UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



ASSASSIN’S CREED: OSTATNI POTOMKOWIE

Wyczekiwany film Assassin’s Creed okazał się wielką porażką. Niezbyt ambitny i prosty do zrealizowania projekt przerósł twórców, przez co dostaliśmy kolejną marną ekranizację gry i bardzo słaby film. Rozczarowany kinowym wypadem postanowiłem przeczytać osadzoną w uniwersum książkę Assassin’s Creed: Ostatni Potomkowie, której autorem jest Matthew J. Kirby. Czy odsunięcie od serii Olivera Bowdena to dobry pomysł? Moja recenzja.

ASSASSIN’S CREED – Recenzja filmu

Assassin’s Creed: Ostatni Potomkowie to otwarcie zaplanowanej trylogii. Książka nie jest związana z żadną odsłoną gry, ani z filmem, co można uznać za jej bardzo dużą zaletę. Głównym bohaterem opowieści jest Owen, nastolatek, którego życie załamało się śmierci ojca. Ojciec Owena zmarł w więzieniu, ale chłopak nie wierzy, że ojciec popełnił przestępstwo, za które tam trafił i chce zrobić wszystko, by dowiedzieć się co naprawdę stało się w noc feralnego napadu na bank. Kierując się plotkami i opowieściami nastolatków Owen próbuje odszukać człowieka o nazwisku Monroe. Monroe posiada ponoć wynalazek firmy Abstergo, który umożliwia przeżycie wspomnień swoich przodków.

Nie spoilując kolejnych wydarzeń wspomnę, że Owen rzeczywiście dotarł do Monroe i wraz ze swoim przyjacielem z dzieciństwa, Javierem wchodzą do Animusa, by poznać przeszłość swoich przodków. Ciekawostką jest, że oprócz chłopaków Monroe zebrał jeszcze czwórkę innych dzieciaków i pozwala im przeżyć wspólną symulację. Okazuje się bowiem, że Monroe wprowadził do Animusa modyfikację, która pozwala wielu osobom przeżyć to samo wspomnienie widziane z różnych perspektyw. Cała grupka nie jest zbieraniną przypadkowych osób, ponieważ Monroe badając DNA setek osób wyselekcjonował skład, których przodkowie spotkali się w tym samym czasie, w tym samym miejscu i wszyscy mieli kontakt z mitycznym Fragmentem Edenu.

Pomysł z przedstawieniem wspomnień z różnych perspektyw jest wielkim powiewem świeżości w tej skostniałej serii. Aż dziw bierze, że Ubisoft nie wpadł na takie rozwiązanie w swoich grach. Przeżywanie tego samego wspomnienia przez kilka osób daje wiele możliwości na bardzo zróżnicowaną zabawę. Przodek jednego jest asasynem, innego templariuszem, jeszcze innego zwykłym policjantem, albo służącą bardzo wpływowego człowieka. Kapitalne rozwiązanie!

Drogi wszystkich bohaterów krzyżują się w drugiej połowie XIX wieku podczas rozruchów przeciw poborowi w Nowym Jorku. Poznajemy ludzi po obu stronach konfliktu, na bardzo różnych stanowiskach. Kilka oddzielnych wątków powoli zaczyna się zazębiać, by stworzyć jedną spójną historię. Wreszcie bój o Fragment Edenu ma jakiś sens, a motywy Asasynów i Templariuszy zostają fajnie zarysowane i nie ograniczają się do głoszenia bzdurnych ideałów. Problemy sprawiało mi jednak rozróżnienie kilku postaci. Dzieciaki wchodząc do Animusa przeżywali wspomnienia swoich przodków, którzy nazywali się inaczej i przez to trudno było spamiętać, czy w skórze danego człowieka znajduje się Sean, czy David. Może nie wyglądałoby to estetycznie, ale dobrze byłoby w nawiasach podać ich imiona poza Animusem.

Matthew J. Kirby zrozumiał materiał źródłowy i udało mu się logicznie wytłumaczyć zagadnienia związane z serią. Bowden kompletnie nie rozumiał czym jest wzrok orła i po nieudolnych próbach przybliżenia tej umiejętności zaczął kompletnie ją ignorować. Kirby świetnie opisał najważniejszą zdolność asasynów i bardzo dobrze wykorzystał ją w historii. To samo tyczy się efektu krwi, czyli przyswajania sobie umiejętności przodków przez osoby korzystające z Animusa.

Wątek współczesny też wypada o wiele lepiej niż wszystko, co mieliśmy po Desmondzie i, przede wszystkim, w filmie. Bohaterowie spotykają asasynów, templariuszy, poznają ich punkty widzenia. Najważniejsze, że jest jeszcze trzecia strona w postaci Monroe, dla którego zarówno asasyni, jak i templariusze nie mają racji i działa na własną rękę wprowadzając kolejny powiew świeżości.

Assassin’s Creed: Ostatni Potomkowie to zdecydowanie najlepsza książka w uniwersum stworzonym przez Ubisoft. Zupełnie nowa historia, nie oglądająca się na pracę scenarzystów gier, pokazuje, że materiał źródłowy można wykorzystać w świeży i pomysłowy sposób. Książka udowadnia, że dla serii jest jeszcze nadzieja, ponieważ w pomyśle ciągle drzemie niewykorzystany potencjał. Polecam i czekam z niecierpliwością na kontynuację.

PS. Assassin’s Creed: Ostatni Potomkowie to otwarcie zaplanowanej trylogii. W grudniu 2016 w amerykańskich księgarniach pojawił się tom drugi, który Wydawnictwo Insignis właśnie opracowuje.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here