To znakomity rok dla fanów kina superbohaterskiego. Czarna Pantera i Avengers: Wojna bez Granic już za nami, za kilka chwil Ant-Man i Osa, a na jesieni Venom. W całym tym natłoku o swój kawałek tortu postanowił zawalczyć Najemnik z Nawijką, który rozbawiał nas do łez 2 lata temu. Czy Ryan Reynolds i FOX udźwignęli ciężar popularności? Bezspoilerowa recenzja filmu Deadpool 2.

Wade Wilson już jako Deadpool kontynuuje pracę najemnika olewając superbohaterskie i przede wszystkim bezpłatne zajęcia. Niestety ignorancja i wynikająca z niej niedokończona robota ściągnęły na niego wielką tragedię. Poszukując sensu życia Deadpool dołącza do X-Men, by nauczyć się wieść życie prawdziwego superbohatera. Tymczasem na świecie pojawia się nowy, potężny i nieobliczalny mutant, a z przyszłości przybywa Cable, który chce go zabić. Uratowanie chłopaka przed przybyszem staje się dla Deadpoola misją o odkupienie win.

Fabuła drugiego Deadpoola jest zaskakująco spójna i dobrze przedstawiona. Całość utrzymana jest w klimacie wielkiego pastiszu kina superbohaterskiego, ale nie boi się uderzać w poważniejsze tony i wywoływać emocje inne niż tylko śmiech. Oczywiście film jest przewidywalny i nie serwuje specjalnie spektakularnych zwrotów akcji, ale najważniejsze, że ogląda się go z zaangażowaniem bez uczucia zażenowania.

Angaż Davida Leitcha (John Wick, Atomic Blonde) na stanowisku reżysera zagwarantował, że sceny akcji będą odpowiednio widowiskowe i pomysłowe. Fenomenalnie w akcji wypadają Deadpool i Cable, ale nie ustępuje im niezwykle charyzmatyczna Domino. Jeśli nawet sceny z większą skalą nie robią gigantycznego wrażenia to walka wręcz wynagradza to z nawiązką. Przyczepić się można jedynie do nienajlepszych efektów specjalnych, co szczególnie rzuca się w oczy podczas walki dwóch cyfrowo animowanych postaci.

DEADPOOL – recenzja

Jednak cokolwiek by się tam nie wydarzyło, do kina wybieraliśmy się na tony żartów, rozbrajających tekstów i przesadnej brutalności. I tutaj Deadpool nie zawodzi. Twórcy doskonale wiedzą kim  są ich widzowie, więc zaserwowane żarty idealnie trafiają w gusta fanów Marvela i DC. Dostaje się tradycyjnie Loganowi, X-Memenom, całemu uniwersum DC, Avengersom, Disneyowi, a największe (i najzabawniejsze) gromy zbiera Cable, którego portretuje przecież Josh Brolin grający również Thanosa w ostatnim filmie Avengers. Nikt, łącznie z Ryanem Reynoldsem, nie zostaje oszczędzony i nawet jeśli pojawiają się jakieś nieudane suchary, to za chwilę leci kapitalna kontra rozkładająca nas na łopatki. Pod tym względem jest nawet zabawniej niż w pierwszej części! A nie można zapomnieć o dziesiątkach easter eggów, bo dosłownie każda scena zawiera jakieś bardziej lub mniej oczywiste popkulturowe nawiązanie. Do tego kilka fantastycznych gościnnych występów znanych aktorów i zdecydowanie NAJLEPSZA scena po napisach w historii kina! Można naprawdę popłakać się ze śmiechu.

Miałem obawy co do jakości drugiego Deadpoola, ale okazały się bezpodstawne. Twórcy na każdym kroku udowadniają, że dokładnie wiedzą czego chcą fani i dostarczają to w hektolitrach. Nie wiem jak to się udało, ale Reynolds i jego ekipa naprawdę dali radę! Wspominałem o GENIALNEJ scenie po napisach?