UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



CRASH BANDICOOT N.SANE TRILOGY – Recenzja

Parafrazując jedną z obecnych przez lata reklam – pamiętam jak ze swoim tatą biegaliśmy po kolorowych planszach kręcąc wirki rudym liskiem. Dziś sam jestem ojcem i wraz z 4-letnim synem możemy przeżywać te same przygody ubrane w nowe szatki. Te uczucie nostalgii wywołał remake jednej z najlepszych platformówek w historii gier wideo. Przed wami recenzja Crash Bandicoot N.Sane Trilogy.

Na początek trochę suchych faktów. Odpowiedzialne za trylogię Vicarious Visions nie bawiło się w remasterowanie prawie 20-letnich gier. Crash Bandicoot N.Sane Tilogy to pełnoprawny, stworzony od zera, remake. Na jednej płycie zmieściły się wszystkie trzy kanoniczne gry, które święciły triumfy na pierwszym PlayStation. Twórcy postanowili nie mieszać w formule i odtworzyć 1:1 wszystkie lokacje i wszystkie smaczki, którymi raczyło nas Naughty Dog lata temu. Twórcy postanowili zaryzykować i zrezygnować z szerszej implementacji własnych pomysłów i schematów współczesnych gier. I to właśnie ryzyko sprawia, że mamy do czynienia z genialnym powrotem do przeszłości.

A z czym mamy do czynienia? Crash Bandicoot to seria platformówek (+ gokartowe Crash Tag Team Racing), gdzie sterując lekkodusznym jamrajem pasiastym przemierzamy różne światy, by ostatecznie położyć kres planom wygadanego i niezbyt rosłego Dr. N. Cortexa. Gry opierały się na klasycznej formule, z której aktualnie korzystają jedynie platformówki Nintendo – przechodzimy pięć niepowiązanych ze sobą leveli, by móc zmierzyć się z bossem i odblokować kolejne pięć etapów. Formuła oczywiście została zachowana w remake’u, których chciał być jak najbliższy oryginałowi. Dzięki temu każda z trzech gier zachowała swoje cechy szczególne.

Crash Bandicoot to najsurowsza i najmniej urozmaicona odsłona. Zaskakuje wysoki poziom trudności wymagający od graczy wielkiej precyzji i obliczania momentów wybicia na milimetry. Do niektórych lokacji podchodziłem po kilkanaście razy (do zamglonych mostów nawet kilkadziesiąt), by z wielkim trudem dociągnąć do końca. Na samym zaliczeniu etapu się nie kończyło, ponieważ gra nagradza za rozbicie wszystkich dostępnych skrzynek oraz za przejście etapu za jednym podejściem. Samo to sprawia, że chcąc wymaksować pierwszego Crasha, trzeba się liczyć z co najmniej 15 godzinami gry. Co najmniej.

Gracze zdziwieni wysokim poziomem trudności pierwszej części wszczęli własne śledztwo. Okazało się, że twórcy sprawdzając różne rozwiązania, zdecydowali się na implementację identycznej fizyki skoków we wszystkich trzech częściach. Dla „jedynki” oznaczało to nieco szybsze opadanie Crasha, a w konsekwencji konieczność dużo większej precyzji przy każdym skoku.

Crash Bandicoot 2: Cortex Strikes Back jak na sequel przystało ulepszył grafikę i dorzucił masę odmiennych tematycznie lokacji. Oprócz tego zdecydowano się na dodanie kilku niedostępnych wcześniej ruchów (kucanie, ślizg i wysoki skok po ślizgu) i obniżono poziom trudności. To ostatnie czuć od pierwszych chwil, ponieważ skoki otrzymały trochę większą tolerancję, łatwiej uniknąć wpadnięcia na przeciwnika i zaliczyć 100% w każdym etapie, ponieważ również tutaj powracają dodatkowe diamenty i artefakty za wymaksowanie.

Crash Bandicoot 3: Warped, kończący trylogię rozdział, uczynił z Crasha grę dostępną dla jeszcze większego grona graczy. Dodanie etapów, gdzie jeździmy na motorze i skuterze wodnym sprawiło, że produkcja zyskała wiele nowych kolorowych miejscówek, ale poziom trudności został znacznie obniżony. Ponadto po każdym bossie Crash otrzymywał nową umiejętność specjalną, która w dalszej części gry robiła z niego maszynę do seryjnego zaliczania etapów. Zaliczenie 100% każdego etapu stało się dużo łatwiejsze, natomiast urok gry na tym w ogóle nie ucierpiał.

Vicarious Visions postanowiło dodać kilka nowości. W pierwszej i drugiej odsłonie pojawiły się próby czasowe, które wprowadziła dopiero trójka, co samo w sobie oferuje kilka, jeśli nie kilkanaście dodatkowych godzin zabawy. Do tego dostaliśmy możliwość przejścia wszystkich etapów jako Coco, blond siostra Crasha.

Nawet jeśli na diamencie jakim jest Crash Bandicoot N.Sane Trilogy znajdziemy jakieś skazy (koszmarnie długie loadingi ), to w dalszym ciągu jest to diament. To gra, która powinna znaleźć się w bibliotece każdego posiadacza PlayStation, bo pokazuje, że w zdominowanym przez RPG, sandboxy i sportówki rynku jest miejsce na klasyczne platformówki, przy których może bawić się każdy bez względu na wiek i gatunkowe upodobania. Zdecydowanie warto!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here