UDOSTĘPNIJ

Belfer to bardzo miła niespodzianka, jaką stacja Canal + sprawiła nam w zeszłym roku. Serial, który dotrzymywał kroku nowoczesnym telewizyjnym produkcjom, a za sprawą akcji umiejscowionej w Polsce i tej trudnej do zdefiniowania „polskości” oglądało się nad wyraz przyjemnie. Drugi sezon miał wskoczyć na kolejny poziom, pora więc sprawdzić czy się udało.

Akcja z malutkich Dobrowic przenosi się do Wrocławia, do wielkiego, prywatnego liceum. Kilkoro nastolatków zniknęło bez jakiegokolwiek śladu na trzy tygodnie, a teraz jakby nigdy nic pokazują się w szkole i opowiadają o wizycie w Paryżu. CBŚ ma powody podejrzewać, że kryje się za tym coś więcej i postanawia wykorzystać Zawadzkiego, który rozwiązał sprawę morderstwa w Dobrowicach. Belfer otrzymuje znakomite referencje i dostaję pracę w szkole dla wyższych sfer.

Twórcom udało się napisać historię zupełnie inną niż poprzednio. Dużo bardziej naciąganą, mało wiarygodną, ale też zaskakującą i angażującą. Intryga zatacza dużo większe kręgi, trup ściele się gęsto, a ostatnie wyjaśnienia fajnie zbierają wszystko do kupy. Jest słabiej, jednak nie na tyle słabo, by nie czuć się zaintrygowanym niektórymi rewelacjami.

Dużym problemem drugiej serii jest nowe miejsce akcji i co za tym idzie społeczności. Swojski klimat i bardzo naturalni bohaterowie zostali zastąpieni dzieciakami rodzin z wyższych sfer. Nastolatki w większości przypadków wypadają bardzo sztucznie, a przesadna dbałość o detale „stylówki” każdego z nich niepotrzebnie przywodzi na myśl filmowych uczniów amerykańskiego High School. Nie lepiej wypadają ich rodzice oraz pracujący w szkole nauczyciele, ale w ich przypadku winę ponoszą słabo napisane dialogi. Fantastyczne, mocne i bardzo naturalne teksty z pierwszej serii zostały mocno złagodzone, a do tego brzmią po prostu sztucznie. Wiem skąd porównania do telewizyjnych paradokumentów…

Przez cały sezon miałem przeczucie, że oryginalny scenariusz był zbyt ambitny, jak na budżet jakim dysponowali twórcy i musiało dojść do kompromisów. Strzelaniny, wiele różnych miejsc akcji i ogólnie większa skala wydarzeń generuje koszty znacznie przewyższające sezon pierwszy. Wynikiem takiej sytuacji jest bardzo dużo skrótów myślowych i dużej, zbyt dużej dozy naiwności. Zawadzki coś tam odkrył, czegoś się domyślił i zamiast powiedzieć policjantom, z którymi jest w pokoju, jedzie sam prosto w przysłowiową paszczę lwa. Albo policja, która podczas strzelaniny w szkole robi wszystko, tylko nie zajmuje się napastnikiem… Do tego klasyczne nieporozumienia rodem z amerykańskich komedii romantycznych – ktoś zobaczył kogoś z kimś w dwuznacznej sytuacji i oczywiście nie czeka na wyjaśnienia, tylko trzaska drzwiami, co prowadzi do fali nieporozumień. Żenująco słabe momenty.

Drugi Belfer jest zdecydowanie słabszy od serii pierwszej. Całkiem ciekawie utkana intryga przykryta jest scenariuszowymi dziurami, bzdurnymi sytuacjami i przekoloryzowanymi młodymi bohaterami. Nie licząc Watahy na polskim poletku próżno szukać czegoś lepszego, ale to nie znaczy, że nie możemy oczekiwać o wiele więcej.