Czas na wielki finał Anihilacji. Seria, której dwa pierwsze tomy przyszło mi recenzować doczekała się wyczekiwanej konkluzji. Czy armie Galaktyk przeciwstawią się wyniszczającej Fali Anihilacji, czy bohaterowie spełnią pokładane w nich nadzieje i po której stronie staną dotychczasowi antagoniści uniwersum? Sprawdźmy.


1. ANIHILACJA TOM 1 – Recenzja
2. ANIHILACJA TOM 2 – Recenzja
3. ANIHILACJA TOM 3 – Recenzja
4. ANIHILACJA: PODBÓJ TOM 1 – Recenzja
5. ANIHILACJA: PODBÓJ TOM 2 – sierpień 2018


Pierwsza część składa się z sześciu zeszytów Annihilation #1-6. Dwa poprzednie tomy złożony z prologu i tie-innów prowadziły do tego właśnie wydarzenia. Akcja rozpoczyna się na planecie Daedalus 5, na obrzeżach Układu Kree. Richard Rider, Nova, dowodzi wojskami Zjednoczonego Frontu. Jego zaufanym doradcą jest Peter Quill, w przeszłości znany jako Star Lord. Na miejscu zameldowały się oddziały różnych kosmicznych ras, a pomóc postanowili również mocno niezależna Gamora, pałający rządzą zemsty na Thanosie Drax Niszczyciel, wygnany przez Kree Ronan Oskarżyciel, a nawet byli Heroldowie Galactusa. Rozpoczęło się odliczanie do wielkiej wojny.

Sześć zeszytów Anihilacji to niesamowicie widowiskowa opowieść o odwadze i poświęceniu. Gdy wojna rozpętuje się na całego, nie ma tutaj niezniszczalnych wojowników. Moc wroga jest przeogromna, więc zginąć może każdy i tak też się dzieje. Trup ściele się naprawdę gęsto, a oprócz przypadkowych żołnierzy mamy sporo ofiar wśród znanych już postaci. Niektórzy poświęcają się dla dobra wszystkich, inni oddają życie chroniąc bliskich, a jeszcze inni popełniają głupie błędy i giną zupełnie niepotrzebnie. Odpowiadający za scenariusz Keith Giffen bardzo dobrze oddał realia wojny. Walka z Falą Anihilacji nie przypomina komiksu superbohaterskiego, a raczej rozpaczliwą obronę przed nieuniknioną katastrofą.

Bardzo pozytywnie zaskakują bohaterowie. Zarówno Nova, jak i Quill wiedzą, że nie pomogą każdemu, wiedzą, że ktoś musi zginąć żeby inni mogli przeżyć i nie rzucają górnolotnych frazesów. Sami są gotowi na poświęcenie i nie zatrzymują tych, którzy zgłaszają się na ochotnika. Z przyzwoitością i moralnością wygrywa zimna kalkulacja i dzięki temu czyta się to tak dobrze. Oczywiście powraca wątek współpracującego z Annhilusem Thanosa. Wątek pełen ciekawych dialogów i mocnych zwrotów akcji, tym bardziej, że na życie tyrana czyha nakręcony Drax Niszczyciel. Oprócz nich nie zapomniano o niesłusznie skazanym Ronanie Oskarżycielu, który nawet w obliczu zagłady Wszechświata nie cofnie się przed zemstą nad najbardziej wpływowym rodem Kree.

Oprócz świetnego finału Anihilacji album zawiera trzy inne zeszyty. Dwa z nich do Anihilacja: Heroldowe Galactusa. Opowiadają o losach czterech Heroldów Pożeracza Światów po wielkiej wojnie. Krótkie historie poszczególnych Heroldów są bardzo zróżnicowane  i zaskakująco fajne, nawet jeśli postaci, choć potężne, nie są pierwszoplanowymi bohaterami Marvela. Ostatni zeszyt zatytułowano Anihilacja: Akta Korpusu Nova. Zeszyt składa się z metryczek dotyczących ważniejszych postaci, jakie przewinęły się przez trzy tomy Anihilacji. W poprzednich albumach, tego typu wstawki mieliśmy na końcu każdego z zeszytów, ale rozwiązanie z ostatniego jest dużo lepsze. Pełni to rolę małej encyklopedii kosmicznych bohaterów, antagonistów oraz sytuacji politycznej pomiędzy poszczególnymi rasami. Bardzo przydatna skarbnica wiedzy!

Finał Anihilacji spełnia oczekiwania. Mocna o wielkiej wojnie, o prawdziwej odwadze i wielkich poświęceniach. Trudno się oderwać i naprawdę szkoda, że kończy się tak szybko. Na szczęście niedługo pojawi się kontynuacja w cyklu Anihilacja: Podbój, na który czekam z wypiekami na twarzy.

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont