UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



THE DEFENDERS

Stało się! Na Netfliksie zadebiutował serial The Defenders będący kulminacją pierwszych serii produkcji powstających w ramach współpracy z Marvelem. Daredevil, Jessica Jones, Luke Cage i Iron Fist łączą siły w starciu z Ręką! Czy serial nazywany telewizyjnym Avengers spełnia pokładane w nim nadzieje? Moja recenzja The Defenders.

Pierwszy odcinek stanowi wprowadzenie do serialu i pokrótce przypomina, gdzie skończyły się poszczególne serie. Matt Murdock, załamany po stracie Elektry, schował strój do walizki i próbuje ignorować ludzi potrzebujących pomocy. Jessica Jones, po zabiciu Killgrave’a większość dnia spędza z flaszką i nie ma jakiejkolwiek ochoty wracać do pracy detektywa. Luke wychodzi z więzienia, wraca do Claire i od razu szuka sposobu na pomoc mieszkańcom Harlemu. A Danny Rand aka Iron Fist wraz z Colleen po całym świecie tropią Rękę, szukając zemsty na odpowiedzialnych za wybicie mnichów z Kunlun.

DAREDEVIL Sezon 1 – Recenzja
DAREDEVIL Sezon 2 – Recenzja
JESSICA JONES Sezon 1 – Recenzja
LUKE CAGE Sezon 1 – Recenzja
IRON FIST Sezon 1 – Recenzja

Według wielu recenzji, The Defenders zbyt mocno skupia się na przeszłości bohaterów. Nie bardzo rozumiem te zarzuty, ponieważ serial jest naturalną kontynuacją wszystkich serii, a nie spin-offem, jedynie korzystającym z dobroci poszczególnych historii i ich postaci. Jessica Jones i Luke Cage zakończyły się w dość neutralny sposób, więc bez ich znajomości można się obyć. Natomiast Daredevil i Iron Fist ze względu na obecność w nich Ręki są dla fabuły The Defenders niezbędni, więc bardzo dziwi narzekanie na mocne nawiązania do przeszłości. Co ciekawe, w pierwszych odcinkach, gdy akcja przeskakuje na kolejnego członka drużyny, obraz przybiera barwy charakterystyczne dla danego serialu. Luke w Harlemie skąpany jest odcieniach żółtego, poczynania Jessiki śledzimy z nałożonym niebieskim filtrem, u Matta królują barwy czerwone, a Danny śmiga wśród całej palety zieleni. Rewelacyjny pomysł!

Wróćmy jednak do fabuły. Ta kręci się wokół Ręki, owianego tajemnicą ugrupowania, o którym nie dowiedzieliśmy się zbyt wiele ani w Daredevilu ani w Iron Fist. Nawet gorzej, bo w historii Diabła z Hell’s Kitchen Ręka przedstawiona była jako mistyczne ugrupowanie zrzeszające nieśmiertelnych wojowników ninja, a opowieść Danny’ego Randa zrobiła z nich grupę drabów, których celem było… do końca nie wiadomo co. W The Defenders postanowiono to uporządkować i nieco odrzeć z Ręki mistyczną aurę forsowaną wcześniej. Dowiadujemy się, skąd wywodzi się Ręka, kto im przewodzi, a także jaki jest ich cel. I niestety wygląda to zbyt banalnie. Widać tutaj niezdecydowanie scenarzystów i brak pełnej koncepcji od samego początku. Nawet główny czarny charakter, Alexandra portretowana przez Sigurney Weaver to postać bardzo niewykorzystana i ostatecznie spartolona, identycznie jak świetny Cottonmouth (Mahereshala Ali) w Luke Cage.

I tym samym dochodzimy do tego, co The Defenders ma najlepsze. Walka z Ręką to nie wielka krucjata w stylu Avengers, a walka o bezpieczeństwo swoje i najbliższych. Jedynie Danny, kierowany wpojonymi morałami, walkę z Ręką uznaje jako swój obowiązek i przeznaczenie. Luke chciałby tylko wypełnić lukę po Popie i pomóc dzieciakom ze swojej dzielnicy, Matt zdaje sobie sprawę, że przeciwnik jest zbyt potężny, a Jessica najlepiej poszłaby do domu się upić. Każde z nich znajduje jednak powód by stanąć do walki i odrzucić na bok własne problemy. Uważam, że zostało to bardzo dobrze rozpisane i co najważniejsze pasuje do charakteru każdego z członków drużyny. Ich decyzje są solidnie umotywowane i każde z nich ma trochę racji. Z tego samego powodu pomiędzy bohaterami dochodzi do kłótni i bójek, a w rezultacie do ciągłego niezdecydowania jak rozwiązać dany problem. Jeśli chodzi o głównych bohaterów to zagrało dosłownie wszystko.

Troszkę słabiej wypadają postaci drugoplanowe. Nie licząc Warda z Iron Fista, pojawiają się praktycznie wszyscy przyjaciele Defendersów. Karen, Foggy, Hogarth, Marcus i Trish chociaż przewijają się przez wszystkie 8 odcinków to są jedynie tłem dla wydarzeń i nie mają praktycznie żadnego wpływu na opowiadaną historię. Nieco mocniej zaakcentowano Misty Knight, Claire Temple i Colleen Wing mające swoje momenty i mocno wspierające główną obsadę. Zaskakująco ważne role otrzymali Stick i Elektra, znani z Daredevila, ale napisanie o nich czegokolwiek byłoby nie lada spoilerem, więc odkryjcie to sami.

Przed premierą ostrzyliśmy sobie ząbki na akcję, z którą do tej pory było różnie. Daredevil zachwycał choreografią i widowiskowością scen walki. Jessica Jones skupiła się na historii, a samej akcji było tam bardzo mało. Luke Cage poszedł podobną drogą niechętnie rzucając kuloodpornego olbrzyma w wir walki. Iron Fist próbował iść drogą Diabła z Hell’s Kitchen, ale słaba choreografia i dość mierne umiejętności samego bohatera mocno to spłyciły. The Defenders naprawia wszystkie niedociągnięcia i choć akcji nie ma zbyt wiele, to wygląda ona fantastycznie. Luke nie boi się używać mięśni, Jessica dołącza jeśli musi, Daredevil kopie tyłki, a Iron Fist… nauczył się walczyć. To już nie tylko świecąca pięść, ale też utalentowany wojownik wykorzystujący swój główny atut dopiero w ostateczności. Oczywiście najlepiej wyglądają sceny, gdy bohaterowie ze sobą współpracują, chronią się nawzajem i zaczynają się rozumieć bez słów. Trudno do czegokolwiek się przyczepić.

Nie, The Defenders to nie jest Avengers na małym ekranie. Ta trwająca 8 godzin produkcja zgrabnie rozwija poznane wcześniej postaci i sprawia, że dojrzewają one do miana superbohaterów, słowa którego tak bardzo nie lubią, a nawet nim gardzą. To też dopełnienie rozgrzebanych dawno temu wątków i odważniejsze poruszenie tematu Ręki. Nawet jeśli finał wydaje się zbyt prosty i bezpieczny, to w dalszym ciągu uważam, że dostaliśmy bardzo dobrą produkcję i zarazem bardzo dobry wstęp do kolejnych sezonów poszczególnych serii. Mimo kilku, nie tak błahych, zgrzytów, nie zawiodłem się i The Defenders mogę spokojnie polecić wszystkim fanom Marvela.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here