Tak, poszedłem. Tak, obejrzałem. Tak, nie zawaham się o tym napisać. Druga część ekranizacji książkowego fenomenu po raz kolejny zgania do kina miliony ludzi na całym świecie. Jak wypada film okiem faceta, który nie zna książek i który wynudził się na pierwszej części? Moja recenzja Ciemniejszej Strony Greya.

https://www.youtube.com/watch?v=nQeya1kPGLE

Historia 50 Twarzy Greya zakończyła się rozstaniem Any i Christiana, więc spodziewałem się jakiegoś przydługiego wstępu, czegoś co uzasadniłoby ich ponowne zejście. Nic bardziej mylnego. Parę minut filmu, pojawia się Grey, idą razem do domu i czas na pierwszą scenę miłosną. I tak w zasadzie wygląda cały film. Szybko odkryłem schemat, wygląda on następująco: zaurocz – bzyknij – uraź – przeproś – powtórz. Po każdym zbliżeniu następuje coś, co sprawia, że dziewczyna ma wątpliwości, strzela focha, czy jest po prostu smutna. Wtedy z jakimś nowym pomysłem wyskakuje Grey i cały cykl odgrywa się od początku.

Nuda, tym słowem najlepiej opisać wrażenia z filmu. Trwający niespełna 2 godziny seans dłużył mi się niesamowicie. Dialogi o niczym, a postaci drugoplanowe ledwie migają na ekranie i tylko ułamek z nich ma jakąś kwestię do wygłoszenia. Kim Basinger odgrywająca dość ważną rolę Eleny pojawia się raptem cztery razy podczas, których głównie wymownie się patrzy… Niektóre wątki są rozpoczęte i nagle zakończone, inne nie zostały w ogóle rozwinięte, a jeszcze inne rozwiązane są w banalny i durny sposób (np. Jak Hyde). Gdyby film był 30 minut krótszy i tak wydawałby się zbyt długi, ale przynajmniej zabrakłoby miejsca na te bzdury.

Przez cały seans szukałem tej ciemniejszej strony Greya i niestety nie udało mi się jej znaleźć. Zrozumiałem, że gość miał trudne dzieciństwo, że wydarzenia z młodości namieszały mu w głowie i przez brutalne zabawy w łóżku może wyładować całe zło, jakie w nim siedzi. Problem w tym, że to nie trzyma się kupy. Miły chłopaczek, przynosi kwiaty, kupuje ładne ubranka, dusza towarzystwa, biznesmen, a nocami niewyżyty psychopata? Brak tutaj logiki i solidnego umotywowania jego zachowania. I w jakim świetle stawia to zakochaną Anę?

Wiele osób wybrało się do kina, ponieważ mieli chrapkę na sceny seksu. Niestety tym razem jest nawet gorzej niż w tandetnej części pierwszej. Zbliżenia trwały od 30 sekund do około 2 minut i w zasadzie nie widzieliśmy wiele więcej niż w standardowej komedii romantycznej. Zwichrowane zamiłowania Greya, zobrazowane pełnym wymyślnych gadżetów pokoju, w praktyce okazały się kilkoma klapsami, kulkami analnymi i kijem od szczotki przywiązanym do kostek by przewracać dziewczynę niczym szaszłyk na ruszcie. Jeśli ktoś z widowni miał po tym nastrój to szczerze podziwiam.

Ciemniejsza strona Greya to film nieprawdopodobnie słaby. Aż do bólu przewidywalny i bardzo nudny. Wszystkie sceny obyczajowe to odtworzenie najbardziej tandetnych schematów. Brak konsekwencji fabularnej skutkuje urwanymi wątkami, a postaci drugoplanowe praktycznie nie istnieją. Film stara się wiernie odtworzyć wydarzenia z książki, ale nie jest to żadne usprawiedliwienie dla reżysera i scenarzystów. Zróbcie sobie przysługę i idźcie na Lego Batman lub John Wick 2.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.