Pierwszy tom Batmana z serii Odrodzenie DC rozczarował. Pod całkiem interesującym pomysłem znalazło się kilka mocnych głupotek, które skutecznie psuły wczuwkę i nijak nie pozwalały poczuć klimatu, tak charakterystycznego dla Mrocznego Rycerza. Czy tom 2 zatytułowany Jestem Samobójcą jest w stanie to zmienić? Przedpremierowa recenzja.


Seria Batman z Odrodzenie DC:
1. Batman Tom 1: Jestem Gotham
2. Batman Tom 2: Jestem Samobójcą
3. Batman Tom 3: Jestem Bane
4. Batman Tom 4: War of Jokes and Riddles
5. Batman Tom 5: Rules of Engagement


Amanda Waller proponuje Batmanowi układ, który w ogólnym rozrachunku może pomóc Gotham Girl mocno cierpiącej po wydarzeniach z tomu pierwszego Jestem Gotham. Batman ma udać się na wyspę Santa Prisca, gdzie panem i władcą jest mocno pokręcony Bane i uwolnić więzionego tam Psycho Pirate. Batman wie, że nie da rady wykonać misji w pojedynkę, więc kompletuje swoisty Suicide Squad z rezydentów Azylu Arkham.

W opowieści widać pewien progres. King rozwinął się znacznie od czasu pierwszego tomu i chyba znalazł pomysł na to, w jakim kierunku chce rozwijać postać Batmana. Sam pomysł na stworzenie własnej wersji Oddziału Samobójców z mniej znanych przestępców okazuje się strzałem w dziesiątkę. Bronze Tiger, Jewelee i Punch to cudaki, które pojawiają się co jakiś czas w różnych seriach, byli też członkami Suicide Squad, ale już Brzuchomówcę (Ventriloquist) znam doskonale z kultowej animacji z lat 90. Starszy, nieco otyły gość, który cierpi na pewien rodzaj rozdwojenia jaźni i wydaje mu się, że jest niewolnikiem swojej kukiełki. Drużynę uzupełnia Selina Kyle, czyli osławiona Catwoman. Selina odsiaduje w Arkham wyrok za zamordowanie 237 osób, do czego chętnie się przyznaje. Tak skompletowany skład robi całkiem fajną robotę na Santa Prisca. Plan scenarzysty jest dość prosty, a zaproponowane zwroty akcji są co najmniej spodziewane. Nie ulega jednak wątpliwości, że udało się uniknąć nijakości i miałkości pierwszego tomu.

Album składa się z dwóch historii. 5 zeszytów to tytułowa opowieść Jestem Samobójcą, a pozostałe dwa noszą Dachy (Rooftops). Po akcji na Santa Prisca, Batman ma kilka godzin na dostarczenie Seliny do Arkham. Dwójka postanawia wykorzystać ten czas dla siebie. Jestem zaskoczony, by King napisał bardzo fajną historię miłosną. On – obrońca Gotham i ona – masowa morderczyni to dość niestandardowa para. Jest tutaj dużo niedopowiedzeń, dużo wodzenia za nos i udanego słownego humoru. Naprawdę czuć chemię pomiędzy Brucem i Seliną. Ta krótka historia to najlepsze, co do tej pory dała nam nowa seria Batmana.

Tom 2 oferuje też kapitalną kreskę. Rysownicy wykonali kawał fantastycznej roboty na wielu płaszczyznach. Jestem Samobójcą oferuje sporo dwustronicowych kadrów, które nie wydaję się zapychaczem, a bardzo dobrze obrazują wydarzenia. Batman walczący z zastępami żołnierzy Bane’a z perspektywy lotu ptaka to majstersztyk, podobnie scena, w której poobijany Mroczny Rycerz naprawdę wkurzony powstaje z kolan. Kadry są po prostu fenomenalne.

Progres, tak po krótce można opisać Batman Tom 2: Jestem Samobójcą. King wpadł na nowy, ciekawy pomysł i nawet jeśli fabuła nie zachwyca to jednak bliżej jej do Mrocznego Rycerza, jakiego znam i cenię. Druga z opowieści to z kolei bardzo dobra opowieść o trudnych uczuciach, jakie wobec siebie żywią Batman i Catwoman. Tym razem ze spokojnym sumieniem polecam.