UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



To już przedostatni odcinek siódmej serii The Walking Dead, serii wyjątkowo nierównej, gdzie naprawdę dobre odcinki można zliczyć na palcach jednej ręki. Po kilku średnich epizodach czas na początek rozstrzygnięć prowadzący do przyszłotygodniowego finału. Oto moja recenzja The Walking Dead 7×15: Something they need.

Tym razem akcja rozłożona jest na wszystkich bohaterów. Po epizodach skupiających się na pojedynczych postaciach przyszedł czas na kilkuminutowe fragmenty, w których widzimy każdą z liczących się postaci. Najsłabszy wątek dotyczy Wzgórza. Gregory postanowił sprawdzić swoje męstwo i wyszedł poza ogrodzenie (sic!), by porozmawiać z Maggie. Facet ewidentnie bije się z myślami, bo z jednej strony boi się każdej osoby związanej z Rickiem, a z drugiej chciałby zrobić wszystko, by przypodobać się Zbawcom. Dlatego też ostatecznie podejmuje decyzję o opuszczeniu Wzgórza i przeprowadzce do Sanktuarium Negana. Mimo, że wróżyłem jego postaci śmierć już kawał czasu temu, to scenarzyści mają trochę inne plany związane z Gregorym. Wygląda na to, że ten tchórzliwy starszy pan mocno skomplikuje plany Ricka w nadchodzącym finale sezonu.

Wątek drugi, trochę lepszy to misja Sashy. Jej samotny rajd na Sanktuarium Zbawców skończył się błyskawicznie, a dziewczyna skończyła w celi. Odwiedza ją Negan i składa propozycję tak, jak zrobił to Darylowi i Eugene’owi. Sasha może zginąć z ręki szwendacza, może spróbować zabić Negana i skończyć dużo gorzej, a może też porzucić dawne życie i przyłączyć się do Zbawców stopniowo zdobywając ich zaufanie. Tak naprawdę Negan kieruje się bardzo logicznymi zasadami. Nie skreśla nikogo i każdemu oferuje przyłączenie się do swojej społeczności. Jasne, jest brutalny i bezwzględny, ale jego przeciwnicy zawsze mają jakiś wybór. Podoba mi się takie podejście do sprawy tyrana. Co ciekawe Negan zdaje się wiedzieć o planach Ricka, bo wspomina o „wielkim dniu” nazajutrz. Może jednak dostaniemy jakąś konfrontację w poniedziałkowym finale.

Ostatni wątek to kolejna wyprawa po broń. Tara powiedziała wreszcie Rickowi i społeczności kobiet, a Rick organizuje pokazową grupę wypadową, która musi zdobyć uzbrojenie. Cała konfrontacja trwa raptem ze dwie minuty i osada zostaje podbita. Starsza pani traci poparcie reszty dziewczyn, które chcą dołączyć do walki i zemścić się na Zbawcach. W zasadzie nie wydarzyło się nic ciekawego. Aż do powrotu do Alexandrii. Bramę otwiera Rosita i od razu prowadzi Ricka do celi, w której trzyma… Dwighta. W zeszłym tygodniu byłem przekonany, że Rosita spotkała właśnie Dwighta, a nie Daryla, co sugerowali twórcy. To jest moment, w którym Dwight zmienia strony i przyłącza się do naszych bohaterów. Ciekawe jak dużą rolę odegra w przyszłym sezonie.

I to tyle. Odcinek nudny i przewidywalny aż do samego końca. Jedyne jasne punkty to tajemniczy plan Negana i pojawienie się Dwighta. To niestety za mało, by oczekiwać niesamowitego finału. Boje się, że najbliższy odcinek będzie przeciągany do granic możliwości i skończy się kretyńskim cliffhangerem jak rok wcześniej. Obym się mylił.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here