UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑REKLAMA⇑



HAWKEYE TOM 1: MOJE ŻYCIE TO WALKA – Recenzja

Hawkeye to wyjątkowy członek Avengers. Nie ma super zbroi, nie był obiektem tajnych eksperymentów, nie ugryzł go radioaktywny pająk, nie był nawet mitycznym nordyckim bogiem. To zwykły gość, który dzięki swojej ciężkiej pracy i oddaniu sprawiedliwości stał się członkiem grupy, która codzienne walczy o nasze bezpieczeństwo. A co robi „po godzinach”? Opowie o tym nowa seria Egmontu, która rozpoczyna się tomem zatytułowanym Hawkeye: Móje życie to walka.

Hawkeye w świadomości wielu pojawił się dopiero po premierze filmu Avengers w 2012 roku. Jako, że jego ksywka padła chyba tylko raz i to w innym kontekście, widzowie zapamiętali go jako „kolesia z łukiem”. Dużo ważniejszą rolę odegrał w Avengers: Czas Ultrona, gdzie przegięto w drugą stronę. Scenarzyście chcieli znaleźć dowód na to, że facet bez nadprzyrodzonych zdolności może być bardzo ważnym członkiem grupy superbohaterów, ale wynikiem takiego podejścia były najnudniejsze sceny z całego filmu…

W tym samym 2012 roku komiksowa seria Hawkeye wpadła w ręce Matta Fractiona (naprawdę nazwya się Matt Fritchman), człowieka, który seriami The Immortal Iron Fist i The Invincible Iron Man tchnął nowe życie w nieco zaniedbane postaci. Dzięki wydawnictwu Egmont mamy możliwość zapoznania się z wielokrotnie nagradzaną, liczącą łącznie 22 zeszyty, serią Hawkeye, nowym spojrzeniem na superbohatera bez supermocy.

Hawkeye #1-3

Pierwsze trzy zeszyty pokazują nam życie codzienne Clinta Bartona, który mieszka w pospolitej kamienicy i lubi grillować na dachu wraz z sąsiadami. Facet nie wydaje kasy zarobionej w SHIELD, nie znosi przepychu i nie obnosi się swoimi znajomościami. Barton wpada w konflikt z kręcąca się w okolicy rosyjską mafią, próbującą wyciągnąć jak największy czynsz od mieszkańców. Gdzieś po drodze pojawia się szemrana trupa cyrkowa i rudowłosa piękna dziewczyna, która ma na pieńku z bandą dresiarzy. Dzięki tej historii poznajemy bliżej Kate Bishop, przyjaciółkę Bartona. Postać wypada fenomenalnie! Czuć między tą dwójką chemię, a ich dialogi są realistyczne i nierzadko bardzo zabawne.

Hawkeye #4-5

Czwarty i piąty zeszyt noszą tytuł Taśma. Hawkeye został nagrany w momencie, gdy pozbawił życia poszukiwanego na całym świecie terrorystę. Z punktu widzenia większości zrobił dobrą rzecz. Problem w tym, że SHIELD i Avengers nie mogą być kojarzeni z zabójstwami. Nagrana analogowo taśma staje się głównym przedmiotem aukcji, na której zjawią się największe szumowiny chcące pogrążyć swoich prześladowców. Historia z tych dwóch zeszytów to małe mistrzostwo świata! Fantastycznie rozpisaną intrygę i kilka zabawnych one-linerów kapitalnie podkreślają mocne zwroty akcji, a ostatni z nich to czysty majstersztyk!

Young Avengers Presents #6

Tom 1 zamyka opowieś, która z poprzednimi zeszytami łączy jedynie nazwisko scenarzysty. Jest to szósty numer Young Avengers Presents skupiający się na postaci Kate Bishop. Oryginał powstał 2008 roku, więc dobre cztery lata przed recenzowaną serią Fractiona. Opowiada o młodej Kate, która próbuje udowodnić, że zasługuje na imię Hawkeye, które dzierżył kiedyś Clint Barton, a po wydarzeniach z Civil War przyjął pseudonim Ronin. Ze względu na odrębność tej opowieści, mamy do czynienia z kreską Alana Davisa, która stawia na realizm i bogatą paletę kolorów.

WOJNA DOMOWA – Recenzja

Podejście Fractiona do Hawkeye’a to coś zupełnie nowego. Kapitan Ameryka i inni superbohaterowie są wspomniani ze dwa razy, ale nie biorą udziału w wydarzeniach, co w przypadku komiksów Marvela jest prawdziwą rzadkością. Scenarzyści uwielbiają umieszczać bohaterów innych serii choćby na 2-3 kadry, aby tylko zaakcentować obecność pana X w przygodach pana Y. Fraction idzie pod prąd i całkowicie skupia się na swoim bohaterze. Hawekeye jest nie tylko bohaterem opowieści, ale też narratorem. Narratorem niezwykle spostrzegawczym, ironicznym i cholernie zabawnym. Pierwsze trzy zeszyty może nie zaskoczyły fabularnie, ale nadrobiły to fantastycznymi tekstami. Przy każdym pechowym wydarzeniu Hawkeye rzucał „no dobra, źle to wygląda”, a podczas przygody wyliczał 9 dużych błędów jakie przytrafiły mu się jednego dnia. Świetne!

Zeszyty #1-3 to rysunki Davida Aja. Aja podobnie jak Fraction poszedł pod prąd i w miejsce pełnych detali, realistycznych kadrów z ówczesnych komiksów, zaserwował styl maksymalnie oszczędzający detale i kolory. Mało szczegółowe twarze, lekko niewyraźne tła i wszelkie wariacje na temat koloru fioletowego (kolor Hawkeye’a) tworzą wspaniałe, artystyczne spojrzenie na „kolesia z łukiem”.

Troszkę gorzej wypadają zeszyty #4-5, w których za kreskę odpowiadał Javier Pulido. Pulido zdecydował, że twarze bohaterów powinny przypominać bohaterów kreskówek Cartoon Network. Clint i Kate nabrali dziecięcych rysów twarzy, przez co komiks sprawiał wrażenie nowych przygód Tintina, a nie historii członka Avengers. Na szczęście kolejne, jeszcze nie wydane u nas tomy to robota Davida Aja.

Podsumowując pierwszy tom Hawkeye pt. Moje życie to walka to genialna rozrywka. Matt Fraction zaserwował zupełnie nowe spojrzenie na Clinta Bartona. Każda kolejna karta zachwyca nie tylko prezencją, ale też fantastycznymi pomysłami fabularnymi i ironicznym humorem. Dzięki tej serii odkrywam Hawkeye’a na nowo i nie mogę się doczekać, aż dorwę kolejne tomy! Zdecydowanie polecam!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here