Anihilacja była jednym z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku. Kinomani ostrzyli sobie ząbki, aż tu nagle wkroczył Netflix. Platforma wykupiła prawa do dystrybucji filmu w Europie, a premiera nastąpiła już 3 tygodnie po debiucie w amerykańskich filmach. Pomysł niesamowity, ale czy film warty jest waszych dwóch godzin?

Lena (Natalie Portman), była wojskowa, aktualnie biolożka nie może pogodzić się z utratą męża, który nie powrócił z tajnej operacji sprzed 12 miesięcy. Dziewczyna widzie bardzo samotne, niemalże wyalienowane życie do momentu aż… w domu pojawia się zaginiony mąż. Gość nie wie skąd się tutaj wziął, gdzie był i jak przeżył. Niedługo później okazuje się, że ów tajna misja to wyprawa do odseparowanego od mieszkańców obszaru, który został zainfekowany przez coś pochodzenia pozaziemskiego. Zaintrygowana Lena dołącza do kobiecego zespołu, który planuje przedostać się do epicentrum nadnaturalnego zjawiska.

Film można podzielić na dwie części. Pierwsza część to wyprawa w nieznane, w genetycznie zmieniony świat. Iskra, bo tak nazwano zjawisko zachwyca pomysłami. Aberracje fauny i flory przedstawiono z jednej strony kameralnie, a z drugiej widowiskowo. Dziewczyny trafiają na rośliny, które nie powinny występować w naturze, zwierzęta o nieprawdopodobnych cechach, a do tego trafiają na ślady pozostawione przez inne, zaginione, ekipy. Film przygodowy podlany klimatem sci-fi i horroru sprawdziłby się znakomicie, gdyby nie dziwne pomysły w scenariuszu…

… film rozpoczyna się od sceny rozgrywającej się po wydarzeniach, gdzie podczas przesłuchania dowiadujemy się praktycznie wszystkiego, co rozgrywa się podczas kolejnej godziny. Są to enigmatyczne informacje, ale nie trzeba być przesadnie inteligentnym, żeby zawczasu poznać los kilku postaci. Podważa to kompletnie sens oglądania kolejnych 20 minut, bo od początku znamy decyzje jakie podejmie główna bohaterka. Spoiler na spoilerze.

Druga część filmu to rozciągnięty na prawie pół godziny finał. Finał o klimacie zgoła odmiennym od umownej pierwszej części. Niestety kulminacyjny moment razi kliszami i schematycznymi rozwiązaniami. Sam w sobie jest przewidywalny, nudny, a na dodatek wygląda bardzo… tanio. Efekty specjalne są słabiutkie, o wiele słabsze niż w pierwszej części filmu, zachowaniu postaci brakuje logiki. Jednak jest to tylko jedna strona medalu. Zakręcony finał Anihilacji zostawia wielkie pole do interpretacji. Składając do kupy poszczególne elementy można odkryć drugie i trzecie dno, a niektóre teorie (tu, tu, tu i tu a linki zaczerpnąłem stąd) dając dobrze wychwycone przykłady wywracają wszystko do góry nogami.

Teorie i interpretacje swoją drogą, a wrażenia z filmu swoją. Anihilacja to film sprzeczności. Z jednej strony fantastyczny klimat, tajemnicza dżungla, ciekawi bohaterowie, z drugiej film, który przy pomocy bezsensownych spoilerów na wstępie psuje zabawę na kolejne kilkadziesiąt minut. Może nie należę do grupy do celowej, może nie pochyliłem się nad nim wystarczająco dobrze, ale liczyłem na coś lepszego.