Strona główna DC BATMAN TOM 1: JESTEM GOTHAM – Recenzja

BATMAN TOM 1: JESTEM GOTHAM – Recenzja

UDOSTĘPNIJ
REKLAMA

REKLAMA



Odrodzenie ruszyło z kopyta. Mieliśmy już Supermana, czas na kolejną flagową postać DC – Batmana. Mroczny Rycerz przeszedł w ostatnich latach swoiste tortury poszczególnych scenarzystów, ale wraz z debiutem wielkiego eventu miał wrócić na właściwe tory. Czy tak się stało? Recenzja Batman Tom 1: Jestem Gotham.

W skład recenzowanego tomu wchodzą zeszyty Batman: Rebirth oraz Batman #1-6. Pierwszy zeszyt to swego rodzaju wprowadzenie, w którym Mroczny Rycerz musi zmierzyć się z Calendar Manem. Przestępca nie robi nic szczególnego, ale dzięki niemu bliżej poznajemy nowego towarzysza Batmana – Duke’a Thomasa, który pojawił się jako dzieciak w serii Rok zerowy i odegrał dużą rolę w Wojnie Robinów jako dorosły już chłopak. Duke został zaproszony do rezydencji Wayne’a, ponieważ Bruce/Batman zdecydował się skorzystać z jego pomocy. W rezydencji Batman pokazuje mu jego strój – przypominający ubiór Lark, żółty kombinezon. W zasadzie nie dowiedzieliśmy się kim zostanie Duke, ponieważ przez większość tomu pomaga Batmanowi zdalnie z jaskini, zbierając dane i najpotrzebniejsze informacje.

Pozostałe zeszyty dotyczą już jednej, dużej sprawy. W mieście pojawia nowa para strzegąca porządku. Zafascynowani Batmanem, Gotham i Gotham Girl robią wszystko, by zaimponować Mrocznemu Rycerzowi. Ten będący pod wrażeniem ich oddania sprawie jest gotów z nimi współpracować, ale najpierw musi wyjaśnić skąd u nich moce bliźniaczo podobne do umiejętności Supermana…

Fabuła pierwszego tomu rozczarowuje. Mimo nowych, intrygujących postaci, jest dość przewidywalnie. W zasadzie od samego początku wiadomo, w którą stronę pójdzie ta znajomość i w jakim stylu się to zakończy. Zabrakło wszystkiego co najlepsze w Batmanie – mroku, nieoczywistości i szczypty tajemnicy. Do tego dochodzą jeszcze spektakularne, zdecydowanie ZBYT spektakularne akcje Batmana. Rozumiem i lubię widowiskowe pojedynki, ale to co zaserwował Tom King to mocne przegięcie. Wyobraźcie sobie Batmana sterującego spadającym samolotem stojąc na jego dachu i trzymając go w cuglach/lejcach…

Komiks kupicie w sklepie Egmontu

Średnio spisuje się też sam główny bohater. Raz małomówny, innym razem bardzo wylewny i oczywiście tradycyjnie sentymentalny („Alfredzie, czy to dobra śmierć. Moi rodzice byliby dumni?”). Nie mogłem się do niego przekonać. Za to Alfred jak najbardziej na plus. Sarkastyczny, chętnie punktuje kolejne pomysły Bruce’a i tym razem nie jest nadopiekuńczym staruszkiem, a prawdziwym wsparciem dla Mrocznego Rycerza.

Jak widzicie, nie pokochałem Batmana z Odrodzenia. Tom King zrobił z tego zbyt kolorową opowiastkę  o nieskomplikowanej fabule prowadzonej przez bardzo schematycznie napisane postaci. Nie zostawiam serii samej sobie, ponieważ ostatnie strony tomu zapowiadają powrót jednego z największych wrogów Batmana i bardzo ciekawy setting całości. Póki co jest słabo.

Egzemplarz do recenzji dostarczył Egmont

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here