UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



ELEKTRA: ASSASSIN

Elektra to postać, która w Uniwersum Marvela została nieco zapomniana. Po regularnych występach w komiksach przyszły długie lata posuchy. Pojawiła się w beznadziejnym filmie z Benem Affleckiem i w wcale nie lepszej solowej przygodzie, co okazało się gwoździem do trumny tej postaci. Na szczęście scenarzyści Daredevila przypomnieli nam o Elektrze fajnie wpisując ją w zawiłą fabułę drugiego sezonu. Dzisiaj jednak cofniemy się o niespełna 30 lat wstecz, do roku 1987. Wtedy to sam Frank Miller, twórca m.in. Powrotu Mrocznego Rycerza, Sin City i 300, zdecydował się stworzyć komiks, który opowie historię tej wyjątkowej zabójczyni. Recenzja komiksu Elektra: Assassin.

Gdzieś w Ameryce Środkowej na plaży zostaje znaleziona ledwo żywa kobieta. Chwilę później giną policjanci, a agent S.H.I.E.L.D. zostaje dosłownie pocięty na kawałki. Wszystko wskazuje na to, że Elektra żyje i powróciła do zabijania.

Jeśli nie znacie historii Elektry Natchios, jej powiązań z Daredevilem, nie wiecie ile razy zginęła i znów ożywała to… wcale się tym nie przejmujcie. Tomik to autonomiczna opowieść nie odwołująca się do innych serii i nie kontynuująca uciętej gdzieś fabuły. Podczas lektury zahaczymy o jej origin, a historie z dzieciństwa i młodości Elektry zostają przeplecione morderczym treningiem ninja.

Moje spotkanie z pierwszym z ośmiu rozdziałów (komiks ma aż 260 stron) to prawdziwa droga przez mękę. W miejsce klasycznych dialogów w dymkach dostaliśmy masę tekstu narratora, którym jest główna bohaterka. Chaotyczne mieszanie teraźniejszości z przeszłością i zmiany tematów zdawały się trudnym do ogarnięcia bełkotem. Przebrnięcie pierwszego rozdziału musiałem rozłożyć na raty, ponieważ nawał informacji, które wydawały się zbędne był przytłaczający do tego stopnia, że trudno było połapać się o co w tym wszystkim chodzi.

Sytuacja zmienia się w drugim rozdziale, gdy poznajemy Garreta, agenta SHIELD, który cudem uchodząc z życiem stał się czymś pomiędzy człowiekiem i robotem. Garret żądzę zemsty miesza z chorą fascynacją i na dobrą sprawę nie wiem co myśleć o Elektrze. Garret na długi czas przejmuje rolę narratora opowieści streszczając kolejne wydarzenia. Dalsza część komiksu, którego zasady udało się zrozumieć to już majstersztyk. Fabuła ochocza łapie się wielkiej polityki i ludzi na ważnych stanowiskach. Elektra prowadząca swoją krucjatę nie cofnie się przed niczym, żeby wykonać postawione sobie zadanie. A wymaga ono szczegółowego planowania, wielkich wybiegów i dobrego poznania przeciwnika.

Elektra Assassin zachwyca stylem graficznym Billa Sienkiewicza. Zamiast odfajkować kolorowe kadry komiksów superbohaterskich Sienkiewicz stworzył coś, co ociera się o wyższą formę sztuki. Pastelowe barwy, maźnięte tła tworzą surrealistyczny obraz świata. Do tego groteskowo przerysowane postaci o nieproporcjonalnych częściach ciała. Szalenie intrygująca kreska, do której jednak trzeba się przyzwyczaić. Ja jestem wręcz zachwycony.

Elektra: Assassin to jeden z najtrudniejszych komiksów z jakimi przyszło mi się zmierzyć. Pełen niedomówień, mocnych twistów fabularnych i nieszablonowych bohaterów. Zmierzenie się z umysłem nie tylko Elektry, ale też innych postaci to solidne wyzwanie dla naszych szarych komórek. Wyzwanie, które na początku może odrzucić, ale jak już złapie… to na dobre. Bardzo dobra lektura!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here