roku można zrobić tak brzydką grę, której budżet jest przecież „trochę” wyższy niż w przypadku garażowych indyków. Do industrialnych, mało atrakcyjnych budynków i mało szczegółowych uliczek Pragi może się jako tako przyzwyczaić, wszak grafika nigdy nie była dla mnie najważniejsza. Nie mogę zrozumieć za to jak można tak spartolić wygląd twarzy. Jensen i cała reszta pierwszo, drugo i trzecioplanowych bohaterów wyglądają jak z epoki PS2, co obrazi niektóre produkcja z tej konsoli. Dosłownie plastelinowe ludki z ruchomymi wargami. Żaden zwiastun, żaden zrzut ekranu nie odda ich brzydoty. Warto do tego dodać bardzo długie loadingi po śmierci i podczas podróżowania po dzielnicach. Muzyka za to, mimo, że nie zapada w pamięć jak ta z poprzedniej części, dalej podkreśla klimat i ładnie komponuje się z tematyką.

Deus Ex: Rozłam Ludzkości to średniak. Gra, za którą stały niezłe pomysły poszła na zbyt wiele kompromisów. Świetne zadania poboczne przyćmiewają wątek główny. Kapitalne skradanie dystansuje agresywny styl gry, a bardzo słaba grafika razi w oczy nieudolnie stworzonymi twarzami bohaterów. Czekałem na ten tytuł i bardzo mocno się rozczarowałem.

oceny-06