Tak, jestem mega fanem Punishera prowadzonego przez Gartha Ennisa. Trzy pierwsze tomy to niesamowicie brutalne i bezwzględne opowieści o nowojorskim, małomównym mścicielu. Na ciąg dalszy czekałem z wielkim utęsknieniem. I oto jest! Recenzja komiksu Punisher Max Tom 4.

Seria PUNISHER MAX:

1. PUNISHER MAX TOM 1
2. PUNISHER MAX TOM 2
3. PUNISHER MAX TOM 3
4. PUNISHER MAX TOM 4

Seria Gartha Ennisa składa się najczęściej z niezwiązanych ze sobą historii po sześć zeszytów każda. Co jakiś czas powracają pewne wątki, pojawiają się poznani wcześniej bohaterowie, ale są to szczegóły i każda z tych opowieści może być czytana bez znajomości poprzednich. Tym razem wpływ poprzednich wydarzeń ma tutaj większe znaczenie i osoby będące z serią od początku dużo lepiej załapią kontekst i motywacje pojawiających się tutaj postaci. Jeśli jednak to pierwsze spotkanie z Punisher Max to dialogi jasno wykładają zaszłości jakie doprowadziły nas do tego momentu.

CZŁOWIEK Z KAMIENIA

Pamiętacie pierwszą historię z tomu drugiego zatytułowanego Mateczka Rosja? Punisher zrobił niesamowitą rozróbę  w silosie atomowym, a akcję przeciwko niemu prowadził rosyjski Kingpin, zbrodniarz wojenny Zacharow. Zacharow nie może przetrawić, że jankes wparował na ich teren, dokonał masakry, a Moskwa bojąc się konfliktu postanowiła to przemilczeć. Generał bierze zemstę na siebie, a dodatkowo werbuje Rawlinsa, byłego męża O’Brien, któremu Frank darował życie, a  następnie prowokuje Castle’a, by ten przybył do Afganistanu.

Wizyta Franka z Afganistanie oznacza możliwość spotkania się z innymi amerykańskimi i brytyjskimi żołnierzami, byłymi kompanami, dla których Punisher to żywa legenda. Mamy, więc ludzi uważających go za bohatera, ludzi chcących go zlikwidować i samą O’Brien, która posłużyła jako przynęta na Franka. Umiejscowienie akcji sprawiło, że klimat opowieści jest zupełnie inny i bardzo przypomina trzecią część Rambo. Wyrzutnie rakiet, helikoptery i wyskakujący zza skał mudżahedini. Fajnie spotkać Franka w jego naturalnym środowisku, a jego relacje z O’Brien rozbrajają specyficznym humorem.

OWDAWIACZ

Druga z opowieści to po raz kolejny całkowita zmiana klimatu. Wracamy do Nowego Jorku i do klasycznej roboty Franka. No prawie. W poprzednich trzech tomach, Frank wyczyścił Nowy Jork z dziesiątek mafiosów różnych nacji. W mieście pozostały same płotki i psychole próbujący uszczknąć coś z panującego mafijnego bezkrólewia. A komu śmierć wpływowego gangstera dopiekła najbardziej? Ich dziewczynom, żonom i kochankom. Kobiety wiedziały, że ich mężczyźni to gangsterzy, ale nigdy nie zastanawiały się, co mieli za uszami. Najważniejsze były podróże dookoła świata, droga biżuteria i wystawne bankiety. Gdy Frank w swoim stylu oczyścił miasto paniom zaczęło brakować pieniędzy i rozrywek, więc pięć owdowiałych pań postanawia zrobić coś, czego nikt się po nich nie spodziewa – zabić Punishera.

Garth Ennis po raz kolejny pokazał, że jest geniuszem jeśli chodzi o kreowanie postaci. Mafijne kobiety zostały iście mistrzowsko zarysowane, fantastycznie przedstawione i pomysłowo przeprowadzone przez fabułę. To nie Punisher, ale te właśnie panie są głównymi bohaterkami opowieści, a Frank jest gdzieś tam na drugim planie. Mimo to nie musicie się bać, że Castle na dalszym planie oznacza zmianę podejścia do prowadzenia opowieści. Bohaterki spisały się na medal i wcale nie wpisują się w definicję „słabej płci”.  Jest zatem bardzo krwawo, czasem bardzo kontrowersyjnie, a całość okraszono bardzo wulgarnymi dialogami, czyli dostaliśmy wszystko to, co najlepsze w tej serii.

Komiks kupicie taniej w sklepie Egmontu

To zaczyna się robić nudne. Kolejny tom Punisher Max i kolejna maksymalna nota, ale nie mogło być inaczej. Wizja Ennisa oddaje wszystko, co najciekawsze w postaci Punishera, a tworzone przez niego historie za każdym razem dostarczają nowych pomysłów, nietuzinkowych postaci i wyjątkowo angażującej rozrywki. Trzeba przeczytać!

Egzemplarz do recenzji dostarczyło Wydawnictwo Egmont