Długo przyszło nam czekać na kolejną pełnoprawną książkę z Myronem Bolitarem. Coben próbował osłodzić ten czas trylogią z bratankiem Myrona – Mickeyem, ale to zdecydowanie nie ten kaliber. No i wreszcie jest. Czy seria się nie zestarzała, czy bohaterowie jeszcze bawią i czy autor potrafi jeszcze stworzyć angażującą intrygę? Recenzja W domu.

Akcja rozgrywa się jakiś czas, po tym, gdy Myron postanowił zakończyć karierę agenta sportowego. Pogodził się z bratankiem, dogadał się z bratem, a każdą wolną chwilę spędza ze swoją ukochaną Teresą. Oczywiście sielanka nie mogła trwać wiecznie i do Myrona dzwoni Win, który zmuszony był zniknąć jakiś czas temu. Najlepszy przyjaciel Bolitara potrzebuje pomocy, ponieważ wpadła na trop, który był martwy od 10 lat.

Poznajcie wszystkie książki z Myronem Bolitarem

Historia W domu dotyczy wydarzeń sprzed dziesięciu laty, gdy Myron i Win zajmowali się sprawą porwania dwóch sześcioletnich chłopców. Patrick Moore oraz Rhys Baldwin zostali uprowadzeni z domu jednego z chłopców, a po pierwszych żądaniach porywaczy ślad po nich zaginął. Nie było żadnego kontaktu, żadnych oczekiwań i wskazówek. Aż do teraz, gdy Win dostał dokładne miejsce przebywania jednego z chłopców. Co działo się Patrickiem przez ostatnie 10 lat, dlaczego nie było żadnego śladu, kto dał na niego namiary i wreszcie, co stało się z Rhysem?

Najmocniejszą stroną książki są bohaterowie. Myron i jego komentarze, świetne riposty i przezabawne podsumowania jest dokładnie taki, jakiego pamiętam. Jasne, jest tutaj pewien schemat powtarzający się we wszystkich książkach z serii, ale to naprawdę fantastyczna postać. Siłą rzeczy pozostali bohaterowie odgrywają mniejsze role, ale i tak bardzo się cieszę, że powraca Win, chociaż jest troszkę rozsądniejszy i w pewnym stopniu… normalniejszy. Świetne epizody zaliczają Esperanza, Duża Cindy i niezastąpiony Zorra. Coben nie zapomniał też o swoim młodszym pokoleniu, więc w historii znalazło się miejsce na Mickeya, Emę i Łyżkę. W żadnym razie nie zostali wrzuceni na siłę i mają swoje pięć minut, które wpływa na śledztwo prowadzone przez Myrona.

A samo śledztwo? Muszę przyznać, że trochę nuży. Przez zdecydowaną większość książki nie dzieje się nic spektakularnego, a Coben nie rzuca charakterystycznych dla siebie zwrotów akcji, które niegdyś atakowały co kilka stron. Tym razem jest dość przeciętnie i mało angażująco. Oczywiście końcówka jak zwykle stoi na wysokim poziomie, ale pamiętajmy, że spektakularne finały były u Cobena wisienką na przepysznym torcie. Brakowało tego czegoś, co trudno zdefiniować, a co nie pozwalało się oderwać od poprzednich książek z serii.

W domu furory nie robi. Dość biedna, jak na standardy serii, intryga nie rzuca czytelnika na kolana. Cieszy natomiast, że Myron Bolitar powraca wraz ze wszystkimi fajnymi postaciami i mam nadzieję, że nie przyjdzie nam czekać kolejne 5 lat na następną książkę. Tylko tyle i aż tyle.