UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



UNCHARTED: ZAGINIONE DZIEDZICTWO

Rok temu ogrywaliśmy Uncharted 4, ostatnie spotkanie z Nathanem, Sullym i Eleną. Wraz z zapowiedzianym przed premierą Season Passem mieliśmy otrzymać dodatek do trybu singleplayer, który tworzony był już po premierze i przyszło nam na niego czekać aż 15 miesięcy. Naughty Dog postanowiło DLC przemianować na niemalże pełnoprawną odsłonę niewymagającą wersji podstawowej, a nawet znajomości serii. Natomiast fani mogą przekonać się, co słychać u wielkiej nieobecnej Uncharted 4, Chloe Frazer! Recenzja Uncharted: Zaginione Dziedzictwo.

Akcja gry (nie będę nazywał jej dodatkiem) rozgrywa się po wydarzeniach z Uncharted 4. Chloe, która nie towarzyszyła Nathanowi w jego ostatniej wielkiej przygodzie w dalszym ciągu zajmuje się handlem antykami i nie do końca legalnym sposobem ich pozyskiwania. Spotykamy ją, gdy przybywa do Indii, gdzie znajomy nagrał jej dużą robotę. Chloe postanawia zwerbować Nadine Ross, towarzyszkę Rafe i przeciwniczkę braci Drake z U4, która cudem przeżyła wielki finał tamtej opowieści. Nadine pozbawiona swojej grupy najemników i środków do życia przyjmuje ofertę i tym samym dostajemy kolejny, fantastyczny duet bohaterów, jakimi seria stała od zawsze.

Fabularnie szału nie ma. Jest to klasyczna przygodowa opowieść stawiająca na odkrywanie własnego ja i rodzinnych tajemnic, gdyż Chloe podąża śladem odkryć jej zaginionego ojca. Drugim aspektem jest związek Chloe z Nadine, które dopiero się poznają i obie mają zupełnie inny stosunek do braci Drake. I to właśnie ta interakcja przyćmiewa fabularne mielizny charakterystyczne dla kina przygodowego. Od dystansu i badania siebie nawzajem, przez nienawiść, aż do prawdziwej przyjaźni – to schemat znany od dekad, ale odpowiednio podany, dalej bawi. Wszystko dzięki charakterkom obu dziewczyn. Pełna luzu, rzucająca kąśliwe uwagi, niczym Nate, Chloe i zdystansowana, traktująca poważnie wszystkie zaczepki, Nadine idealnie do siebie pasują. I choć ubolewam, że w grze nie pojawił się również przekomiczny Cutter, to dwie panie tworzą duet na miarę marki, jaką jest Uncharted. Niestety kroku nie dotrzymuje im Asav, czarny charakter Zaginionego Dziedzictwa. Po rewelacyjnym przedstawieniu jego postaci na początku gry, z biegiem czasu mamy go co raz mniej, a gdy już się pojawi to nie wnosi zupełnie nic. Szkoda.

Rozgrywka to Uncharted 4 w pigułce. W miejsce Madagaskaru, pojawiają się Indie z bardzo rozległą lokacją, w której spędzimy jakieś 3 z 7 godzin potrzebnych na przejście gry. Pół otwarty teren jest bogaty w faunę i florę i podobnie jak „czwórka” zachwyca na każdym, dosłownie każdym, kroku. Ze względu na bogatszą w kolory naturę, gra miejscami wydaje się nawet ładniejsza od Kresu Złodzieja. Podczas zwiedzania, największej w historii serii, lokacji odnajdujemy małe świątynie, ukryte przejścia i rozwiązujemy proste łamigłówki. Znalazło się nawet miejsce na dość długi quest poboczny, którego zaliczenie nagradzane jest nagrodą w postaci artefaktu pomocnego w szukaniu skarbów.

Pozostała część gry jest już absolutnie liniowa. Dostajemy kilka, różnorodnych lokacji, które przechodzimy w stylu Uncharted. W tych właśnie momentach najbardziej tęskniłem za Natem, Syllym i Eleną. Brakowało mi ich charyzmy, ich przekomarzanek i słynnego już „oh crap”. Mimo, że pojawiają się pościgi a’la Uncharted 4, jest wielki pociąg a’la Uncharted 2, jest ucieczka po dachach a’la Uncharted 3, to jednak brak postaci, które uwielbiamy zabiera grze to „coś”, co nie pozwalało oderwać się od pada.

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo oferuje tez moduł multiplayerowy. Otrzymaliśmy to samo multi, co Uncharted 4. Mało tego, gracze posiadający przygodę Chloe mogą bez problemu grać z posiadaczami Kresu Złodzieja. Rewelacyjny pomysł!

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo to bardzo dobra gra, ale ma jedno poważne „ale” – Chloe i Nadine nie zastąpią Nate’a i Sully’ego… Jestem fanem serii od samego początku i naprawdę trudno wyobrazić sobie kolejne odsłony bez tej znakomitej dwójki, a już na pewno nie rok po premierze genialnego Uncharted 4. Może za kilka lat zatęsknię i będę liczył na coś z uniwersum na PS5, a póki co lepiej zagrać w którąkolwiek z poprzedniczek. Rozgrywka wiele się nie różni, ale jest tam Drake.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here