UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



YO-KAI WATCH 2

Yo-Kai Watch to anime powoli zdobywające popularność w naszym kraju za sprawą emisji w polskim Cartoon Network. Głównym bohaterem jest Nate, młody chłopak, który znajduje tajemniczy zegarek. Pełen bajerów gadżet posiada unikalną funkcję – pozwala posiadaczowi zobaczyć swego rodzaju duszki o dźwięcznej nazwie Yo-Kai. Yokaie żyją wśród nieświadomych ich obecności ludzi i wpływają na ich zachowanie. Nate wraz z przyjaciółmi dzięki zegarkowi i zaprzyjaźnionych Yokai stara się naprawić wszystkie, wyrządzone przez złe duszki, szkody.

Niemal trzy lata po japońskiej premierze na Nintendo 3DS ląduje gra Yo-Kai Watch 2. Wzorem Pokemonów i Inazuma Eleven produkcja pojawiła się dwóch, kosmetycznie różniących się wersjach. Recenzowałem Yo-Kai Watch 2: Bony Spirits, natomiast na rynku znajduje się też wersja o podtytule Fleshy Souls. Obie wersje różnią się niektórymi wątkami i przeciwnikami z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć, ale koniec końców to jedynie szczegóły i kwestia gustu.

Rozpoczynając grę możemy wybrać płeć bohatera i nadać mu imię. Ja zostałem przy imieniu Nate, ponieważ nie mamy wpływu na wygląd postaci, a sterujemy bohaterem mangi i anime. Główny bohater dziwnym trafem wymazuje z pamięci Yo-Kaie i traci swój zegarek. Chłopak szybko wchodzi w posiadanie nowego sprzętu i przypomina sobie swojego przyjaciela, duszka Whispera. Cały wstęp i motyw chwilowej utraty pamięci służy za samouczek, więc zanim na dobre rozpoczniecie przygodę przygotujcie się na trochę recyklingu i branie udziału w różnej jakości aktywnościach.

W odróżnieniu do serii kieszonkowymi stworkami, Yo-Kai Watch 2 podzielone jest na odcinki. Wątek przewodni powraca przy okazji każdego rozdziału, ale na całość składają się różne historyjki z życia dwunastolatka. Sprawdzimy dziwną aktywność Yokai w szkole, wybierzemy się z rodzicami na babeczki, odwiedzimy babcię na przedmieściach, a nawet przeniesiemy się o 60 lat w przeszłość. Prosta fabułka przeznaczona jest dla młodszych graczy, których nie interesują ani motywacje czarnych charakterów, ani jakiekolwiek fabularne twisty. Starszy gracz może poczuć się znudzony, ale takie skutki brania się za grę dla innego targetu. Dla mnie te 16 godzin spędzone z grą to fajna zabawa i miła odskocznia od wielkich tytułów na duże konsole.

Pierwsze dwie godziny gry to lekkie uczucie déjà vu. Poruszamy się po tych samych lokacjach, co w pierwszej grze. Nie ma nic bardziej monotonnego niż wykorzystywanie identycznych lokacji w sequelu. Na szczęście niedługo później mamy możliwość wypadu do malowniczych miejscowości poza miastem. Nie są to zbyt rozbudowane miejscówki, ale każda z nich ma swój unikalny klimat i cechy charakterystyczne dla japońskiej kultury. Dodatkowym smaczkiem jest zwiedzanie tych samych miejsc w przeszłości. Świetne urozmaicenie i dobry powód do sięgnięcia po kontynuację.

Zamiast zbierać nowe stworki, zaprzyjaźniamy się z nimi. Zasada jest tutaj prosta – po pokonaniu w walce jeden z Yokai może sam z siebie dołączyć do naszej paczki, a możemy też skusić go smakołykami. Niestety nie rozgryzłem zasady jaka wiąże się z tym systemem, ponieważ niektóre z duszków nieustannie karmione słodyczami i tak nie chciały się do mnie przyłączyć, a jakiś czas później wskakiwały do drużyny bez żadnej zachęty. Dziwne.

Yo-Kai Watch 2 w trybie eksploracji oferuje wiele aktywności dodatkowych i minigierek. Trochę losowe łapanie robali, jedzenie obiadu poprzez wciskanie odpowiednich przycisków są tutaj na porządku dziennym. Najbardziej podobała mi się mini gra polegająca na orientowaniu się w jeździe pociągów. Dostajemy kartkę z instrukcjami jak dojechać w dane miejsce i słuchając komunikatów na stacji i w pociągu decydujemy kiedy się przesiąść, a kiedy pominąć postój i gdzie wysiąść. Trwa to trochę za długo, ale to bardzo fajna zabawa.

System walki jest bardzo prosty, dla mnie zbyt prosty. W naszej drużynie na raz przebywa sześć stworków, z czego walczyć może jednocześnie trzech. Składem możemy dowolnie manewrować podczas pojedynków, do czego służy obrotowe koło na dolnym ekranie. Największym minusem jest to, że nasi podopieczni walczą automatycznie. Każdy z nich korzysta ze swoich technik we własnym zakresie, a my decydujemy jedynie kto ma w danym momencie walczyć.

Ofensywie mamy praktycznie jedną możliwość. Po załadowaniu paska specjalnego możemy aktywować atak specjalny danego duszka. Yokaie mają swoje unikalne zdolności, a my aktywujemy je za pomocą banalnej minigierki na dolnym ekranie. W defensywie od czasu do czasu musimy przez jeszcze prostszą minigierkę zdjąć negatywny status ze stworka, naszym zadaniem jest też monitorowanie zdrowia potworków i odpowiednie reagowanie na ich ubytki. Gra jest skierowana przede wszystkim do dzieci, ale nie da się uniknąć wrażenia, że jest zbyt prosta nawet dla nich. Dopiero po ukończeniu wątku głównego, w swoistym after game, pojawiają się przeciwnicy będący solidnym wyzwaniem dla każdego.

Niezależnie czy wybierzecie Yo-Kai Watch 2 w wersji Bony Spirits, czy Fleshy Souls, musicie zdawać sobie sprawę, że nie jest to gra stanowiąca jakiekolwiek wyzwanie dla doświadczonego gracza. To bardzo przyjemna, bardzo kolorowa i dość zabawna rozrywka dla fanów mangi i przede wszystkim anime. Działa idealnie jako odskocznia od trudnych dungeon crawlerów, ale do Pokemonów jeszcze daleka droga.

Egzemplarz do recenzji dostarczył oficjalny dystrybutor Nintendo

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here