Kredziarz to thriller, który na długo przed zachodnią premierą uzyskał gigantyczny rozgłos. Setki pozytywnych recenzji sprawiły, że literacki debiut C.J. Tudor trafił na listę życzeń wielu polskich czytelników. Los sprawił, że również i ja miałem możliwość zapoznać się z książką zanim ta trafi do księgarni i sprawdzić ile w całym tym entuzjazmie prawdy, a ile sprawnego marketingu.

W małym angielskim miasteczku Anderbury na południu Anglii zwykle nie dzieje się nic ciekawego. Życie płynie sobie spokojnie, mieszkańcy zajmują się swoimi sprawami, a dzieciaki, jak to dzieciaki, szukają co raz to ciekawszych rozrywek. Wszystko zmienia się latem 1986 roku, gdy miasteczkiem wstrząsa seria przerażających wydarzeń, których kulminacją okazuje się znalezienie pozbawionego głowy, rozczłonkowanego ciała młodej dziewczyny. Zuchwały morderca zostawił wskazówki w postaci narysowanych w różnych miejscach kredowych ludzików… Trzydzieści lat później, Eddie, jeden z uczestników tamtych wydarzeń, otrzymuje w liście kredowy rysunek, który nie tylko przywołuje wspomnienia, ale też podważa wszystko, co udało się ustalić śledczym i mediom…

C.J. Tudor dosłownie uwiodła mnie pomysłem na prowadzenie fabuły. Przez całą opowieść (z malutkimi wyjątkami w kulminacyjnym momencie) każde kolejne rozdziały rozgrywają się naprzemiennie w 2016 1986 roku. Raz poznajemy życie 42-letniego Eda, a za moment śledzimy losy roztargnionego 12-letniego Eddie’ego. Od początku z grubsza wiemy, co wydarzyło się w feralnym osiemdziesiątym szóstym, ale każdy powrót do przeszłości dorzuca następną cegiełkę wypełniającą luki w naszej wiedzy, a także rzuca nowe światło na postaci i ich dalsze losy. Teraźniejszość i przeszłość idealnie się uzupełniają i aż dziw bierze, że przy takim podejściu autorce udało się do końca utrzymać tajemnicę i napięcie.

Akcja rozgrywająca się w dwóch stosunkowo bliskich, a tak jednocześnie odległych epokach sprawiła, że Kredziarz ma dwa oblicza. Wydarzenia w 2016 roku przedstawiają aktualny świat i życie dorosłych w małym miasteczku. Przeżycia nastolatków zdefiniowały ich dorosłe życie, a zostało to przedstawione w iście mistrzowskim stylu. Sama narracja w teraźniejszości przypomina najlepsze książki Harlana Cobena (Ed nawet jedną czyta!). Główny bohater, a jednocześnie narrator opowieści, trochę przez przypadek, trochę z ciekawości, a trochę przez poczucie winy odkrywa kolejne tajemnice i krok po kroku dochodzi do prawdy. Mamy tutaj całą masę cliffhangerów kończących rozdziały, a atakujące z bardzo dużą częstotliwością zwroty akcji dosłownie wbijają w fotel. Jest moc!

Część rozgrywająca się w 1986 roku jest zgoła inna. To właśnie w tej epoce dokładnie poznajemy bohaterów. Dwunastoletni Eddie, Gruby Gav, Mickey Metal, Hoppo i Nicky paczka zwykłych dzieciaków. Śmigają wszędzie na BMX-ach, interesują się popkulturą, chodzą do wesołego miasteczka i mają gdzieś to, co robią ich rodzice. We wspomnieniach narratorem również jest Eddie, ale nie ten patrzący na wszystko z dystansu doświadczony czterdziestolatek. Wydarzenia z 1986 referuje nam młody, niezdający sobie sprawy z konsekwencji swojego zachowania, młokos. Rozdziały sprzed trzydziestu lat czarują swoim urokiem i dosłownie nie pozwalają oderwać się od lektury. Skojarzenia ze Stranger Things, To, czy Goonies są jak najbardziej na miejscu mimo, że klimat i tematyka są tutaj nieco inne.  Wspólne zabawy, kłótnie i zachowanie dzieciaków wobec rozgrywających się ludzkich dramatów zostały przedstawione niezwykle wiarygodnie i mimowolnie przywoływały wspomnienia beztroskiego dzieciństwa.

Kredziarz zachwyca pod każdym względem. Przemyślana, pełna zwrotów akcji fabuła okraszona została świetnie napisanymi postaciami i genialnym podziałem czasu akcji. To jedna z tych książek, która nawet w momencie, gdy wydaje się, że wiemy już wszystko potrafi zaserwować twist wywracający fabułę do góry nogami. Warto? Trzeba!!!

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Czarna Owca