UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



WOJNA DOMOWA (CIVIL WAR)

W maju ubiegłego roku oglądaliśmy Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów, trzeci film ze Steve’em Rogersem w roli głównej. Film dość luźno bazował na największym dotychczasowym wydarzeniu w komiksowym świecie Marvela – Wojnie Domowej (Civil War). Dziś zajmę się reedycją komiksu, który pojawił się w polskich sklepach pod koniec 2016 roku. Zapraszam.

Recenzja filmu Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów

W filmie odświeżony skład Avengers polując na Crossbonesa częściowo przyczynił się do śmierci wielu cywili. To w połączeniu z wydarzeniami z Sokovii (Avengers: Czas Ultrona) przelało czarę goryczy i Organizacja Narodów Zjednoczonych zdecydowała, że każdy obdarzony nadnaturalnymi zdolnościami osobnik musi się zarejestrować i działać zgodnie z prawem. To samo dotyczy S.H.I.E.L.D. i rzeszy ich agentów.

Oryginalna, komiksowa Wojna Domowa sytuację przedstawia nieco inaczej. Grupa młodych herosów nazywających siebie New Warriors nagrywa program typu reality show, w którym poluje na ukrywających się złoczyńców. W wyniku starcia, jeden ze złoli – Nitro wysadza się w powietrze w pobliżu szkoły, co skutkuje śmiercią ponad 600 osób, w tym 60 dzieci. Gigantyczna tragedia i społeczne manifestacje sprawiają, że amerykański rząd decyduje się wprowadzić rejestrację superbohaterów. Pomysł popiera dręczony wyrzutami sumienia Tony Stark, a zgoła odmienna zdanie ma ikona amerykańskich żołnierzy – Kapitan Ameryka.

Centralnymi postaciami opowieści są Iron Man i Kapitan Ameryka i to oni dostarczają argumenty, z którymi trudno się nie zgodzić czytelnikowi. Z jednej strony rozumiemy, że działanie w tajemnicy bez poszanowania prawa tylko cieniutką linią odróżnia superbohaterów od złoczyńców, a z drugiej wiemy, że ujawnienie tożsamości wystawia na wielkie niebezpieczeństwo najbliższych osób. Wojna Domowa mocno stawia na takie właśnie dylematy i jest to największa zaleta tego marvelowskiego wydarzenia.

To co w Wojnie Domowej przytłacza od samego początku to mnogość bohaterów. Twórcy wrzucili tutaj prawie wszystkie postaci jakie kiedykolwiek przyodziały maski. Oprócz Iron Mana i Kapitana Ameryki bardzo ważną rolę odgrywa Spider-Man, duży wpływ ma Reed Richards z Fantastycznej Czwórki, pojawiają się X-Meni, Daredevil, Luke Cage, Doktor Strange i dziesiątki innych. Zabrakło chyba tylko Hulka i Deadpoola, ale ta dwójka nie pasowałaby do koncepcji. Mam wrażenie, że Mark Millar trochę przesadził z ich ilością. Sceny, gdy kilkadziesiąt zamaskowanych osób siedzi w jednym pomieszczeniu są dość kuriozalne, a dialogi pomiędzy bohaterami trzeciego, czy piątego planu psują dynamikę opowieści.

CIVIL WAR to wielkie wydarzenie w uniwersum Marvela. Poznanie wszystkich wątków i historii pobocznych postaci obejmuje aż 98 zeszytów, które opisano tutaj.

Oczywiście ilość postaci jest uzasadniona. Wojna Domowa to wielkie wydarzenie, które dotknęło chyba wszystkie serie ówcześnie wydawane przez Marvela. Recenzowany komiks zawiera zeszyty od Civil War #1 do Civil War #7, czyli kompletny zestaw eventu. Aby jednak poznać wszystkie niuanse, historie wszystkich bohaterów (np. gdzie podziewał się Ben The Thing z F4) musielibyśmy przebrnąć przez dokładnie 98 zeszytów (według oficjalnego przewodnika Marvela)! Zeszyty przybliżają krucjatę Wolverine’a szukającego Nitro, sytuację Petera Parkera po jego wielkiej decyzji podjętej po namowach Starka, czy  rodzinne zawirowania u Fantastycznej Czwórki.

Za kreskę odpowiada Steve McNiven i trzeba przyznać, że gość spisał się na medal. Kolejne strony zachwycają soczystymi kolorami i pełnymi szczegółów krajobrazami. Najlepiej prezentują się piękne kadry zajmujące nierzadko całą stronę. Wielokrotnie łapałem się na tym, że zamiast przerzucać strony gapiłem się na poziom detali i świetnie odwzorowane postaci. Polska edycja to wydanie w twardej oprawie z klasyczną okładką i fantastycznym zestawem grafik na końcu. Świetna robota.

Czy Wojna Domowa to dobry komiks? Zdecydowanie tak! Przedstawiona historia porusza wątki, które do tej pory raziły w superbohaterskich opowieściach. Wreszcie mamy dowód, że zniszczenia jakich dokonują superbohaterowie ratując planetę przed kolejnymi zagrożeniami nie są lekceważone. Scenariusz nie faworyzuje żadnej ze stron, a dymki bohaterów wciska naprawdę mocne argumenty. Jasne, osoby sięgające po komiks na fali popularności kinowego uniwersum mogą zostać przytłoczone ilością postaci i zależnościami pomiędzy nimi, ale mimo to warto. Naprawdę warto.

EGZEMPLARZ DO RECENZJI DOSTARCZYŁ EGMONT

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here