UDOSTĘPNIJ

Zeszłoroczna czwarta seria Raya Donovana lekko obniżyła loty przez zbyt dużą ilość wątków, w które uwikłany został główny bohater. Bywało chaotycznie, ale mimo tego serię oglądało się z wielkim zaangażowaniem, a na kolejne odcinki czekało się z wypiekami na twarzy. Piąty sezon postanowił zrobić gigantyczny krok do przodu i wywrócić wszystko do góry nogami!

Serial zaczyna się od bliżej nieokreślonego przeskoku w czasie. Terry przeszedł operację i nie ma problemów z Parkinsonem i w dalszym ciągu prowadzi swojego boksera oraz bierze ślub, Bunchy próbuje swoich sił w meksykańskim wrestlingu, Daryll pracuje dla Raya, Mick jest Mickiem, a Ray rozwiązuje kolejne problemy swoich wpływowych klientów oraz bierze udział w przymusowych sesjach terapeutycznych po pobiciu ojca i braci(?!). A Abby? No właśnie. Abby nie żyje! Nie wiemy dlaczego, nie wiemy kiedy i nie wiemy ile czasu minęło od jej śmierci. Oto nowy, zupełnie inny, wątek główny!

RAY DONOVAN Sezon 4 – Recenzja

Szczegóły śmierci Abby poznajemy za pomocą krótszych i dłuższych retrospekcji pojawiających się na przestrzeni wszystkich dwunastu odcinków. Większość decyzji Raya jest wypadkową zagubienia, frustracji i bezsilności człowieka, który przecież radził sobie ze wszystkim. Wspomnienia żony oraz stopniowe odkrywanie wydarzeń jakie doprowadziły do jej śmierci zajmują bardzo dużą część tego sezonu i nie jest to najlepsze rozwiązanie. Większość tych scen to nostalgiczne wspominki, które po prostu nudzą i nie bardzo zgrywają się mocno wycofanym bohaterem. Jasne, jest szalenie emocjonalnie, a odcinek poświęcony kulminacji tego wątku to cholerny wyciskacz łez i naprawdę dołujące doznanie. Problem w tym, że retrospekcje burzą dynamikę serialu, do jakiej przywykliśmy i jaką pokochaliśmy. Do mnie nie do końca to przemawia.

Na szczęście twórcy nie zapomnieli o reszcie Donovanów, którzy jak zwykle wpadają w gigantyczne tarapaty i ciągle mieszają plany zaradnemu Rayowi. Bunchy swoją kasę z wywalczonego odszkodowania, grubo ponad milion dolarów, postanowił zainwestować w apartamenty. Niestety, nonszalancko jeżdżąc z wypchaną pieniędzmi torbą po mieście, pada ofiarą przypadkowego rabunku. Zdesperowany postanawia odnaleźć złodziei i przy okazji podpaść organom ścigania. Daryll chcąc się wykazać nie informuje Raya o wielkiej wpadce jednego z klientów i razem z Mickiem próbują pomóc mu rozwiązać jego problem. Mick próbuje szantażu filmowej gwiazdy, a przy okazji wpada w niezdrowe konszachty z Frankiem Barnesem, szefem FBI w Los Angeles. Dzieje się naprawdę dużo, a bohaterowie wpadają w co raz większe szambo, z którego, zdaje się, nie ma już wyjścia. Chyba jeszcze nigdy Donovanowie nie mieli takich problemów.

Szkoda, że niektóre z tych wątków rozwiązują się szybko i po najmniejszej linii oporu. Świetnie zaczynająca się historia Bunchy’ego napisana jest bardzo pobieżnie i obfituje w zbyt wiele zbiegów okoliczności, by móc się zaangażować. To samo tyczy się Bridget, której motywacji nie znamy przez większość sezonu i naprawdę trudno jej jakkolwiek kibicować. Mick i Daryll dźwigają wszystko na swoich barkach i są źródłem najważniejszych wydarzeń i najzabawniejszych sytuacji (sytuacja z mistrzem sztuk walki oraz nocna impreza rozbrajają). Co ciekawe jeden z wątków dotyczy seksualnego wykorzystywania aktorów w Hollywood, z czym twórcy idealnie trafili w aktualne wydarzenia.

Finał 5. sezonu również jest inny niż wszystkie. Twórcy postawili na spokojne rozwiązanie wszystkich wątków, a kilka z nich może okazać się ostatecznymi dla kilku bohaterów. Zamówiona niedawno 6. seria przenosi akcję do Nowego Jorku, oznacza to, że zapewne nie spotkamy już niektórych osób z mocno dysfunkcyjnej rodzinki. Nie wiem, czy to dobre dla serialu, ale pamiętajmy o Homeland, który miękko zrestartował się w czwartym sezonie po czym zaserwował dwie naprawdę genialne serie. Liczę, że i w tym przypadku będzie podobnie.

Ray Donovan w swoim piątym sezonie nie przypadł mi do gusty tak, jak robiły to serie poprzednie. To, co miało być najmocniejszym punktem sezonu, częściej było nudne niż emocjonalne i emocjonujące. Słabsze przygody Raya nadrabiali Daryll, Banchy i przede wszystkim Mick, ale nie da się ukryć, że scenarzyści trochę się pogubili. Nie jest źle, ale bywało lepiej i dużo lepiej. Za rok przymusowa poprawa.