UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



CASTLEVANIA Sezon 1 – Recenzja

Netflix robi wszystko, żeby ciągle zaskakiwać swoich użytkowników. Włodarze usługi starają się trafić we wszystkie gusta i zamawiać produkcje z całego spektrum gatunkowego. Z wielką radością przyjąłem wiadomość o tworzonym serialu animowanym na podstawie jednej z najbardziej rozbudowanych sag w historii gier komputerowych traktującej o odwiecznej walce z księciem wampirów, Drakulą. Moja recenzja pierwszego sezonu serialu Castlevania.

Castlevania przenosi na ekrany telewizorów serię gier komputerowych, która dorobiła się całkiem rozbudowanego i przez wiele lat rozwijanego lore. Stworzenie serialu tylko dla fanów z ekonomicznego punktu widzenia nie miałoby wiele sensu, więc omawiana produkcja nie jest ani bezpośrednią ekranizacją, ani kontynuacją. Serial stara się być zrozumiały i atrakcyjny zarówno dla fanów, jak i dla ludzi, którzy niechcący klikną „play” czerpiąc garściami z materiału źródłowego. I to się udaje!

Serialowa Castlevania fabułę luźno opiera na grze Castlevania III: Dracula’s Curse z konsoli SNES. W XV wieku, prowadzeni przez żądnych władzy biskupów, mieszkańcy rumuńskiej Wołoszczyzny palą na stosie oskarżoną o stosowanie magii żonę Włada „Palownika” Tepesza, lepiej znanego pod imieniem Drakula. Ignorujący do tej pory ludzi, wampir daje mieszkańcom rok na przemyślenie swoich win i obiecuje im krwawą zemstę. Tymczasem w pogrążonej w chaosie krainie pojawia się Trevor Belmont, ostatni żyjący członek legendarnego klanu łowców demonów. Ekskomunikowany przez kościół pijaczyna nie bardzo chce angażować się w jakikolwiek konflikt, ale sytuacja zmusza go stawienia czoła piekielnym hordom przyzwanym przez potężnego wampira.

Wielką zaletą Castlevanii są bohaterowie. Trevor Belmont to umęczony życiem facet, który mimo, że poświęcił większość swojego życia na walkę z demonami i pomoc bezbronnym został potraktowany przez tych, których chronił jak zwykły barbarzyńca. Ród Belmontów został przedstawiony prostym mieszkańcom Wołoszczyzny jako głodni władzy bogacze nie liczący się z życiem maluczkich. Trudno, więc oczekiwać, że Trevor chętnie pomoże atakowanym mieszkańcom, Nawet jeśli jego umiejętności wielokrotnie przewyższają zdolności pomniejszych demonów. Trevor na wiele wywodów odpowiada sarkastycznymi i często zabawnymi docinkami i naprawdę trudno go nie polubić od pierwszego spotkania. Podobnie dobrze został zarysowany Drakula. Widzimy go raptem trzy razy, ale jego motywacje są naprawdę sensowne i nawet jeśli nie można pochwalić czynów jakie za nimi idą to można zrozumieć jego położenie. Oprócz Trevora pojawia się też będąca członkiem ugrupowania Mówców, władająca magią elementarną, Sypha (również z gry Castlevania III) i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w serii gier – Alukard, syn Drakuli.

Liczący zaledwie cztery odcinki pierwszy sezon jest prawdziwą ucztą dla oczu. Animacja charakteryzuje się stylizowaną na anime kreską i wprost ocieka brutalnością. Wiele osób może być zszokowanych poziomem brutalności i odważnych posunięć twórców. Palone krzyże i symbole religijne to tylko wierzchołek góry lodowej. Rozcinane ciała, walające się wnętrzności, a nawet sceny rozszarpywania noworodków dają obraz produkcji z jaką mamy do czynienia. Osoby wrażliwe na tego typu obrazy powinny dać sobie spokój i omijać produkcję szerokim łukiem, tym bardziej, że jednym z czarnych charakterów serii są duchowni i biskupi…

Pierwszy sezon serialu Castlevania to tylko cztery odcinki, które można obejrzeć w niespełna półtorej godzinki. Czy warto? Jasne, że tak. Otrzymaliśmy kapitalną ekranizację troszkę zapomnianej serii gier, z przemyślaną i dobrze napisaną fabułą. Nie liczcie jednak, że sezon stanowi zamkniętą całość, ponieważ główny wątek został jedynie liźnięty, a seria sprawia wrażenie rozbudowanego prologu do głównych wydarzeń, jakie przyjdzie nam oglądać w zamówionym, liczącym osiem odcinków, drugim sezonie. Jestem zachwycony i czekam na więcej!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here