UDOSTĘPNIJ

Dark – serial, który zignorowałem przeglądając grudniowe zapowiedzi Netflixa. Bo przecież niemiecka produkcja na zapowiedziach wyglądająca jak tańsza kopia Stranger Things nie może być czymś, dla czego zarwę trzy nocki pod rząd, nie? W jakim byłem błędzie! I już tłumaczę dlaczego.

W małym niemieckim miasteczku Winden zaginął nastolatek. Chłopak nie pozostawił po sobie żadnego śladu, a rodzice innych wariują nie wiedząc jak zapewnić bezpieczeństwo swoim dzieciom. Wkrótce dochodzi do kolejnych zaginięć, a w sprawy wydają się zamieszane osoby, które na logikę nie powinny mieć z tym nic wspólnego. Niewystarczająco enigmatycznie? To co powiedzie, na Michaela, ojca głównego bohatera Jonasa, który wiesza się w pierwszych scenach serialu pozostawiając list z dopiskiem „nie otwierać przed 4 listopada godzina 22:13”, za pięć miesięcy od samobójstwa…

Napisanie bezspoilerowej recenzji tego serialu wydaje się zadaniem niemalże niemożliwym. Każde najmniejsze wydarzenie ma tutaj znacznie, które wpływa na postrzeganie całości. Skupmy się, więc na ogólnikach. Dark opowiada o podróżach w czasie, ich następstwach i zadaje pytania analogiczne do ponadczasowego „co było pierwsze: jajko czy kura?”. Trzeba bowiem wiedzieć, że twórcy zrezygnowali z ogranego motywu przeniesienia się w czasie, aby coś zmienić oraz bardzo popularnego efektu motyla. Tutaj jest to o wiele bardziej skomplikowane, a przez to niesamowicie wciągające. Jeśli ktoś przeniósł się w czasie, czy oznacza to że zaburzył linię czasową, czy po prostu odtwarza wydarzenia, które już miały miejsce w poprzedniej linii czasowej? Pytań, prowokujących do rozmów ze znajomymi, jest tutaj co niemiara, a konstrukcja scenariusza co i rusz zaskakuje jakimś genialnym powiązaniem.

Serial rozgrywa się w trzech liniach czasowych, które są ze sobą nierozerwalnie powiązane. Główna oś fabularna osadzona jest 2019 roku, ale nie mogłaby istnieć, gdyby nie ciąg wydarzeń w 1986, a ten z kolei związany jest mocno z rokiem 1953. Takie rozrzucenie wprowadza bardzo dużo postaci, ponieważ niektórzy występują tutaj w dwóch, a nawet trzech wersjach (jako staruszek, dorosły i dzieciak), pojawiają się rodzice, dziadkowie i cała masa ważnych dla fabuły twarzy. Mimo to, twórcom udało się zwiększać ilość bohaterów bezboleśnie dla widza. Połapanie się wśród poszczególnych postaci nie stanowi dużego problemu i ich imiona przyswajane są dość naturalnie. Aż dziw bierze, że to naprawdę się udało.

Nie znam się na niemieckich aktorach, ale muszę przyznać, że obada Dark robi bardzo dobrą robotę. Młodzi, jak z resztą wszędzie, wypadają różnie, ale dojrzali wypadają nad wyraz dobrze. Są naturalni, pełni emocji i nigdy nie rażą sztucznością. Wydaje mi się, że duża w tym zasługa akcji osadzonej w małym niemieckim miasteczku. Wszyscy się znają, więc rozmowy i konflikty nabierają bardzo osobistego charakteru.

Wszystkie elementy Dark składają się na serial niemal doskonały. Niemal. Bardzo słabo wypada finał. Jasne, zaskakuje, rzuca kilak niespodzianek i momentów „wow”, ale ma jeden duży problem. Nic nie wyjaśnia. Mało tego, dorzuca jeszcze więcej pytań, a nie odpowiada na najważniejsze, których podczas dziesięciu odcinków nazbierało się mnóstwo. Serial został zaplanowany na więcej serii, ale przy takim stylu narracji to duży problem. Trudno mi sobie wyobrazić, jak połapię się we wszystkim za rok, gdy zadebiutuje drugi sezon (jeszcze niepotwierdzony). Dzisiejsze seriale kończą główne wątki wraz z końcem serii i ewentualnie nakreślają nowe. Tutaj po prostu wszystko się urywa.

Ponarzekałem w ostatnim akapicie, ale gorąco zachęcam do obejrzenia Dark. Netflix dostarczył fantastyczną produkcję niesłusznie nazywaną niemieckim Stranger Things. Jest to serial dojrzały, nie traktujący widza jak idiotę i dostarczający bardzo ciekawych pytań mimo, że nie bawi się w naukowe ich wyjaśnianie.