Netflix nie śpi i zasypuje nas kolejnymi oryginalnymi treściami. W lutym na platformie zadebiutował serial Everything Sucks! który miał za zadanie przypomnieć widzom nieodżałowane lata 90. ubiegłego wieku. Sprawdźmy, czy znów się udało.

Witajcie w Boring w stanie Oregon. Miasteczku, gdzie nic ciekawego się nie dzieje, a jedyne aktywności dla dzieciaków to przynależność do różnego rodzaju szkolnych kółek. To tutaj swoją naukę rozpoczyna trójka nastoletnich przyjaciół – wygadany Luke, wiecznie nakręcony Tyler i analityczny, sheldonowaty McQuaid. Chłopaki dołączają do sekcji filmowej, gdzie poznają zbyt ekspresywnych nastoletnich aktorów i szarą myszkę Kate, córkę dyrektora szkoły.

Głównym wątkiem fabularnym jest praca nad amatorskim filmem science-fiction. Luke, jako scenarzysta i reżyser kompletuje obsadę i zmaga się z problemami każdego początkującego. Kręcony film spaja całą opowieść, ale prawdziwym skarbem produkcji są bohaterowie i niesamowita dbałość o detale przy imitowaniu lat 90.

Dzieciaki zmagają się ze znanymi nam wszystkim problemami. Luke zakochał się w Kate, Kate myśli, że chyba jest lesbijką, Tyler dołuje się, że koledzy wolą dziewczyny od jego towarzystwa, Emaline robi wszystko dla swojego chłopaka Olivera, a ten nie waha się olewać ją zawsze, gdy zaczyna snuć plany o wielkiej aktorskiej karierze. No i jest jeszcze samotny ojciec i dyrektor szkoły szuka drugiej połówki w małym miasteczku. Relacje pomiędzy bohaterami zostały ukazane w wyjątkowo wysmakowany sposób. Na pierwszym planie błyszczą Luke i Kate, których gra aktorska może przyćmić wielu starych wyjadaczy. Ich relacja bawi, ale też miejscami mocno wzrusza (scena na moście w 9. odcinku to majstersztyk!). To wyjątkowo autentyczna para nastolatków z bardzo autentycznymi problemami. W kontraście do tej dwójki stoi reszta ważniejszych postaci. Tyler jest bardzo pocieszny, ale już McQuaid razi sztucznością. Twórcy chcieli zrobić z niego mini Sheldona Coopera, ale kompletnie nie mieli na niego pomysłu. Buntownicza Emaline rozkręca się wraz z rozwojem wydarzeń i jeśli na początku irytowała to pod koniec to uczucie znika. Najgorzej wypada Oliver. Rozumiem, że miał być do granic możliwości przegiętym, zadufanym w sobie aktorkiem, ale słuchanie jego wypocin najzwyczajniej w świecie wkurza.

Materiały promocyjne podkreślały, że największym bohaterem tego serialu będzie klimat lat 90. I tak jest w istocie. Idealnie dobrane fryzury i ubrania wyglądają świetnie, ale praca, którą włożono, by odwzorować końcówkę XX wieku wielokrotnie to przebija. Obraz nagrań w formacie 4:3, wszędobylskie kasety VHS, obowiązkowe BMX-y, zbliżenia na przekąski i napoje charakterystyczne dla tamtego okresu – wszystko przywołuje wspomnienia. Rozbraja scena, w której bohaterowie sprawdzają coś w Internecie, szczególnie jeśli 20 lat temu próbowaliście połączyć się z siecią 🙂 CUDO!!!

Z każdą kolejną zapowiedzią zaczynam się utwierdzać w przekonaniu, że Netflix znalazł przepis na rozpieszczanie swoich widzów. Najpierw genialne Stranger Things, potem wyjątkowo posępne Dark, dziwne i bardzo dobre End of the F***ing World, a teraz dokłada do tego Everything Sucks! Każda z tych produkcji prezentuje inny klimat, opowiada zupełnie inne historie i należy do innego gatunku. Coś je jednak łączy – bohaterami są nastolatki lub młodzi ludzie, a akcja osadzona została w małym miasteczku, gdzie czas zdaje się płynąć wolniej niż w wielkomiejskich dżunglach. Nie wiem jak na was, ale na mnie działa to jak magnes. Lgnę do tych produkcji, a one wynagradzają swoją jakością. Everything Sucks! to tylko 10 odcinków po niespełna 25 minut i tym bardziej nie powinniście się zawahać przed oglądaniem. Bardzo mocno polecam!