Doszliśmy do ważnego momentu w uniwersum Marvela. Do momentu, gdy nowym Thorem została kobieta, a Odinson stał się niegodny ani Mjolnira ani swojego imienia. Pomysł dziwny, naciągany, czy może wręcz genialny? Recenzja komiksu Thor Gromowładna.

Podczas Grzechu Pierworodnego Nick Fury wyszeptał Thorowi na ucho kilka słów, które sprawiły, że bóg piorunów upuścił Mjolnir i nie dał rady go ponownie unieść. Od tamtych wydarzeń minęło sporo czasu, ale młot dalej tkwi na Księżycu, a Thor ponownie używa swój topór Jarnbjorn, którym władał przed wiekami. Mimo rozsypki Asgardczyk nie zapomniał o obronie Ziemi i rusza do walki z Lodowymi Olbrzymami, które wraz z Mrocznym Elfem Malekithem zaatakowały ziemskie podwodne laboratorium. Wtem pojawia się ona! Mjolnir do tej pory nie słuchało nikogo, nawet Odyna, który go przecież stworzył, a teraz pozwolił się unieść kobiecie. Wątła blondynka okazuje się godna i wraz z młotem przyjmuje imię władcy piorunów. Oto jest Thor Gromowładna!

Kim jest nowa pani Mjolnira? Póki co nie wiadomo. Nie wie tego ani czytelnik, ani Thor, ani Freya, ani nawet Odyn nie mogący zdzierżyć świadomości, że jest coś czego nie może się dowiedzieć. Sprawę oczywiście najbardziej przeżywa sam Thor, od teraz tylko Odinson, którego zdrowy rozsądek wypiera ślepa furia i nienawiść do nowej właścicielki jego młota.

Konflikt Thora z Gromowładną jest nawet ważniejszym wydarzeniem niż intryga głównego złego – Malekitha. Wielka scena walki pomiędzy byłym i aktualnym posiadaczem młota jest spektakularna i okraszona fajnymi dialogami. Sam Mroczny Elf ma swoje momenty, okazuje się być godnym przeciwnikiem i posiada całkiem znośne poczucie humoru. Jason Aaron postarał się o to, by historia była jednocześnie znacząca i lekka w odbiorze.

A nowa Thor? Jest fantastyczna! Dopiero teraz czuć jak bardzo skostniałą postacią był w ostatnich latach Odinson. Dziewczyna przyjmując imię Thora nabyła też manier charakterystycznych dla Asgardczyków, co zobrazowane jest w postaci charakterystycznych dymków dialogowych. Nawet jeśli nowa Thor wygłasza jakieś górnolotne kwestie to w jej głowie kłębią się myśli, prawdziwe myśli osoby spod maski. Kim jest dziewczyna? Można się łatwo domyślić, ale rozwiązanie zagadki nastąpi w drugim tomie za kilka miesięcy.

Komiks kupicie w sklepie Egmontu

Kreska Russella Dautermana (zeszyty #1-4) jest bliska serii Avengers Hickmana, a Thor wygląda niemalże identycznie. Można przyczepić się jedynie do kilku chaotycznych kadrów, na których nie wiadomo co się dzieje, jak choćby starcie Thora z Malekithem, którego wynik poznałem dopiero dzięki dialogom, ponieważ z kadrów nie można było zbyt wiele wywnioskować. Zeszyt #5 ilustrował Jorge Molina, który zdecydował się na nieco inny styl graficzny podkreślający wyniosłość postaci i przywiązując dużą wagę do mimiki twarzy. Wyszło bardzo ładnie!

Thor Gromowładna udowadnia, że warto było czekać! Przekombinowane przygody Asgardczyka częściej męczyły niż bawiły, więc zmiana to nie tylko chwyt marketingowy, ale też bardzo potrzebny powiew świeżości. Zdecydowanie polecam!

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont