UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



CALL OF DUTY: WWII – Wrażenia z prywatnej bety

W ostatni weekend miałem przyjemność wziąć udział w „prywatnej becie” trybu wieloosobowego Call of Duty: WWII. Twórcy postanowili nam udowodnić, że nie tylko setting gry wraca do korzeni, ale też dostaniemy multi na jakie czekamy już ładne kilka lat. Sprawdźmy jak wyszło.

Zajmujący prawie 14GB plik dość szybko się uruchamia i od razu prezentuje nowości. Wybieramy dywizję, która pełni rolę klas. Wszystko sprowadza się do klasycznego podziału z mniejszymi lub większymi odchyleniami. Żołnierz piechoty wyposażony jest w karabin szturmowy, granaty, z czasem może zamontować trzeci dodatek do broni, a także posiad umiejętność szarżowania (zrzynka z BF1?) z wystawionym bagnetem. Są też  twardzieje wyposażeni z specjalną amunicję i strzelby, szybko biegający goście z SMG, snajperzy odporni na podgląd ich pozycji (lokalizujące wrogów killstraeki), no i specjaliści od ładunków wybuchowych i ciężkiego uzbrojenia. Zestaw jak najbardziej klasyczny, ale do szczęścia i dobrej zabawy więcej nie potrzeba.

Pierwsze mecze w jakich wziąłem udział to naturalnie Deathmatch, by sprawdzić feeling broni i mapy. Do broni trzeba się nieco przyzwyczaić, jak zresztą zawsze. Celowanie jest troszkę cięższe, a sama broń dłużej zbiera się do oddania ognia. Oczywiście jest to uzasadnione realiami historycznymi i takie rozwiązanie bardzo mi odpowiada. Spluwy muszą zostać jeszcze wyważone, ponieważ skuteczność i celność niektórych broni daje zbyt dużą przewagę. Będzie to na bank usprawnione do premiery i nie ma co obawiać się zaburzonego balansu.

Mamy niestety lekko rozczarowują. Małe i ciasne korytarzówki nie różnią się zbytnio od miejscówek z kilku poprzednich odsłon i dosłownie na żadnej z trzech dostępnych lokalizacji łatwiej o klaustrofobię niż o zachwyty nad designem. Las Ardeński i Pointe Du Hoc spełniają swoje zadanie, oferują mnóstwo przejść i skutecznie utrudniają życie kamperom. Trzecia z map – Gibraltar to cholernie ciasna i mała lokacja z małą ilością przejść i mam szczerą nadzieję, że w pełnej wersji zostanie mocno przebudowana. Prawdopodobnie najlepsze mapy pojawią się w przyszłych paczkach. Jak zawsze.

Standardowe tryby rozgrywki przyćmiewa nowość – niesamowicie miodny tryb Wojny (War). Drużyny podzielone są na dwa oddziały, z których jeden się broni, a drugi w określonym czasie musi wykonać wyznaczone cele. Oczywiście po powodzeniu lub fiasku następuje zmiana stron. Atakując musimy w pierwszej kolejności zająć dom. Gdy się to powiedzie (działa jak przejmowanie flagi) mapa przesuwa się dalej, a celem atakujących jest zbudowanie mostu. Następnym przystankiem jest zniszczenie składu amunicji, a misję kończy zdobycie punktu strategicznego – kościoła. Drużyna broniąca praktycznie przy każdym z celów jest faworyzowana. Broniący mają dostęp do lepszych fortyfikacji i gniazd LKMów zamontowanych w miejscach z dużym polem widzenia. Dzięki temu świetnie gra się zarówno w ataku, jak i w obronie.

Ograniczenie czasowe zmusza graczy do ryzyka, ponieważ nie wykonanie kolejnego celu kończy misję i odwraca strony. Po upływie czasu mamy zazwyczaj kilkadziesiąt sekund na szturm ostatniej szansy, co zaskakująco mocno mobilizuje drużynę atakującą. Wielokrotnie zdarzało się wykonać zadanie w doliczonym czasie, co świetnie zwiększa morale towarzyszy i daje przysłowiowego kopa w szczękę broniącym. By ograniczyć kombinowanie i akcje na kamikaze, fragmenty mapy są ograniczone pasami, których przekroczenie na 10 sekund oznacz śmierć. W ten sposób ograniczono pomysłowość graczy, którzy chcieliby zasadzać się w miejscach spawnowania przeciwników. Trik od lat stosuje Battlefield, więc jest to logiczne posuniecie twórców.

Kluczem do sukcesu w Wojnie jest współpraca. Tablica wyników nie pokazuje zdobyczy punktowych kolejnych graczy, robi to dopiero po starciu. Zrobiono to, by ograniczyć pogoń za fragami i jest to moim zdaniem bardzo trafna decyzja. Dodatkowo punktowane są też działania przy celu (budowanie, podkładanie ładunków, czy obrona celów agresorów), ale poszedłbym o krok dalej i jeszcze zwiększył dysproporcję pomiędzy punktami z zabijania dla nabicia statsów, a pomocy drużynie. Liczę, że tak się stanie.

Tryb Wojny nasuwa jedno pytanie – ile będzie go w pełnej grze? Nie ulega wątpliwości, że dodatkowe mapy będą pojawiać się w paczkach DLC, ale liczę, że wersji podstawowej pojawią się co najmniej cztery różnorodne lokacje. Oczywiście idealnym rozwiązaniem byłaby ilość map odpowiadająca zestawowi premierowemu, ale trudno na to liczyć.

Beta Call of Duty: WWII pokazuje, że CoD postanowił mocniej zawalczyć o nasze portfele. Grafika nie zachwyca i tego się nie spodziewałem, ale tryb multi zapowiada się na nieprawdopodobnie miodny. Klasyczna bieganina w standardowych trybach powraca, ale moje oczy zwrócone są ku Trybowi Wojny. Jeśli jego jakość zostanie utrzymana, a w grze zobaczymy kilka różnych map, to samo to wystarczy, by spędzić z grą długie godziny. Będzie grane!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here