UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



PRISON BREAK: RESSURECTON – Recenzja

Zeszłoroczną zapowiedź piątej serii serialu Prison Break przyjąłem z niedowierzaniem. Kontynuacja serialu, który już w trzecim sezonie zaliczył gigantyczny spadek jakości, a finałowa seria czwarta praktycznie nie dała się oglądać wydała mi się jednym z najgłupszych telewizyjnych pomysłów w historii telewizji. Producentów nie zraziło nic, nawet fakt, że powracający główny bohater… nie żyje. Jak sobie z tym poradzili? Moja recenzja Prison Break: Ressurection, czyli piątego sezonu ubóstwianego kilka lat temu serialu.

Akcja wznowienia ma miejsce siedem lat po wydarzeniach z czwartego sezonu, a przede wszystkim z odcinka specjalnego wydanego jakiś czas później. Michael Scofield poświęcił życie, by ratować Sarę, Linca i swoich przyjaciół. I tym finałem żyli bohaterowie przez kilka kolejnych lat, aż do czasu, gdy T-Bag opuszcza więzienie Fox River, gdzie odsiedział siedem ostatnich lat. Bagwell otrzymuje tajemniczą przesyłkę, w której oprócz enigmatycznego listu znajduje się aktualne zdjęcie człowieka, który nie żyje… T-Bag dostarcza list do Linca i tak zaczyna się zupełnie nowa przygoda ze znanymi nam bohaterami. Lincoln Burrows zdążył wrócić na niezbyt prawą ścieżkę i w poszukiwaniach brata przeszkadza mu siedząca na karku mafia. Tymczasem wspominająca Michaela Sara zdążyła ułożyć sobie życie u boku Jacoba, niezbyt charyzmatycznego, ale czułego i kochającego, faceta.

Fabuła rozgrywa się w kilku lokalizacjach. W pierwszych odcinkach centralną postacią jest Linc, który przybywa do Jemenu, gdzie zostało zrobione zdjęcie, by dowiedzieć się, że jego brat od czterech lat siedzi w więzieniu pod nazwiskiem groźnego terrorysty – Kaniela Outisa. Wątek Sary próbującej zorganizować powrót męża rozgrywa się w USA, gdzie ścigana przez parę morderców musi walczyć o życie, a przy okazji rozwiązać zagadkę ukartowanej śmierci Michaela.

Piąta seria Prison Break została zaplanowana jako połączenie najlepszych cech pierwszego i drugiego sezonu. Z jednej strony mamy kolejny plan ucieczki z więzienia, a z drugiej pościg i ciągłe zagrożenie ze strony złych ludzi. I niestety oba te wątki mocno kuleją. Zacznijmy od wątku sensacyjnego. Para morderców, którzy wszędzie łażą z bronią i środku dnia bezkarnie strzelają do ludzi na mieście, wypada co najwyżej żenująco. Wydaje się, że mieli pełnić rolę cyngli podobnych do tych z kolejnych serii Fargo, ale po drodze poszło coś bardzo nie tak. Nie są ani przerażający, ani specjalnie inteligentni i kompletnie nieskuteczni. Nie pomagają im scenarzyści pchający ich w zupełnie niewiarygodne miejsca. Bo jak wytłumaczyć, że po 9.11 dwójka uzbrojonych ludzi wpada do samolotu kołującego na płycie nowojorskiego lotniska i nikt ich nie zatrzymuje. Serio?

Wątek ucieczki z więzienia również skopano po całości. Jest jeszcze gorzej niż w trzecim sezonie rozgrywającym się w Panamie. Scofield ma kilka wersji swojego planu, które koncertowo palone są przez niego, jego towarzyszy, albo przez dziwne zbiegi okoliczności. Jasne mieliśmy to też w pierwszym sezonie (wymieniona rura), ale tym razem ilość bzdurnych rozwiązań woła o pomstę do nieba. Nielogicznych i durnych wydarzeń jest mnóstwo, ale za najlepszy przykład niech posłuży jeden ze wspólników Scofielda, zakochany w muzyce Queen Koreańczyk. Gość siedzący od kilku lat ma w swojej obskurnej, pozbawionej jakiegokolwiek źródła energii celi, naładowany smartfon… Ogląda teledyski pod kołdrą, a gdy trzeba wykorzystać GPS lub gdzieś zadzwonić – uwaga – bateria pada. Kurtyna.

Finał piątej serii przypada na dziewiąty odcinek i jest… koszmarnie zły. Ostatnie zagadki wyjaśnione zostały już dawno, pozostała jedynie konfrontacja z tajemniczym antagonistą tej serii. Zanim dochodzi do spotkania dostajemy 20 minut bzdurnych, niewnoszących nic do fabuły, scen. A ostatni plan Scofielda? Nieprzemyślany, skopany, a w wielu momentach kretyński… To co miało być największą siłą serialu okazało się powodem, dla którego co chwila stukałem się w czoło. Tragedia.

Czy powrót Prison Break miał jakieś jasne strony? Fajnie było spotkać znane postaci. Oprócz głównej trójki: Michael, Lincoln, Sara jest T-Bag, powraca C-Note, na chwilę pojawia się Sucre, jest Kellerman, a nawet syn Abruzziego. I to niestety koniec zalet. Dziewięć odcinków charakteryzuje durny scenariusz, milion niewiarygodnych wydarzeń i bolesne przeciąganie wątków pobocznych. No i ci mówiący po angielsku terroryści. Dziewięć zmarnowanych godzin.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here