UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑REKLAMA PŁATNEJ USŁUGI⇑



Tak, poszedłem. Tak, obejrzałem. Tak, nie zawaham się o tym napisać. Druga część ekranizacji książkowego fenomenu po raz kolejny zgania do kina miliony ludzi na całym świecie. Jak wypada film okiem faceta, który nie zna książek i który wynudził się na pierwszej części? Moja recenzja Ciemniejszej Strony Greya.

Historia 50 Twarzy Greya zakończyła się rozstaniem Any i Christiana, więc spodziewałem się jakiegoś przydługiego wstępu, czegoś co uzasadniłoby ich ponowne zejście. Nic bardziej mylnego. Parę minut filmu, pojawia się Grey, idą razem do domu i czas na pierwszą scenę miłosną. I tak w zasadzie wygląda cały film. Szybko odkryłem schemat, wygląda on następująco: zaurocz – bzyknij – uraź – przeproś – powtórz. Po każdym zbliżeniu następuje coś, co sprawia, że dziewczyna ma wątpliwości, strzela focha, czy jest po prostu smutna. Wtedy z jakimś nowym pomysłem wyskakuje Grey i cały cykl odgrywa się od początku.

Nuda, tym słowem najlepiej opisać wrażenia z filmu. Trwający niespełna 2 godziny seans dłużył mi się niesamowicie. Dialogi o niczym, a postaci drugoplanowe ledwie migają na ekranie i tylko ułamek z nich ma jakąś kwestię do wygłoszenia. Kim Basinger odgrywająca dość ważną rolę Eleny pojawia się raptem cztery razy podczas, których głównie wymownie się patrzy… Niektóre wątki są rozpoczęte i nagle zakończone, inne nie zostały w ogóle rozwinięte, a jeszcze inne rozwiązane są w banalny i durny sposób (np. Jak Hyde). Gdyby film był 30 minut krótszy i tak wydawałby się zbyt długi, ale przynajmniej zabrakłoby miejsca na te bzdury.

Przez cały seans szukałem tej ciemniejszej strony Greya i niestety nie udało mi się jej znaleźć. Zrozumiałem, że gość miał trudne dzieciństwo, że wydarzenia z młodości namieszały mu w głowie i przez brutalne zabawy w łóżku może wyładować całe zło, jakie w nim siedzi. Problem w tym, że to nie trzyma się kupy. Miły chłopaczek, przynosi kwiaty, kupuje ładne ubranka, dusza towarzystwa, biznesmen, a nocami niewyżyty psychopata? Brak tutaj logiki i solidnego umotywowania jego zachowania. I w jakim świetle stawia to zakochaną Anę?

Wiele osób wybrało się do kina, ponieważ mieli chrapkę na sceny seksu. Niestety tym razem jest nawet gorzej niż w tandetnej części pierwszej. Zbliżenia trwały od 30 sekund do około 2 minut i w zasadzie nie widzieliśmy wiele więcej niż w standardowej komedii romantycznej. Zwichrowane zamiłowania Greya, zobrazowane pełnym wymyślnych gadżetów pokoju, w praktyce okazały się kilkoma klapsami, kulkami analnymi i kijem od szczotki przywiązanym do kostek by przewracać dziewczynę niczym szaszłyk na ruszcie. Jeśli ktoś z widowni miał po tym nastrój to szczerze podziwiam.

Ciemniejsza strona Greya to film nieprawdopodobnie słaby. Aż do bólu przewidywalny i bardzo nudny. Wszystkie sceny obyczajowe to odtworzenie najbardziej tandetnych schematów. Brak konsekwencji fabularnej skutkuje urwanymi wątkami, a postaci drugoplanowe praktycznie nie istnieją. Film stara się wiernie odtworzyć wydarzenia z książki, ale nie jest to żadne usprawiedliwienie dla reżysera i scenarzystów. Zróbcie sobie przysługę i idźcie na Lego Batman lub John Wick 2.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here