UDOSTĘPNIJ

Kolejny tydzień i kolejny odcinek The Grand Tour. Po przekombinowanym i zdecydowanie słabszym drugim epizodzie czas na rehabilitację. Czy chłopaki wrócili na właściwe tory? O tym w poniższym tekście.

Trzeci odcinek upłynął pod znakiem powrotu do domu. Clarkson, Hammond i May zawitali do Whitby, niedużego, portowego miasteczka w hrabstwie Yorkshire w północnej Anglii. To właśnie z hrabstwie Yorkshire urodziła się cała trójka, więc odcinek ma pewien sentymentalny wydźwięk. Po, jak zwykle, zabawnym wstępie  przeskoczyliśmy do długiego materiału do jakich przyzwyczaił nas Top Gear.

Clarkson i May postanowili odbyć podróż dookoła Włoch w stylu Grand Tour. Zwiedzanie pięknych miejscowości miały umilić im Aston Martin DB11 oraz Rolls Royce Dawn, dwa przepiękne auta. Kolorowe pola Toskanii, gonitwy konne… gdzieś tam, florenckie zabytki i oblegana przez turystów Wenecja miały zagwarantować relaksacyjne doznania i dżentelmeńskie traktowanie, poniewieranych zwykle, samochodów.

Plany dwójki psuje Hammond, którego wybór padł na koszmarnie głośny Dodge Challenger SRT Hellcat. Dwie ciężarówki zapasowych opon (dosłownie – dwie ciężarówki), tankowanie co kilka kilometrów, palenie gumy i drogowe szaleństwa to coś zupełnie innego niż zaplanowana przez Clarkosona i May’a wycieczka.

the-grand-tour-season-1-episode-3-gtspirit-004

Niestety materiał znów rozczarowuje. Nie tak bardzo, jak baza wojskowa z drugiego odcinka, ale jednak. Problemem jest sztuczność poszczególnych scen. Narwany Jeremy nie pasuje do lubującego się w sączeniu espresso miłośnika natury, dlatego też partnerowanie Jamesowi nie zgrywa się tak jak powinno. Z kolei Hammond w roli miejscowego głupka, rednecka za kierownicą muscle cara bywa zabawny, ale też męczący. Założeniem materiału miał być spokojny wypad dwójki i wkurzającego ich Hammonda, ale przegięto w zbyt wielu fragmentach.

Materiały Top Gear, mimo, że w całości wyreżyserowane sprawiały wrażenie autentyczności. Budowanie amfibii, kamping w przyczepach, wyścigi po Europie i tego typu sprawy wciągały wkręcały widza i prowokowały długie dyskusje. W The Grand Tour mamy upychane na siłę fragmenty i przerysowywanie zachowań prowadzących. To z kolei uświadamia, że mamy do czynienia z widowiskowym skeczem, a nie z materiałem nagranym jakoby przy okazji. W dodatku brakuje jasnego celu kolejnych przygód, czyli znanych z TG „kopert od producentów”. Stawiane przed ekipą absurdalne zadania typu „pomaluj samochód kolegi tak, żeby miejscowi go zastrzelili” (Top Gear American Special) sprawiały złudzenie, że chłopaki wiedzą, że to głupie, ale takie są zasady i zadanie trzeba wypełnić. Tutaj tego nie ma. Wielka szkoda.

clarkson-tweet

Na deser odcinka dostaliśmy konkluzję z pierwszego odcinka. Clarkson postawił swój dom na to, że jego McLaren P1 pokona Porshe 918 i Ferrari La Ferrari i… przegrał zakład. Z tej okazji May i Hammond postanowili wysadzić w powietrze prawdziwy dom Clarksona i tak też uczynili. Było widowiskowo!

Krótkie podsumowanie odcinka 1×03 to rozczarowanie. Jest lepiej niż tydzień temu, ale ciągle zdecydowanie gorzej niż w dowolnym odcinku Top Gear (z udziałem CHM oczywiście). Brakuje jeszcze zdecydowania na formułę programu i kształt przygotowanych wcześniej materiałów. Same materiały mimo, że zostały zrealizowane z rozmachem, ze wspaniałymi filtrami i genialnymi widokami, cierpią na sztuczność i dodawane na siłę nieśmieszne gagi. To ciągle Clarkson, Hammond i May, więc wierzę, że dalej będzie tylko lepiej.

oceny-07