UDOSTĘPNIJ

Omijając kolejkę poleciałem szybko do strefy Playstation, by przetestować oczekiwane przeze mnie tytuły. Na początek padło na Inpatient, grę Supermassive Games, twórców Until Dawn, które uwielbiam i szczerz ubolewam, że twórcy nie dostali zielonego światła na stworzenie kontynuacji. Lukę miało zapełnić właśnie Inaptient i chociaż nie przepadam za grami VR to dla tego tytułu byłbym skłonny zrobić wyjątek.

Usiadłem na krzesełku, założyłem gogle i przeniosłem się do świata gry, gdzie momentalnie chwytało mnie rozczarowanie. Całe demo trwało jakieś 20 minut z czego około 10 to siedzenie na fotelu i odpowiadanie na pytania doktorka ze zwiastunów. Do tego ciągle powtarzana sekwencja wspomnień, w której zmieniały się detale w zależności od moich odpowiedzi na kolejne pytania, a przynajmniej tak mi się wydawało. Kolejne kilka minut to szczątkowa interakcja z pchającym nasz wózek młodzieńcem i dopiero po około 15 minutach jesteśmy w stanie wstać z wózka i potrenować sterowanie na zamkniętej celi. A gdy mogłem wreszcie opuścić celę… spotkał mnie czarny ekran. Myślałem, że konsola się zawiesiła, albo gogle się odłączyły, ale chłopak z obsługi powiedział, że to już koniec zabawy.

Czym jest więc Inpatient? Wybrane na targi demo nie tylko nie zachęca do zakupu, ale też nie pokazuje zupełnie nic. Parafrazując polskiego klasyka „puścili mi grę o facecie na wózku” i w zasadzie tyle mogę o niej powiedzieć. Przy każdym ekranie ładowania wyświetlała się piękna grafika przypominająca czym jest efekt motyla i jakie przełożenie będzie miał na grę. Każda decyzja ma prowadzić do kolejnej gałęzi i oferować bardzo różne rozwiązania fabularne. W teorii. Ile będzie w tym Telltale, a ile Until Dawn dowiemy się dopiero po premierze. Na ten moment wiemy tyle, że nie wiemy nic.