W zalewie komiksowych nowości mam mniej czasu na książki, ale postanowiłem wrócić do odkrytej w zeszłym roku serii Sigma Force. Podejście na świeżo powinno pomóc w bardziej obiektywnej ocenie materiału, który zapowiada się niezwykle interesująco. Nie przedłużając zapraszam do zapoznania się z moją recenzją Sigma Force 09: Oko Boga.


Seria SIGMA Force składa się z:

  1. Burza Piaskowa – Recenzja
  2. Mapa Trzech Mędrców – Recenzja
  3. Czarny Zakon – Recenzja
  4. Wirus Judasza – Recenzja
  5. Ostatnia Wyrocznia – Recenzja
  6. Klucz Zagłady – Recenzja
  7. Kolonia Diabła – Recenzja
  8. Linia Krwi – Recenzja
  9. Oko Boga – Recenzja
  10. Szósta Apokalipsa 
  11. Labirynt Kości 
  12. Siódma Plaga 

Satelita Oko Boga, obserwujący nową kometę przesyła na Ziemię niesamowity obraz. Zdjęcia przedstawiają kompletnie zniszczone Wschodnie Wybrzeże USA, a położenie Słońca wskazuje, że zdjęcia pochodzą z bardzo niedalekiej przyszłości. W tym samym czasie Monsignore Vigor Verona otrzymuje czaszkę oraz księgę oprawioną w ludzką skórę, których inskrypcje wskazują tę samą datę. Czy biblijny koniec świata ma stać się faktem?

Poprzednie dwie książki, nawet jeśli przedstawiały odrębne historie, były ze sobą powiązane za sprawą Gildii – tajemniczego wroga Sigmy. Oko Boga przedstawia odrębną historię i z poprzednich książek wynosi jedynie bohaterów i zależności, jakie pomiędzy nimi zachodzą. Można czytać bez znajomości poprzedników, ale jak zwykle, zachęcam do poznania całej serii, bo po prostu warto.

Akcja toczy się w kilku miejscach jednocześnie. Dyrektor Sigmy Painter Crowe i druga w łańcuchu dowodzenia, Kat Bryant zajmują się wszystkim w Waszyngtonie i w tej historii odgrywają bardzo skromną rolę. Painter zbiera raporty i rozsyła ludzi, a Kat zajmuje się logistyką. Tym razem nie odgrywają ważnej roli, a Lisa, dziewczyna dyrektora, pojawia się jedynie we wspominkach.

Główne role odgrywają dwa zespoły, które oczywiście prędzej czy później łączą się ze sobą. Grey, Kowalski i Seichan odwiedzają Makau w poszukiwaniu matki Seichan. Wydarzenia prowadzą ich aż do Korei Północnej, gdzie zmierzą się z generałami reżimu. Tymczasem Monk, Vigor i Rachele w towarzystwie nowego agenta Sigmy – Duncana i dr Jady Shaw idą tropem Czyngis-Chana, ponieważ historia wielkiego zdobywcy idealnie pokrywa się z przepowiednią końca świata.

Historia Czyngis-Chana, świętego Tomasza (Niewiernego Tomasza), biblijny koniec świata i naukowa groźba gigantycznej katastrofy jak zwykle zostały podane niesamowicie wiarygodnie. Rozwiązywanie kolejnych historycznych zagadek, następnie próba ich logicznego, naukowego wytłumaczenia zgrywają się bardzo dobrze i, znów to powtórzę, wiarygodnie. Oczywiście znalazło się miejsce na dozę fantazji autora, ale przecież taka rola książki sensacyjnej. Niemniej naprawdę trudno odróżnić prawdę od fikcji wykreowanej przez Rollinsa, dlatego czytając tradycyjny dodatek Prawda czy fikcja na końcu książki, czułem się sprowokowany do zgłębienia wiedzy na temat kolejnych ciekawostek.

Tym razem przeszkadzała mi nadmierna ilość akcji. Jeśli w poprzednich książkach walczące ze sobą frakcje były czymś naturalnym, tak tutaj mamy spore przegięcie. Są walczące o wpływy triady, są Koreańczycy z Północy, jest jeszcze frakcja związana z historią Czyngis-Chana. W obliczu zagrożenia dla całej planety i ciągle tykającego zegara, nieustające strzelaniny i pościgi mogłyby odejść na dalszy plan. Samo skupienie się na zagadkach zrobiłoby dużo lepszą robotę.

James Rollins z książki na książkę podkręca dramatyzm i zwiększa stawkę. W Oku Boga nikt, dosłownie nikt nie może czuć się bezpieczny, a cierpią nawet główni bohaterowie. Świetny jest wątek Seichan, jeszcze lepiej wypadają monsignore Vigor Verona i jego siostrzenica Rachele, dla których to najbardziej osobista i emocjonalna przygoda w serii. Nieźle wypadają też nowe postaci. Niedopuszczające do siebie żadnych nienaukowych wyjaśnień dr Jada Shaw jest świetnym kontrastem dla ludzi, którzy widzieli już bardzo wiele. Z tego też powodu mam nadzieję, że zagości w serii na dłużej. Duncan, nowy nabytek Paintera trochę przypomina Greya, ale specjalizując się w innej dziedzinie zajmuje się nieco innymi sprawami, a za sprawą wczepionych w palce magnesów dochodzi do bardzo ciekawych wniosków związanych z magnetyzmem i emisja energii. Gość również na plus.

Oko Boga nie jest tak dobre jak poprzednia odsłona. Zbyt duża ilość akcji skutecznie utrudniała wczuwkę w bardzo fajnie przemyślaną i sprytnie złożoną zagadkę. Byłoby niesamowicie, jest „tylko” dobrze.