Wydarzenie Axis nie porywa, o tym mogliście przeczytać w mojej recenzji na początku tygodnia. Wraz z nim na polskim rynku pojawiły się dwa tie-iny, opowiadające o wydarzeniach mających miejsce podczas Axis. W dzisiejszej recenzji zajmę się pierwszym z nich, czyli Axis. Carnage i Hobgoblin.


Wydarzenie Axis składa się z:

  1. Uncanny Avengers Tom 5: Preludium do Axis
    2. Avengers i X-Men: Axis
    3. Axis. Carnage i Hobgoblin
    4. Deadpool Tom 8: Axis

Album składa się z trzech zeszytów Carnage i trzech zeszytów Hobgoblin. Są to dwie zupełnie autonomiczne opowieści, które łączy jedynie fakt, że antybohaterowie znaleźli się w polu rażenia zaklęcia inwersji w Axis. Carnage i Hobgoblin znalaźli się w grupie, którą zwerbował Mangneto. Potężny Onslaught chciał zniszczyć Ziemię, więc taka perspektywa zmobilizowała przestępców do stanięcia ramię w ramię z Avengers. X-Men i Inhumans. Gdy było już po wszystkich Carnage i Hobgoblin wrócili do swojego pokręconego życia, ale inwersja coś w nich zmieniła…

HOBGOBLIN

Roderick Kingsley jest cenionym projektantem mody. Dzięki swoim okrutnym metodom sprawił, że jego firma stała się światowym potentatem, a on sam za wszelką cenę chciał dbać o swój medialny wizerunek i bez względu na wszystko pozostać na szczycie. By niszczyć swoich rynkowych konkurentów Kingsley zmodyfikował stworzoną przez Normana Osborna formułę Green Goblina. Poprawiony przepis dał mu nadludzkie możliwości, a jednocześnie uchronił przed skutkami ubocznymi, czyli trawiącym umysł szaleństwem. W ten właśnie sposób powstał Hobgoblin, potężny i inteligentny wróg Spider-Mana.

Inwersja z Axis miała na niego nieco inny wpływ niż na Carnage’a. Kingsley zamiast stać się altruistą postanowił podporządkować się swojej chciwości i z marki Hobgoblina stworzyć kurę nosząca złote jaja. Zwykłych ludzi, którzy dołączyli do jego rozrastającego się grona wyznawców nagrodził kostiumami martwych lub emerytowanych superbohaterów oraz pozwolił wielu różnym osobom nazywać siebie Hobgoblinem, by ci następnie czynili dobre uczynki i tym samym zwiększali jego popularność. W międzyczasie zdecydował się wydać książki, komiksy i sprzedawać licencje na wszelkiego rodzaju gadżety związane z Hobgoblinem. A za kulisami tego wszystkiego zaczaił się jego śmiertelny wróg – Phil Urich…

Hobgoblin w gruncie rzeczy satyra. Satyra na współczesny świat, na rządzące nami korporacje, na wielkie marki będące obiektem pożądania milionów ludzi na całym świecie. Składająca się z trzech zeszytów opowieść ma swoje mocne momenty, jest kilka świetnych analogii do rzeczywistych wydarzeń, ale koniec końców to bardziej zbieranina anegdotek niż pełnoprawna, trzymająca w napięciu historia. W trakcie tej niezbyt długiej lektury zdążyłem się znudzić, co mówi samo za siebie.

CARNAGE

Cletus Kassady wychowywał się w patologicznej rodzinie, matka została zamordowana przez ojca, a ojciec dostał karę śmierci. Przejmująca opiekę nad chłopcem babcia również okazała się skłonną do przemocy sadystką. Po zamordowaniu babci, młody Cletus został wysłany do specjalnego ośrodka opieki skąd wkrótce uciekł. Doświadczenia z dzieciństwa zmieniły go w bezwzględnego mordercę. Po aresztowaniu czekał na swoją egzekucję, ale gdy po osadzonego z nim Eddiego Brocka przybył Venom, kosmiczny symbiot pozostawił swojego potomka (Czerwony Venom), który następnie zawładnął ciałem Kassady’ego. W ten sposób zrodził się Carnage, połączenie żądnego krwi symbiota z psychopatą.

Po inwersji Carnage odkrył w sobie potrzebę pomagania potrzebującym. Z dnia na dzień chciałby stać się „przyjaznym Carnage’em z sąsiedztwa”, ale niestety trudno o taką reputację, gdy nad głową wisi krzesło elektryczne, niezliczona ilość listów gończych i nakazów aresztowania oraz przynależność do niesławnej listy najbardziej zdeprawowanych przestępców na świecie. Szansa na naukę superbohaterskiego fachu przychodzi niespodziewanie, gdy w mieście pojawia się morderca żywiący się ludzkimi grzechami.

Rick Spears postanowił zabawić się formułą i zaoferował pełną czarnego humoru historyjkę szukającego właściwej drogi Carnage’a. Jego potyczki z małymi przestępcami i rabusiami banku są przekomiczne, a ich finał rozbraja. Bardzo podobało mi się tak lekkie podejście i nawet jeśli mamy kilka brutalnych scen to są one okraszone świetnymi komentarzami i nie sprawiają wrażenia, że to komiks tylko dla dorosłych. Troszkę krwi jest, ale bardziej wrażliwi nie muszą się bać. Carnage to bardzo udana opowieść, o wiele lepsza od historyjki Hobgoblina.


Axis. Carnage i Hobgoblin, czyli dwie zupełnie różne opowieści w jednym albumie. Obie są ciekawym uzupełnieniem Axis (rozgrywają się gdzieś pomiędzy zeszytami #3-5), ale z drugiej strony nie wnoszą zupełnie nic do uniwersum Marvela i nie są to historie, które musicie znać. Jeśli jednak lubicie czarny humor to dla samego Carnage’a warto zaopatrzyć się w swój egzemplarz.