Tak, Dom z Papieru to największa serialowa niespodzianka 2017 roku. Hiszpańska produkcja zaatakowała świeżymi pomysłami, przedstawiła fajnych bohaterów i przede wszystkim trzymała w napięciu od początku do samego końca. Końca pierwszej części sezonu, ponieważ zostało jeszcze kilka odcinków do zamknięcia całej historii. I już dzisiaj mam dla was recenzję 9 finałowych epizodów. Tekst nie zawiera fabularnych spoilerów.

DOM Z PAPIERU CZ.I – Recenzja

Zacznę od małego wyjaśnienia. W Hiszpanii serial został wyemitowany w 15 odcinkach, po 70 minut każdy. Netflix pociął serial i opublikował go w innym formacie. Część pierwsza to 13 odcinków po około 45 minut, co przekłada się na 9 epizodów oryginału. Ostatnie 6 odcinków wyemitowanych w Hiszpanii zostało przemontowane na 9 jakie właśnie pojawiły się na Netflixie. Jest to nieco mylące dla widzów, ale z punktu widzenia platformy widać tutaj pewien sens. Dzięki takiemu działaniu Netflix może pochwalić się dwoma sezonami produkcji, która w rzeczywistości miała jedną serię. Ponadto sam łapię się na tym, że wybierając kolejny serial sprawdzam ile ma odcinków. Przy ponad 20 epizodach na sezon po prostu nie chcę mi się zaczynać czegoś, co będę ciągnął przez kolejne kilka miesięcy. Niemniej pierwsza część Domu z Papieru była tak emocjonująca, że obejrzałbym wszystko na raz.

Wracamy do historii napadu na hiszpańska mennicę. Część pierwsza zakończyła się wielkim cliffhangerem, ponieważ Raquel zabrała ze sobą Salvę na miejsce wezwania. Ów miejsce okazało się willą w Toledo, gdzie Salva przez pięć miesięcy wbijał swoim ludziom do głowy plan perfekcyjnego skoku. Wszystko zaczyna się sypać, a pętla na szyi Profesora zaciska się co raz bardziej… albo tak tylko nam się wydaje…

Druga część Domu z Papieru idzie troszkę innym torem. W planie od początku pojawiały się skazy, które się nawarstwiały i teraz mamy masę potężnych wyrw, których nie wziął pod uwagę Profesor. Sam też zaangażował się w bliską znajomość z inspektor Murillo przez co stracił czujność i zapominał wypełniać swoją część planu. Kryzysy wybuchają na wszystkich frontach, a żeby je zażegnać ekipa co raz częściej musi improwizować i co raz bardziej ryzykować. Zachowanie rabusiów staje się chaotyczne, zniknął ślad po ich wyrachowaniu i ślepej wierze w pomysły Profesora.

Nie oznacza to jednak, że emocje na tym ucierpiały. Wręcz przeciwnie! Z każdą kolejną minutą czujemy, że zbliża się wielki finał skoku. Nie mamy pojęcia, co się za chwilę wydarzy i co zrobią bohaterowie. Nie musze chyba mówić, że w grupie powstają nowe konflikty, które eskalują do niebotycznych rozmiarów i są źródłem kolejnych wielkich zwrotów akcji. Twórcom udało się sprawić, że napięcie nie opuszcza widza do samego końca. Do ostatnich chwil nie wiadomo, jak to wszystko się skończy, jaki będzie finał opowieści i czy bohaterowie osiągną swój sukces. Emocje przez duże E.

Jedynym aspektem, który mnie wkurzał w drugiej części sezonu to zbytnie rozwinięciu romansów. Tokio i Rio, Salva i Raquel, Denver i Monica, a nawet Berlin i jedna z zakładniczek. Było tego zbyt dużo i nawet jeśli pierwsze wymienione poprowadzone zostały poprawnie to idiotyzm Denvera w kontaktach z Monicą i psychopatyczny Berlina z zakładniczką to wątki zupełnie niepotrzebne.

Nawet jeśli poprzedni akapit to samo narzekanie, to i tak koniecznie musicie obejrzeć Dom z Papieru! Druga część serialu to więcej tego samego, czyli emocji, pomysłów, twistów i świetnych bohaterów. To fantastyczny serial, który jak magnes przyciąga do ekranu i wręcz zmusza do obejrzenia kolejnego odcinka. Fantastyczna produkcja!