UDOSTĘPNIJ

Japońscy twórcy jRPG nie lubią za bardzo bezpośrednich kontynuacji, a jeśli się na to zdecydują ($$$) to z reguły kompletnie zmieniają koncepcję zabawy. Final Fantasy X-2, FF XIII-2, a niedługo też Xenoblade Chronicles 2 oferują zgoła inny klimat i dużo nowych (często słabych) pomysłów. Piszę o tym, ponieważ im dłużej grałem w Ni No Kuni II, tym bardziej byłem skołowany.

Korzystając z oblężenia znajdujących się obok konsol z Dragon Ball FighterZ (które wygląda bosko, ale nie umiej w bijatyki) miałem do dyspozycji dwa stanowiska z Ni No Kuni II, a na każdym mogłem pobawić się w nieco inny sposób. Na początek padło na eksplorację świata gry. Po mapach poruszamy się zmniejszonymi, karykaturalnymi postaciami tzw. chibi. Śmigamy po malowniczych krainach, a wrogowie widoczni są na mapie. Spotkanie z przeciwnikiem przenosi nas na arenę walki. Zwiedzanie dungeonów odbywa się już z kamerą umieszczoną za plecami postaci o normalnych kształtach i wymiarach. Dziwne rozdwojenie jaźni, ale na dłuższą metę, może się to okazać fajnym pomysłem. Nie jestem do tego uprzedzony.

System walki został kompletnie przebudowany. Po pierwsze turową kolejność zastąpiło swobodne sterowanie Evanem, pod kwadrat i trójkąt przypisano lekki i mocny cios, a wciśnięty R2 pozwala wykonać jedną z akcji przypisaną do przycisków geometrycznych. Wszystko działa bardzo płynnie, a przy okazji bardzo ładnie wygląda.

Nie mogę się za to przekonać do nowych stworków/chowańców, które zastąpiły przypominające Pokemony Familiary. Higgledies, bo tak nazywają się nowe stworki, towarzyszą nam w przygodzie i aktywnie wspierają w walce. Małe crittersy mają swojego lidera, wokół którego formują krąg. Jeśli Higgledy są typem ognistym, to stanięcie w ich kręgu neguje wszystkie obrażenia od ognia. Różne typu stworków będą dawać różne bonusy, więc odpowiedni wybór malutkich towarzyszy będzie miał spore znaczenie. Problem w tym, że na planszy robi się bardzo tłoczno i nietrudno zagubić się w chaosie, gdy przyjdzie nam walczyć z większymi grupami przeciwników. Na ten moment Higgledies wydają mi się niezbyt trafnym pomysłem.