UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



Seria Wieczny Batman oraz kontynuująca ją Wieczni Batman i Robin mocno namieszały w świecie Mrocznego Rycerza. Bruce Wayne żyje sobie w błogiej nieświadomości, prawdziwego Batmana nie ma, a porządku w Gotham strzeże Jim Gordon przywdziewający mechaniczną zbroję Nietoperza. Dziś jednak przyjrzymy się ludziom, którzy stali u boku Batmana i chociaż ich losy toczyły się bardzo różnie, raz jeszcze muszą współpracować, ponieważ nadciąga Wojna Robinów! Moja recenzja.

WIECZNI BATMAN I ROBIN – Recenzja

Młodzi mieszkańcy Gotham postanowili sami walczyć o sprawiedliwość w tym przeżartym korupcją i zorganizowaną przestępczością, mieście. Ubierając się na czerwono próbują coś zmienić i nazywają siebie Robinami. W wyniku jednej z takich akcji młody chłopak przypadkowo zabija policjanta. Władze miasta szybko uchwalają zakaz prowadzenia tego typu działalności i ubierania się w stylu przypominającym pomocników Batmana. To z kolei przynosi skutek odwrotny do założonego, ponieważ młodzi buntownicy nie chcą się podporządkować. W konflikt muszą włączyć się ludzie, którzy noszą, bądź nosili ten wiele mówiący przydomek.

Tak, Wojna Robinów zmusza do współpracy Dicka Greysona, Jasona Todda, Tima Drake’a i Damiana Wayne’a. Chłopaki charakteryzują się zupełnie innym podejściem do rozwiązywania spraw i nie bardzo potrafią ze sobą współpracować. Jednak, gdy przychodzi im podjąć decyzję, czy pomóc, czy może olać ścigane przez policję dzieciaki, postanawiają stanąć na czele ugrupowania mówiącego o sobie Jesteśmy Robinami.

Komiks składa się z 9 zeszytów pochodzących z różnych serii wydawniczych. Mamy tutaj Robin War #1-2, Red Hood/Arsenal #7, Grayson #15, Gotham Academy #13, Detective Comics #47, We Are Robin #7, Robin: Son o Batman #7 oraz Teen Titans #15. Bałem się, że tak duża zbieranina wprowadzi w historię trudny do zrozumienia chaos. Na szczęście udało się to wszystko bardzo ładnie i zgrabnie połączyć, dzięki czemu mamy zachowaną chronologię wydarzeń, a zeszyty oferujące oddzielną opowieść (np. Teen Titans #15) sprawiają wrażenie wątku pobocznego do głównej osi fabularnej. Naprawdę wszystko ma tutaj ręce i nogi!

 

A dzieje się naprawdę sporo. Spodziewajcie się starć” Robini kontra policja, Robini kontra Robini, Robini kontra Batman, nawet, a może przede wszystkim Robini kontra Trybunał Sów! Scenarzystom, których jest naprawdę wielu, udało się wpleść masę ciekawych postaci i wątków. Cieszę się, że mogłem bliżej poznać Duke’a Thomasa. Czarnoskóry chłopak, jeden z liderów ruchu Jesteśmy Robinami, z miejsca zasłużył na przywdzianie czerwonego kostiumu u boku Batmana (i tak się w przyszłości stanie). Duke, w porównaniu do innych członków Rodziny Batmana, nie błyszczy w sztukach walki, nie jest niesamowitym akrobatą lub wrednym dzieciakiem. Chłopak posiada bardzo bystry umysł, co robi z niego bardzo przebiegłego detektywa. Szybko łączy kropki i odgaduje tożsamości prawdziwych Robinów oraz bardzo szybko wpada na tropy związane z prowadzonym śledztwem. Świetna postać.

Komiks kupicie w oficjalnym sklepie Egmontu klikając w ten link

W Wojnie Robinów brakuje mi tylko jednego – solidnego czarnego charakteru. Oprócz Pyga, nie pojawia się żadna ikoniczna postać, co akurat uważam za zaletę. Szkoda tylko, że nie udało się wykreować kogoś, kto mógłby tutaj więcej namieszać. Jest oczywiście Trybunał Sów, jak zwykle tajemniczy, jak zwykle potężny i jak zwykle mało trochę zbyt mało pogłębiony.

Mimo braku mocnego antagonisty, Wojna Robinów to świetna rozrywka w świecie Mrocznego Rycerza. Zebranie wszystkich Robinów okazało się strzałem w dziesiątkę, ponieważ zmuszenie do współpracy ludzi, których więcej dzieli niż łączy dało wybuchową mieszkankę osobowości i wielu zaskakujących zwrotów akcji. I ten cliffhanger… Nowe DC po prostu daje radę!

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here