UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



Zeszłoroczny czwarty sezon House of Cards był niezły, a dodatkowo zrobił świetny użytek z wątków pierwszego sezonu. Nie dało się jednak ukryć, że pomysły się wyczerpują, a serial nie ma już tak silnego przekazu jak kiedyś. Seria piąta miała odpowiedzieć mi na pytanie, czy warto dalej śledzić losy bezwzględnego Franka Underwooda? Moja bezspoilerowa recenzja 5. sezonu House of Cards.

Akcja nowej odsłony rozpoczyna się praktycznie po zakończeniu serii czwartej. Przez błąd urzędującego prezydenta terroryści na terenie Stanów Zjednoczonych ścięli głowę niewinnemu Amerykaninowi. Oskarżany przez jednych, a zarazem popieranych przez innych, Frank postanawia wykorzystać wahania nastrojów amerykańskich obywateli i sprawić, by uwierzyli, że tylko on może uchronić USA przed atakami terrorystów z ICO (serialowy odpowiednik ISIS).

HOUSE OF CARDS Sezon 4 – Recenzja

Piąty sezon prowadzony jest nieco inaczej niż serie poprzednie. Przez całe 13 odcinków praktycznie nie ma dłużyzn, które irytowały i męczyły poprzednio. Aby uniknąć powtórki z rozrywki zrezygnowano z nużącej kampanii wyborczej na rzecz dwóch podstawowych celów Franka. Po pierwsze – za wszelką cenę zdobyć władzę, po drugie – za wszelką cenę ją utrzymać. Trzynaście odcinków podzielono na trzy, czteroodcinkowe akty oraz podsumowujący wszystko odcinek trzynasty. Oczywiście, nie streszczę wam całego sezonu, bo założyłem sobie, że recenzja nie będzie zawierać spoilerów.

House Of Cards

Frank w roli tracącego społeczne poparcie prezydenta oraz uwielbiana przez wszystkich Claire jako wiceprezydent okazują się rewelacyjnie dobraną parą. Frank, od zawsze dumny, rządny szacunku i wyjątkowo grubiański stawia sobie za cel zdominować każdego, kto stanie na jego drodze. Z drugiej strony mamy Claire, potrafiącą zjednywać nieprzychylnych mężowi ludzi, by następnie wykorzystać ich w kolejnym przebiegłym planie prezydenta. Underwoodowie pracujący i dogadujący się ze sobą to coś, czego w serialu nie mieliśmy już dawno. To wyrachowanie, ta bezwzględność i rozumienie siebie bez słów mocno intryguje, a jednocześnie przeraża. Wyszło to bardzo, ale to bardzo dobrze.

Doug Stamper, moja ulubiona postać, tym razem otrzymał mikroskopijny wątek. Powraca sprawa Rachel Posner i jej przyjaciółki, która znała go pod innym nazwiskiem, ale widząc go w wiadomościach postanowiła zwrócić się o pomoc do nieprzychylnych prezydentowi mediów. Cała sprawa rozczarowuje i traktowana jest bardzo po macoszemu. Dziwi zachowanie Hammerschmidta, który mając w ręku oręż w postaci kolejnych szokujących zeznań, zajmuje się czymś zupełnie innym. Doug w większości zajmuje się dyscypliną prezydenckiego sztabu i cichą rywalizacją z LeAnn Harvey.

Cieszy rozwinięcie Willa Conwaya (Joel Kinnaman), rywala Franka o prezydencki fotel. Jego ciemną stronę mogliśmy zauważyć już w poprzednim sezonie, ale tym razem twórcy idą o kilka kroków dalej. Problemy osobiste, problemy służbowe i problemy z przeszłością odkrywają zupełnie nową twarz tego, uwielbianego przez amerykanów, kandydata. U jego boku pojawia się nowa twarz – Mark Usher (Scott Campbell) ekspert od kampanii wyborczych współpracujący z Conwayem. Mark szybko wyrasta na postać pod wieloma względami podobną do Franka, co może zwiastować duży pojedynek w przyszłości. Groźny przeciwnik może być jeszcze groźniejszym sojusznikiem.

House of Cards

Piąty sezon House of Cards robi też porządek z niepotrzebnymi postaciami. Z serią rok temu pożegnał się Freddy, który mimo, że wyjątkowo sympatyczny, nie miał już nic do roboty w prezydenckim ogrodzie. Nie uświadczymy też Remy Daltona i Jackie Sharp, którzy są wspominani, ale ostatecznie nie pokazano ich w tym sezonie. Skupiono się za to na rozwinięciu bohaterów do tej pory pomijanych. Mamy więcej LeAnn, więcej Cathy Durant i trochę bardziej wojowniczego prezydenta Rosji, Wiktora Petrowa. Męczy za to jak zawsze nudny, anemiczny i ślamazarny Tom Yates…

Piąty sezon House of Cards zaskakuje pod każdym względem. Serial, który zdawało się, stracił świeżość już dwa lata temu, powrócił na należne mu miejsce. Wszystkie 13 odcinków wypełnione jest całą masą wątków i sporych zaskoczeń. To naprawdę dobra zmiana i nowy początek pod przyszłą serię/serie. Pierwszy sezon był najlepszy, ale piąty niemalże mu dorównuje. Trzeba obejrzeć!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here