UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



TO – Recenzja

Od razu przyznam, że nie przeczytałem oryginału. Znam twórczość Kinga dość dobrze i wiem jak nierówny potrafi być poziom jego książek. Wśród największych dzieł autora, to właśnie TO w jakiś sposób mnie ominęło. Brak znajomości materiału źródłowego nie przeszkodził jednak przy wypadzie do kina na najnowszą ekranizację jego książki. Recenzja filmu TO.

Akcja rozgrywa się w miasteczku Derry w 1988 roku. Po fantastycznym i strasznym wprowadzeniu przenosimy się o kilka miesięcy do przodu, w czasy, gdy miasto paraliżują tajemnicze zniknięcia dzieciaków. Zrozpaczeni rodzice i bezradne służby nie mogą nic zrobić, więc zostaje wprowadzona godzina policyjna, a wszyscy koncentrują się na próbach normalnego funkcjonowania. W takich okolicznościach poznajemy paczkę dzieciaków, członków osławionego w popkulturze Klubu Frajerów. Pyskata grupka lubi sobie dogryzać, ale gdy przychodzi co do czego, chłopaków (później i dziewczynę) cechuje prawdziwa przyjaźń i oddanie. Wśród bohaterów jest Billy, nastolatek, który od kilku miesięcy wierzy, że uda mu się znaleźć zaginionego jakiś czas temu młodszego brata. Przeczesując miejscowe, stare kanały dzieciaki wpadają na trop tajemniczego i przerażającego klauna…

Fabuła TO bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Spodziewałem się spłyconego pseudohorroru i kilku tanich chwytów sprawiających, że widownia podskoczy w fotelu. Tymczasem otrzymaliśmy bardzo klimatyczny film, który nie przesadza z efektami specjalnymi, a atmosferę buduje za pomocą kapitalnej kreacji bohaterów. I choć ostateczny pojedynek jest bardzo naiwny (ale i tak o niebo lepszy niż w telewizyjnej wersji z 1990 roku), a kilka decyzji bohaterów nie ma wiele wspólnego z logiką, to trudno się do czegokolwiek przyczepić. Bałem się, że obejrzę film albo skierowany do osób znających oryginał albo próbujący łopatologicznie wszystko tłumaczyć, żeby każdy zrozumiał o co chodzi. Na szczęście udało się to zgrabnie wypośrodkować i jako laik jestem bardzo usatysfakcjonowany.

To właśnie dzieciaki, podobnie jak w zeszłorocznym Stranger Things, są największą zaletą filmu. W zasadzie przez połowę filmu czułem się  jakbym oglądał nieformalną kontynuację genialnej produkcji Netflixa. O różnicach przypomina kategoria wiekowa R. Dzieciaki klną, rzucają prawdziwe wiązanki, wyzywają się i zabawnie sobie dogryzają. Prym wiedzie Richie, w którego wcielił się Finn Wolfhard, czyli Mike ze Stranger Things. Ilość odmian słowa shit i fuck, jakie wydobywają się z jego ust, przyprawia o zawrót głowy, ale tworzy też niesamowity klimat filmu.

Pennywise w wykonaniu  Billa Skarsgarda jest wyjątkowo przerażający. Klauny mają w sobie coś odpychającego, ale Skarsgard wyniósł to na kolejny poziom. Z każdym jego uśmiechem miałem na plecach ciarki, a wszystko dodatkowo potęgował jego głos. Raz milutki i delikatny, a za moment szorstki i niski głos robią bardzo dobrą robotę. I ten czerwony balonik… Brr.

Film TO bardzo mi się podobał. Oglądałem wiele ekranizacji i adaptacji książek, które czytałem, a najbardziej podobała mi się wersja tej, która mnie ominęła. TO jest zgrabnym połączeniem kina przygody i horroru, zarazem bawi i straszy, zachwyca i przeraża. I choć zdaję sobie sprawę, że sporo wątków mnie ominęło, to uważam, że warto wybrać się do kina. A mi pozostaje tylko zapoznać się z książką i wyczekiwać kontynuacji, której premierę zapowiedziano na 6 września 2019 roku. Polecam!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here