Dobiegł końca siódmy już sezon serialu Homeland. W momencie, gdy większość seriali w takim momencie zjada swój własny ogon, Homeland ciągle zaskakuje i dostarcza niesamowitych emocji. Co zgotowali nam scenarzyści w sezonie siódmym?

Sezon siódmy nie zaserwował zwyczajowego przeskoku w czasie i rozpoczyna się dwa miesiące po finale szóstej serii. Prezydent Keane zaraz po zaprzysiężeniu wsadziła za kratki prawie 200 osób z administracji publicznej, które jej zdaniem uczestniczyły w zamachu na życie prezydent elekt. Do więzienia trafił między innymi Saul Berenson uznany za współpracownika Dara Adala. A Carrie? Wrobiona przez panią Prezydent Carrie wraz z córką przeprowadziła się do siostry w Waszyngtonie, ale zamiast szukać pracy, która pozwoliłaby jej wyjść z długów i zapewnić spokojne życie córce, ugania się za kolejnymi poszlakami szukając dowodów przeciw Keane.

Sezon rozpoczyna się od kilku wątków. Carrie w tajemnicy współpracuje z agentem FBI Dante Allenem mającym dowody na przestępstwa popełnione przez panią Prezydent. Ponadto Mathison ciągle ściera się ze swoją siostrą, która motywuje ją do zajęcia się normalnym życiem z dala od międzynarodowych spisków i tajnych operacji. A jakby tego było mało, okazuje się organizm Carrie uodpornił się na zażywane przez nią leki i by powstrzymać rozwój choroby dwubiegunowej trzeba poddać się wymagającej terapii. Saul tymczasem zostaje wyciągnięty z więzienia przez Keane i zostaje mianowany Doradcą ds. Bezpieczeństwa. Jego pierwszym zadaniem jest rozprawienie się z panem O’Keefe, jednym z organizatorów zamachu na Prezydent, który za sprawą sprawnej internetowej propagandy zaskarbił sobie szacunek i wiarę wielu ludzi.

Jak to zwykle w Homeland bywa, to co napisałem w całym poprzednim akapicie to jedynie wierzchołek gigantycznej góry lodowej. W trakcie sezonu dochodzi do wielu, bardzo wielu zwrotów akcji i wydarzeń wywracających wszystko do góry nogami. W tym sezonie serial przez bardzo dużą cześć przypomina House of Cards – zakulisowe zagrywki, układy, układziki, zdrady i wybieranie mniejszego zła, czyli polityka w pigułce. Nic nie mam do takiego rozwiązania, bo polityka w serialu zawsze odgrywała dużą rolę, aczkolwiek tutaj musicie przygotować się na naprawdę solidną dawkę Senatorów, Kongresmenów i innych stałych gości Gabinetu Owalnego. W pewnym momencie wracamy jednak do starego, kochanego Homeland, gdzie nic nie jest takie jak się wydaje, a pierwsze skrzypce znów gra cudowny, szpiegowski klimat. Niesamowite jest to, że scenarzyści po tylu latach dalej potrafią podejmować bardzo odważne decyzje, które już na stałe odcisną swoje piętno na bohaterach. I mam tutaj na myśli Carrie oraz jej najbliższych.

Będąc przy Carrie to nie mogę nie wspomnieć, że to co na ekranie wyrabia Claire Danes przechodzi ludzkie pojęcie. Danes w każdym, dosłownie każdym momencie jest absolutnie genialna. Emocje, które nią targają – radość, złość, smutek, przerażenie – to wszystko udziela się widzowi i jeszcze bardziej podkręca atmosferę. Dla mnie jest to jedna z najlepszych współczesnych aktorek. Poziomu nie obniża również Mandy Patinkin, czyli serialowy Saul. Jest jak zwykle wyważony i uważny niczym wprawiony w bojach polityk. Nigdy nie wiemy, co chodzi mu po głowie i czym zaraz wypali. Świetnie zobrazowana postać! Również Elizabeth Marvel w roli Prezydent Keane jest przekonująca. Świetnie oddano zachowania podczas uroczystych spotkań i zmianę podejścia w rozmowach za zamkniętymi drzwiami. Marvel nabrała w tej kwestii doświadczenia, ponieważ już w House of Cards grała… przeciwniczkę Franka w rajdzie po urząd prezydenta.

To wydaje się niemożliwe, ale Homeland znów pozamiatał. Scenariusz siódmego sezonu nie pozostawia żadnych dziur, idealnie łączy wszystkie otwarte wątki i serwuje świetne zakończenie. Wspaniała robota! A za rok ostatni sezon, a przynajmniej ostatni, w którym zobaczymy Carrie Mathison, więc szykuje się niesamowite pożegnanie z fanami. Już nie mogę się doczekać!