UDOSTĘPNIJ

REKLAMA



FIRE EMBLEM WARRIORS – Recenzja

Po świetnym Fire Emblem Echoes jeszcze w tym samym roku debiutuje kolejna gra pod szyldem FE. Tym razem jest to spin-off będący przedstawicielem charakterystycznego gatunku/serii Musou, dostępny na Nintendo Switch oraz New 3DS/New 2DS, których dotyczy ta recenzja. Pytanie brzmi: ile w Fire Emblem Warriors prawdziwego Fire Emblem? I na to właśnie pytanie odpowiem w poniższym tekście.

Zacznijmy jednak od tła fabularnego, które im więcej myślę, tym mniej sensu wydaje się mieć. W królestwie Aytolis niespodziewanie pojawia się brama do świata ciemności. Prze portal przedostają się hordy potworów, zamek pada, a uciec udaje się jedynie dwójce dzieci zmarłego króla – Rowanowi i Liannie. Młodzi w walce z ciemnością nie są osamotnieni, ponieważ przez podobne zderzenie światów, w Aytolis pojawili się bohaterowie różnych uniwersów Fire Emblem.

MUSOU to japońska seria gier, w której walczymy z niekończącymi się hordami przeciwników. W ostatnich latach seria sięga po co raz bardziej znane marki, dzięki czemu oprócz Dynasty Warriors graliśmy już w One Piece Pirate Warriors, Hyrule Warriors, czy Berserk and the Band of the Hawk.

Wśród bohaterów pojawiają się Marth, Caeda i Tiki z Fire Emblem: Shadow Dragon; Celica z Fire Emblem: Echoes; Lyn z Fire Emblem: The Blazing Blade; Chrom, Robin, Lissa, Frederick, Cordelia i Lucina z Fire Emblem: Awakening oraz cała armia bohaterów Fire Emblem: Fates – Corrin, Ryoma, Hinoka, Takumi, Sakura, Xander, Camilla, Leo i Elise. Szkoda, że prym wiodą bohaterowie Fates i Awakening, a z Echoes pojawia się tylko Celica. Prawdą jest, że lepiej pamiętamy postaci z nowszych odsłon i dziwi trochę decyzja twórców.

Tak dobrana plejada bohatera powinna być wielką gratką dla fanów serii, ale w rzeczywistości są to tylko avatary mające przygotowane kilka wspólnych scen. Bohaterowie walczą bardzo podobnie, ponieważ klasy postaci do Fire Emblem Warriors zostały żywcem przeniesione z poszczególnych serii. Lord, Archer, Pegasus Knight, Mercenary, Myrmidon oraz ich rozwinięte wersje to klasyczny zestaw, jaki mamy od lat i cieszy, że twórcy zadbali o ten aspekt. W Warriors pojawia się też sztandarowy ficzer Fire Emblem, czyli permanentna śmierć postaci. Gdy jeden z bohaterów zginie podczas misji, bezpowrotnie tracimy możliwość gry jego postacią. Jednak wzorem ostatniej odsłony, FE Echoes, na początku gry możemy zdecydować, czy to reguła ma obowiązywać, czy może wolimy tryb casual, gdzie wszyscy wracają po misji.

Misje w dużej mierze przypominają dowolne Musou. Jesteśmy rzucani na różnie rozplanowane mapy, gdzie zalewają nas tysiące jednostrzałowych przeciwników. Wśród każdej grupki cieniasów znajduje się co najmniej jeden silniejszy zawodnik, którego pokonanie podrzuci ciekawy przedmiot, uwolni posterunek lub otworzy drzwi. Każda misja to najczęściej grubo ponad tysiąc zabitych przeciwników, w tym wielu mini bossów i co raz silniejsi bossowie. Warriors wykorzystuje też klasyczną mechanikę, która definiuje serię Fire Emblem, czyli tzw Trójkąt Broni (Weapon Triangle), przy walce turowej jednostki dzierżące miecz łatwo radzą sobie z posiadaczami toporów, topory rozbijają lance i włócznie, a włócznie pokonują miecze. Swoista gra w papier-kamień-nożyce jest obecna także tutaj, co szybko zrozumiemy, gdy wyposażony w miecz Rowan trafi na przeciwnika z włócznią.

W celu zwiększenia szans w walce z nie leżącym nam przeciwnikiem wprowadzono duety. Grając jednym z bohaterów (podczas misji można ich dowolnie zmieniać) wybieramy kogoś o zgoła innych umiejętnościach i  tworzymy parę. Napotykając przeciwnika innej klasy, za pomocą dwóch przycisków zmieniamy się na drugą postać o fundujemy mu oklep. Partnera można w każdej chwili zmienić jeśli nie pasują nam jego zdolności. Duet to też mocniejsze ataki specjalne, pełne spektakularnych animacji, niszczące kilkudziesięciu wrogów za jednym zamachem.

Fire Emblem Warriors to gra dla posiadaczy New Nintendo 3DS lub New Nintendo 2DS XL, gra nie uruchomi się na konsolkach pierwszej generacji, wiec warto mieć to na uwadze. Grafika oczywiście nie ma startu do wersji Nintendo Switch, lokacje są monotonne i mało zróżnicowane, a modele postaci dość ubogie w szczegóły. Niemniej gra działa bardzo płynnie, w ogóle nie chrupie, a wczytywanie trwa kilka sekund. Jak na konsolę o takich podzespołach, trudno się do czegokolwiek przyczepić. Ciekawostka: występujące w grze czcionki zostały żywcem wyjęte z gier Fire Emblem.

Fire Emblem Warriors w wersji 3DS zaskakuje BARDZO pozytywnie. Edycja na starą konsolkę wydawała się zapychaczem, by wypełnić kalendarz premier, a okazuje się, że pod względem rozgrywki niczym nie ustępuje wersji na Switcha. Jasne, ograniczenia graficzne dają się we znaki jeśli mieliśmy kontakt z ładniejszą odsłoną, ale ogólnie rzecz biorąc jest to dokładnie ta sama gra. Niesamowicie wciągająca i zarazem relaksująca, trwająca 20 godzin, siekanka Musou oraz prawdziwy, pełen easter eggów, festiwal nawiązań i rozwiązań z Fire Emblem.

Egzemplarz do recenzji dostarczył dystrybutor, firma Conquest Entertainment