UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



Siódmy sezon Gry o Tron dobiega końca. Za nami przedostatni odcinek tej spektakularnej, pełnej zaskoczeń serii, który znów udowadnia dlaczego wszyscy kochamy produkcją HBO, nawet pomimo wielu niedociągnięć. Recenzja odcinka 7×06 pt. Behind the Wall. Oczywiście uwaga na spoilery!

GRA O TRON 7×05: EASTWATCH – Recenzja

Główne wydarzenia tego odcinka rozgrywają się za Murem. Dowodzona przez Jona ekspedycja składa się najlepszych drugoplanowych bohaterów jakie dała nam saga. Jon, Jorah, Dondarrion, Thoros, Gendry, Tormund i Ogar wyruszyli by pojmać żywego trupa, a następnie dostarczyć go do Królewskiej Przystani, co powinno otworzyć oczy sceptykom, a przede wszystkim marzącej o utrzymaniu tronu, Cersei. Podróż tak dobrze dobranej ekipy okazało się okazją to kapitalnych interakcji pomiędzy postaciami, które nigdy się ze sobą nie spotkały. Wprost genialnie wypada pogawędka Tormunda i Ogara o Brienne, ale i pozostałe dialogi wiele nie odbiegają.

Po pierwszym wypadzie za Mur, wracamy do Winterfell, gdzie Arya konfrontuje z Sansą podłożony przez Littlefingera list. Kłótnia przybiera na sile i prowadzi do poważnego konfliktu pomiędzy siostrami. W dalszej części odcinka, Sansa przeszukując rzeczy Aryi trafia na twarze zdjęte mieszkańcom Braavos, a w odpowiedzi Arya posuwa się to poważnych gróźb. Szczerze nie wiem co mam myśleć o zachowaniu Aryi. W zasadzie w ogóle nie interesowały jej logiczne tłumaczenia Sansy i wydaje się przekonana, że starsza siostra chce podkopać pozycję Jona wśród rodów Północy. Oczywiście ma powody, widzowie również, gdyż Sansa wydaje się być omotana przez gierki Littlefingera i robi dokładnie to czego oczekuje największy intrygant Westeros. Ba, nawet słuchając jego podpowiedzi, odsyła Brienne na spotkanie królów w Królewskiej Przystani, ponieważ boi się, że ta w obliczu ewentualnego konfliktu w rodzinie może stanąć po stronie Aryi…

Wracamy jednak za Mur. Ekipa prowadzona przez Ogara do miejsca, w które widział w płomieniach w pierwszym odcinku, trafia na małą grupę umarlaków dowodzoną przez jednego Białego Wędrowca. Jon szybko załatwia białasa valyriańską stalą, co z kolei prowadzi do natychmiastowej śmierci jego podwładnych. Okazuje się bowiem, że zabicie białego wędrowca uśmierca wszystkich przywróconych przez niego nieumarłych. Ważna informacja i wskazówka dla bohaterów, ponieważ wiedzą, że taktyka nadchodzącej wojny musi skupić się na neutralizacji Nocnego Króla i jego przybocznych.

Dziwnym zrządzeniem losu wśród tej małej grupki pojawił się umarlak, przywrócony przez innego BW (Biały Wędrowiec), co sprawiło, że drużyna bardzo łatwo go schwytała. Oczywiście wszystko okazało się pułapką i momentalnie zaroiło się od tysięcy wrogów. Jon wysyła Gendry’ego z powrotem na Mur, by Davos wysłał kruka do Daenerys. Sami zmuszeni są uciekać i lądują na skale umieszczonej na środku zamarzniętego jeziora. Pod naporem umarlaków lód pęka, spora część z nich wpada do jeziora, a Jon i towarzysze zostają uwięzieni na małej wysepce. I tak przez kolejne kilkanaście godzin.

Gdy jezioro ponownie zamarza, umarli ruszają do walki. Drużyna Jona skupiona na tej malutkiej wyspie walczy co sił, licząc, że wytrzymają do przybycia Daenerys. Smocza Królowa oczywiście przybywa i to z dwoma swoimi smokami. Jedno zioniecie ogniem zabija setki, jeśli nie tysiące przeciwników i umożliwia ucieczkę bohaterom. Ale jest przecież jeszcze Nocny Król. Ten łapie lodową włócznię i jednym rzutem… zabija Viserion, smoka Daenerys! Szokujący zwrot akcji, aczkolwiek od początku sezonu przeze mnie oczekiwany. Byłem pewien, że co najmniej jeden ze smoków padnie w tej serii, ale myślałem, że załatwią go Lannisterowie. Do tego po walce, Nocny Król dotyka martwego smoka i przywraca go do życia! Tak, Biali Wędrowcy od teraz mają własnego smoka i na pewno nie zawahają się go wykorzystać do zniszczenia/przekroczenia Muru. To będzie coś!

Osaczonego Jona ratuje wuj Benjen, jedna z najbardziej tajemniczych postaci tego serialu. Wujek Ben, jako zaginiony zwiadowca, pojawił się na chwilę w szóstym sezonie, ratując Brana. Wiedzieliśmy, że został zaatakowany przez Białych Wędrowców i uratowany przez Dzieci Lasu i kawałek Smoczego Szkła. Teraz pojawił się na kilka chwil, by oddać życie za Jona i zapewnić mu okazję do ucieczki. Jon dociera na Mur, skąd zabiera go wierząca w jego powrót Daenerys. Podczas drogi powrotnej, Jon nazywa Daenerys „moja Królowo”, co zszokuje mieszkańców Północy i jeszcze bardziej umocni Sansę w przekonaniu, że Littlefinger dobrze jej doradza. My za to możemy spodziewać się zacieśniania więzi pomiędzy Dany i Jonem i w końcu pewnie do czegoś pomiędzy nimi dojdzie… jeśli dożyją.

Gra o Tron 7×06: Beyond the Wall dostarcza kupy rozrywki, ale jakby mnie emocji. Zresztą cały sezon wygląda dość podobnie. Mimo wspaniałego klimatu, genialnie wykreowanego świata, fantastycznych postaci i ogólnej zajebistości, razi trochę przewidywalność i opieranie się na schematach, których dotychczasowy brak wyróżniał produkcję na tle innych. Finał zapowiada się smakowicie, ale czy zatrze wrażenie poruszania się po scenariuszowej, łatwej do rozgryzienia, nitce? Zobaczymy za tydzień.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here