UDOSTĘPNIJ

Serial Inhumans na długo przed premierą został okrzyknięty największą klapą wśród seriali Marvela. Pierwsze dwa, prezentowane w kinach IMAX, odcinki otrzymały druzgocące recenzje, co przełożyło się na słabą oglądalność, gdy serial zagościł w ramówce telewizyjnej. Nie spodziewając się rychłej polskiej premiery zostałem bardzo miło zaskoczony przez Showmax, który wrzucał najnowsze odcinki wraz z ich amerykańską premierą. Czy serial jest aż tak zły?

Akcja przenosi nas do Attilanu, miasta ukrytego w tzw. Błękitnej Strefie Księżyca. Metropolia za sprawą zaawansowanej technologii ukryta jest przed sondami i ziemskimi technologiami, a przede wszystkim stanowi azyl dla Nieludzi. Inhumans żyli na Ziemi od dawna, ale reperkusje ze strony społeczeństwa i ciągły strach przed ich umiejętnościami zmusiły do szukania nowego domu. Nieludzie w ostatnim czasie dużo częściej odwiedzają Ziemię ze względu na globalną terrigenezę, jaka miała miejsce jakiś czas temu (opowiadał o tym trzeci sezon Agents of S.H.I.E.L.D.).

W wyniku terrigenezy ludzie, noszący w sobie geny Nieludzi, przechodzą przemianę i nabywają wyjątkowych i oryginalnych zdolności. Może to być częściowa bądź całkowita zmiana wyglądu, zmiana cech fizycznych lub psychicznych (vide Daisy/Sky i Lincoln). Królem Attilanu jest Black Bolt, Nieczłowiek obdarzony głosem mogącym burzyć całe miasta. Z racji, że dar Black Bolta jest jego przekleństwem, król nie może wypowiedzieć słowa, a nawet wydać jakiegokolwiek dźwięku. Jego tłumaczem jest żona, królowa Meduza, której włosy wiją się i działają niczym macki mitycznej meduzy. Siostra Meduzy, Crystal posiada władzę nad żywiołami, a jej towarzyszem jest gigantyczny, potrafiący teleportować się, pies Lockjaw. Najbardziej zaufanymi nieludźmi króla są jego kuzyni – wszystko przewidujący i obliczający Karnak oraz obdarzony wielką siłą fizyczną i… kopytami Gorgon. Rodzinę królewską uzupełnia Maximus, brat króla, który podczas terrigenezy nie otrzymał żadnych mocy i pozostał zwykłym człowiekiem.

To Maximus właśnie staje się przyczyną całego zamieszania. Wraz z oddanymi sobie oraz zmanipulowanymi mieszkańcami Attilanu wciela w życie plan przejęcia władzy i wprowadzenia nowych praw. Planu, który pod płaszczykiem „wszystkiego dla ludu” ma na celu zaspokojenie jego własnych rządzy. Coś idzie nie tak i w wyniku porachunków cała rodzina królewska trafia na Ziemię, każdy w innym zakątku Hawajów. Nieludzie muszą odnaleźć się na, zdziczałej ich zdaniem, Ziemi, znaleźć ziomków i wrócić do domu, by odzyskać królestwo.

Zaraz po zapowiedzi serialu narzekałem, że rezygnacja z wysokobudżetowej produkcji na rzecz telewizyjnego tasiemca jest bardzo złą decyzją. Inhumans są zbyt potężni i budżety telewizyjne nigdy nie pozwolą oddać skali ich mocy. Moc Black Bolta widzimy raptem z sześć razy, z czego cztery to retrospekcje… A jeśli już korzysta ze swojego daru to budżet pozwala na bardzo marnej jakości CGI, które bardziej kłuje w oczy niż zadziwia. Meduza swoje włosy traci na początku, a Karnak po uderzeniu w głowę nie kontroluje swojej genialnej percepcji. I tak dalej.

Rozrzuceni po Hawajach bohaterowie, pozbawieni swoich umiejętności mieli sprawić, że przestaną się czuć potężni i niezwyciężeni, ale nie wynika z tego wiele więcej. Mamy mnóstwo niepotrzebnych wątków zapychających co najmniej połowę każdego z ośmiu odcinków. Romantyczna przygoda Karnaka wśród upraw marihuany, czy bliższe poznanie człowieka przez Crystal nie wnoszą zupełnie nic do fabuły oprócz tego, że dumnie mieszkańcy Attilanu zdali sobie sprawę, że „ludzie wcale nie są tacy źli”. Można z tego było wyciągnąć o wiele więcej.

Brakuje też powiązania z Kinowym Uniwersum Marvela. Seriale Netflixa niechętnie wspominają o Avengersach, ale raz na jakiś czas wspominają o jakimś wydarzeniu, a poza tym bardzo dobrze łączą się ze sobą. Z kolei Agents of S.H.I.E.L.D. mocno związany jest z filmami nawet jeśli nie odwołuje się do nich tak często jak na początku. Inhumans nie robi zupełnie nic, byśmy mogli zrozumieć kiedy rozgrywa się akcja. Jedynie napomknięcie o terrigenezie na całej Ziemii sugeruje, że jesteśmy gdzieś w trakcie trzeciej serii Agents of S.H.I.E.L.D. Bardzo szkoda, że nikt nie postarał się na mocniejsze więzy.

Po pierwszym znośnym odcinku, pojawia się bardzo słaby drugi. Potem jest troszkę lepiej (co nie znaczy, że dobrze), a im bliżej finału, tym poziom znów wyraźnie się obniża. Sam odcinek kończący sezon i prawdopodobnie cały serial (nie zamówiono drugiej serii) rozczarowuje niemiłosiernie. Brak akcji, brak zwrotów akcji i kompletny brak pomysłów na wykorzystanie umiejętności bohaterów. Nie dzieje się zupełnie nic, co sprawiłoby, że moglibyśmy się zaangażować w wydarzania i ani przez moment nie czujemy zagrożenia, którym tak stresują się bohaterowie. Jedno wielkie wzruszenie ramion.

Inhumans to wielki niewypał. Serial stworzony na kolanie, którego jedynym celem było zmieszczenie się w niskim budżecie. Ładne widoczki, w tym śliczna Crystal (Isabelle Cornish) nijak nie są w stanie wynagrodzić miałkiej fabuły, karykaturalnych bohaterów i drewnianego (Gorgon) lub przekombinowanego (miny niemego Black Bolta) aktorstwa. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ta porażka przekreśla szanse na film z prawdziwego zdarzenia. Trója!