UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



Za nami trzeci sezon serialu Better Call Saul, prequela niesamowitego Breaking Bad. Mocne zakończenie drugiej serii sugerowało bardzo dobrą serię trzecią. Sprawdźmy, czy produkcja dalej trzyma swój bardzo wysoki poziom.

Trzecia seria zaczyna się od kontynuacji urwanych wątków. Jimmy wygadując się przed Chuckiem nie podejrzewał, że świrowanie brata było podpuchą, by nagrać wyznanie win głównego bohatera. Jimmy potwierdził bowiem podejrzenia Chucka i przyznał się do podmiany adresów w dokumentach Mesa Verde. Chuck knuje bardzo wyrafinowany plan, jak upokorzyć i zniszczyć Jimmy’ego.

BETTER CALL SAUL Sezon 1 – Recenzja

Sprawa nagrania na szczęście nie ciągnie się przez całe 10 odcinków. W zasadzie wątek zostaje zakończony w odcinku piątym, a przez to cały sezon można podzielić na dwie części – przed i po ostatecznej rozgrywce pomiędzy braćmi. I to właśnie 5 pierwszych odcinków trzeciej serii to wszystko, co najlepsze w całym serialu. Misterne podchody, zaskakujące zagrania i bardzo emocjonująca rozprawa sądowa sprawiły, że w połowie sezonu mieliśmy uczucie oglądania wielkiego finału.

BETTER CALL SAUL Sezon 2 – Recenzja

A Mike? Ulubieniec fanów Breaking Bad został zdemaskowany przez tajemniczego obserwatora i musiał porzucić plan załatwienia Hectora Salamanki. Chyba nikogo nie zdziwi, że ten właśnie trop prowadzi nas do Gustavo Fringa (Giancarlo Esposito), jednego z najbardziej charyzmatycznych bohaterów Breaking Bad. Fring pojawia się w serialu i od razu solidnie miesza. Postawiony pod ścianą Mike musi niechętnie zacząć dla niego pracę, co powoli prowadzi nas w stronę wydarzeń z historii Heisenberga.

Muszę zauważyć, że wydarzenia tego sezonu, w szczególności z drugiej jego serii mocno przybliżają nas do Breaking Bad. Fring i Mike kształtują swoją współpracę, poznajemy jaką rolę w narkotykowym półświatku pełni Hector Salamanca, a nawet scenarzyści uraczyli nas zarzewiem konfliktu pomiędzy narkotykowymi bossami. Sam Jimmy zmuszony zredefiniować swoją prawniczą karierę zaczyna co raz bardziej kombinować. Po raz pierwszy też Jimmy nazywa siebie Saul Goodman (w sensie, że good mandobry człowiek), czego nie słyszeliśmy w poprzednich dwóch latach. Sytuacja z nagraniem, spojrzenie prawniczego światka, a nawet seniorzy przyczyniają się do tego, że w czwartej (jeszcze niezapowiedzianej) serii zobaczymy ostateczną transformację Jimmy’ego w Saula.

Wątek główny, czyli burzliwa kariera Jimmy’ego McGilla poprowadzony został po mistrzowsku. Gorzej wypada historia Mike’a. Mike po większej roli w pierwszych trzech odcinkach schodzi na drugi plan, a w finale nie pojawia się nawet na moment. Z tego samego też powodu rozczarowuje wprowadzenie Fringa. Właściciela Los Polos Hermonos i Mike’a jest po prostu zbyt mało, żeby ich wątek mógł namieszać. Lukę częściowo zapełniają Hector Salamanca i pracujący dla niego Nacho. Dumny, często milczący boss pokazuje swoje oblicze, gdy tylko jeden z pracowników nie dostarcza tygodniowej daniny. Mocne!

Narzekanie z poprzedniego akapitu nie zmienia jednak faktu, że trzeci sezon Better Call Saul to dalej kapitalny serial. Niespieszne tempo akcji jest świetną zasłoną dymną przed subtelnymi, malutkimi szczególikami, które z czasem nabierają kolosalnego znaczenia i mocno trzęsą podstawami serialu. Poszczególne odcinki chłonie się jak gąbka i nie wiadomo kiedy oglądamy już finał. Świetna rozrywka i ciągle bardzo duży potencjał! Polecam!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here