Ósmy sezon The Walking Dead rozpoczął się od bardzo słabego odcinka, a przecież premiery i finały to z reguły najlepsze momenty w każdej serii. Tym razem postanowiłem odpuścić recenzje kolejnych odcinków, a w zamian ocenić pierwszą cześć sezonu, która dobiegła końca w poniedziałek. Nie ma spoilerów.

Po wydarzeniach z finału siódmej serii Alexandria, Wzgórze i Królestwo wstają z kolan i postanawiają rozprawić się ze Zbawcami. Nie do końca przemyślane działania Ricka prowadzą jednak do tego, że wojna rozciąga się na całym terenie, a Zbawcy tak łatwo się nie poddają. Okazuje się, że cała pierwsza część sezonu rozgrywa się na przestrzeni 3-4 dni i dotyczy jednej wielkiej konfrontacji.

Niestety pomysł na wielką konfrontację na kilku frontach zupełnie się nie udał. Sezon obfituje w dziesiątki debilnych dialogów, dziesiątki kretyńskich i idiotycznych decyzji bohaterów oraz brak prawdziwych emocji. W trakcie tych 8 odcinków tylko raz, jeden jedyny raz, poczułem jakiekolwiek emocje. Coś zadziałało jak powinno w scenie, która nie ma żadnego wpływu na scenariusz, a w której pojawiła się znajoma twarz z pierwszego sezonu. Poza tym momentem nie uświadczycie tutaj żadnych emocji, nie zainteresujecie się losem bohaterów i ani razu nie powiecie „wow”. No chyba, że jesteście youtuberami, którzy próbują być fajni drąc się w niebogłosy po każdym tekście Negana…

Rozczarowują wątki poszczególnych postaci. Rick i Daryl najpierw wspólnie, potem oddzielnie próbują wcielić w życie swój plan zneutralizowania Zbawców. Obaj wpadają na kretyńskie pomysły i obaj podejmują jeszcze głupsze decyzje podczas ich realizacji. Debilnie rozegrana scena z premiery sezonu okazuje się tylko jedną z wielu głupot, jakie zaserwowali nam scenarzyści. Czemu nie zdjąć Negana trzymając go na muszce? Po co iść do Śmieciarzy, jeśli bez nich radzimy sobie świetnie? Czemu zabijać gości, którzy się poddają, a darować życie Zbawcom próbującym tylko wyrwać komuś broń i wykosić jak największą liczbę mieszkańców? Takich momentów jest tutaj bardzo dużo. O wiele za dużo.

Z resztą obsady również nie jest najlepiej. Carol łazi za Ezekielem wygłaszającym swoje królewskie farmazony, Rosita siedzi z nieustępującym fochem, a Michone i Carl przez siedem z ośmiu odcinków pojawiają się na jakieś 30 minut. Łącznie. Czas zapychany jest rozterkami Aarona, pacyfistycznymi bzdurami Jezusa i pomniejszymi problemami Tary i innych mniej znanych postaci. Nawet Negan nie ma zbyt dużo do roboty, a jego pogadanki nie bawią już jak dawniej. Szkoda.

Arc – historia w komiksach, mandze , czy serialach rozciągnięta na kilka rozdziałów, tomów, odcinków, albumów.

Światełkiem w tunelu jest finał jesieni. Odcinek mocno tasujący układ, mocno odbijający się na bohaterach i szkicujący ciekawą przyszłość. Finał jesieni tradycyjnie dostarcza emocji związanych ze śmiercią postaci. Bardzo ważnej postaci. Nie jest to shocker podobny do premiery siódmej serii, ale i tak śmierć będzie miała niebywały wpływ na przyszłość serialu. Mnie rozwiązanie nie rajcuje w ogóle, ponieważ czekałem na pewien komiksowy arc, który będzie musiał być mocno zmodyfikowany.

Ósmy sezon The Walking Dead zapowiadany był jako telewizyjna wersja komiksowego arcu pt. All Out War. I tak w rzeczywistości się stało. Niestety pomysł nie wypalił przez miałki scenariusz i masę odcinków o „niczym”, które miały sprawiać wrażenie dramatycznych losów wielkiej wojny. Nie domagają wątki głównych bohaterów, nie domagają wątki postaci drugoplanowych. Na domiar złego żenująco słabo wygląda sama walka. Ekipa stojąca za TWD opanowała do perfekcji masakrowanie zombie, ale kompletnie nie radzi sobie z wiarygodnym przedstawieniem strzelanin i walki wręcz. Wymiany ognia to poziom seriali lat 80. Wygląda to bardzo, ale to bardzo źle.

Czy będzie lepiej? Trudno powiedzieć. Spadająca oglądalność – wśród konkurencji bardzo wysoka, ale bardzo niska jak na standardy serialu – powinna dać do myślenia producentom. Serial został wyprany z emocji i walorów czysto rozrywkowych. Od początku powtarzam, że TWD nie potrafi być serialem opartym na bohaterach, ich przemianach itp. Zawsze, gdy twórcy chcą zrobić coś inteligentnego, wychodzi zgoła inaczej. Zobaczymy co wydarzy się za trzy miesiące, ale na ten moment trudno oczekiwać znacznej poprawy. Niestety.