UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

⇑REKLAMA⇑



Koniec! Koniec siódmego sezonu The Walking Dead. Sezonu, który często krytykowałem za niepotrzebne przeciąganie i brak pomysłów na poprowadzenie niektórych wątków. Ale dotarliśmy do finału, który miał wynagrodzić słabszą formę i zostawić nas ze szczęką przy podłodze. A jak wyszło? O tym w mojej spoilerowej recenzji.

Zaczynamy od Sashy, głównej bohaterki tego odcinka. Więziona przez Negana wspomina ostatnią rozmowę z Abrahamem, w dzień śmierci jego i Glenna. Te ckliwe momenty, okraszone durnymi dialogami przewijają się przez cały odcinek. Już w pierwszej minucie wiadomo, że to ostatni występ Sashy, dlatego twórcy postanowili zrobić z niej centralną postać epizodu. I to był ich największy błąd. Dziwi mnie, że Glenn, jedna z głównych postaci, robił w tym sezonie za shocker, a poboczna Sasha stawiana jest na równi z Rickiem, Darylem i Michonne.

Jeśli wytniemy kretyńskie wstawki wspomnień Sashy to cała reszta wypada nieźle. Negan przybywa do Alexandrii wiedząc co kombinuje Rick, a jako mediatora wystawia Eugene’a (na jego życzenie zresztą). Podczas przemówienia szalonego naukowca dostaliśmy ostateczne potwierdzenie, że nie będzie chciał wrócić do ludzi, którzy ratowali mu życie i dali schronienie przez te wszystkie lata. Eugene czuje się częścią Zbawców. Rick to zrozumiał i nakazał wysadzić ładunki rozmieszczone przez Rositę. Ta nacisnęła detonator i… nic się nie stało!

Śmieciarze, czy tam złomiarze okazali się zdrajcami. Po wizycie Ricka trafili na Negana i poszli na układ – pomogą Neganowi stłumić rebelię i dostaną 12 wybranych przez siebie niewolników. Byłby to świetny zwrot akcji, gdyby nie został zasygnalizowany w bardzo amatorski sposób kilka chwil wcześniej. Kobieta mająca za zadanie pomóc Michonne na wieży snajperskiej zaczęła robić głupie minki i znacząco podkreśliła słowa „spokojnie, wygramy”. W tym momencie stało się jasne, że Rick wpuścił do siebie zdrajców i poniesie surowe konsekwencje.

Bardzo podobną scenę mieliśmy w komiksie, aczkolwiek tam snajperkę obsługiwała Andrea.

Kolejne minuty upływały pod znakiem groźnych spojrzeń i gróźb Negana. Trzeba przyznać, że co by nie mówił, słuchanie go to zawsze przyjemność. Rick dostał kolejne ultimatum. Albo odda broń i wyznaczy osobę do bliższego zapoznania z Lucille, albo Negan zabije Sashę na ich oczach, a potem wybije całą osadę. I dopiero w tym momencie prawdziwą bohaterką odcinka została Sasha. Podróżując w trumnie połknęła tabletkę z trucizną od Eugene’a i po otwarciu zaatakowała Negana jako zombie-Sasha. Poświęciła się dla grupy i dała mieszkańcom szansę na walkę z zaskoczonymi Zbawcami i Śmieciarzami.

Nie spodziewałem się, że w tym sezonie zobaczymy starcie, ale scenarzyści miło mnie zaskoczyli. Rozpętała się bardzo chaotyczna strzelanina, w której zginęło wielu mieszkańców Alexandrii, Zbawców i Śmieciarzy. Oczywiście nie ucierpiał nikt z głównej obsady, no może jedynie Rick, który został postrzelony przez liderkę Śmieciarzy. Gdy najeźdźcy zdobyli przewagę z odsieczą przybyła Maggie z własnymi ludźmi oraz Carol, Ezekiel, Morgan z resztą żołnierzy Królestwa.

Strzelanina pod względem realizacji wypadła bardzo biednie. Bohaterowie biegali po odsłoniętej przestrzeni i gdziekolwiek, by nie strzelili, to zawsze trafiali, któregoś z wrogów. Oczywiście tych ważniejszych kule się nie imały. Rozbawiła mnie scena, gdy dwóch przeciwników z bronią zamiast strzelać skradało się za plecami Carol, a ta po odwróceniu ich wystrzelała. Porażka.

Tym razem zakończenie finału jest zarazem nowym początkiem. Negan wie, że wszystkie osady zjednoczyły się przeciwko Zbawcom i nie będzie już mowy o wypadach po cotygodniowy haracz. Dwight zostawił Darylowi wiadomość, że nie wiedział o przygotowanej zasadzce, więc wątek D jeszcze powróci. Obyło się na szczęście bez wrednego cliffhangera jaki zaserwowano nam rok temu. Bohaterowie idą na wojnę, która miejmy nadzieję, zrobi kolosalne wrażenie w przyszłych odcinkach.

The Walking Dead 7×16: The First Day of the Rest of your Life to finał niezły. Tylko niezły. Scenarzyści próbowali zrobić emocjonalne pożegnanie Sashy, które wyszło bardzo słabo. Za każdym razem, gdy The Walking Dead chce wzruszyć czy poruszyć efekt jest, co najwyżej, żenujący. Do pozostałych wydarzeń nie mam zastrzeżeń i jestem naprawdę ciekaw jak poprowadzona zostanie wojna ze Zbawcami w przyszłym sezonie, na który poczekamy około pół roku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here