Brian Michael Bendis źle czuje się prowadząc Strażników Galaktyki. Wydane dotychczas komiksy są słabiutkie, a łączy je tylko jedna rzecz – są niesamowicie chaotyczne. Niezrażony poprzednimi przygodami kosmicznych Avengers postanowiłem raz jeszcze zainwestować w nich pieniądze i liczyć, że tym razem będzie lepiej. Jest?

Seria GUARDIANS OF THE GALAXY/STRAŻNICY GALAKTYKI

1. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 1: KOSMICZNI AVENGERS


2. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 2: ANGELA


3. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 3: NIESKOŃCZONOŚĆ


4. GUARDIANS OF THE GALAXY/ALL-NEW X-MEN: PROCES JEAN GREY


5. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 4: STRAŻNICY W ROZSYPCE


6. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 5: GRZECH PIERWORODNY


7. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 6: PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA

W pierwszym numerze do Strażników dołączył Iron Man. Całkiem fajny crossover, a Tony Stark fajnie wpasował się w ekipę. Wkrótce Iron Man zniknął, a w jego miejsce pojawiła się Angela. Czemu? Bo tak… Później mieliśmy tie-in do Nieskończoności i dopiero teraz rozpoczynamy nową historię, która dalej nie chce postawić Strażników w centrum wydarzeń. Do drużyny dołącza Venom – Flash Thompson, a w pobliżu kręci się Kapitan Marvel. Czemu? Nie wiem, ale może ma to coś wspólnego ze zniknięciem Star-Lorda…

Zniknięcie Star-Lorda jest punktem wyjścia dla historii, która w ogólnym rozrachunku skupia się na… kompletowaniu rozczłonkowanego zespołu. Każdy ze Strażników wpadł w jakieś tarapaty – Star-Lord użera się ze swoim ojcem Królem Spartaxu, Gamora została pojmana przez Bractwo Badoon, Rocket służy za królika doświadczalnego dla Kree, Groota wysłano na pustynną planetę, a Drax został pojmany przez Shi’ar. Komiks to jedna wielka misja ratunkowa i stąd w historii obecność Kapitan Marvel i Venoma. Bohaterowie uwalniają jednego z kolegów, trochę walczą, szukają miejsca pobytu następnego członka drużyny i powtarzają całą operację powoli odbudowując drużynę.

Jeśli szukaliście spójnej i angażującej historii to po raz kolejny mam złe wieści. Album to zbieranina wydarzeń, które imitują jaką historię, ale w gruncie rzeczy nie przedstawiają nic ciekawego. Każdy zeszyt to po prostu nic nie wnoszący zapychacz. Kompletnie nie wykorzystano Venoma, co jeszcze bardziej podważa sens wprowadzania go do serii. Dosłownie dramat.

Punkcik do końcowej oceny dodaję za zeszyty na końcu albumu. Pierwszy z nich przedstawia genezę postaci Flasha Thompsona, która jest bardzo ciekawa i nieco różni się od utartego schematu. Oprócz tego otrzymaliśmy historie Carol Denvers, która za namową Kapitana Ameryki rozważa pomysł zmiany ksywki z Ms. Marvel na Kapitan Marvel. Bardzo fajna opowieść.

Dwa ostatnie zeszyty nie uzasadniają zakupu tego komiksu. Guardians of the Galaxy Tom 4: Strażnicy w Rozsypce to festiwal nijakości i braku pomysłów. Fillerowa historia, niewykorzystane postaci i brak jakichkolwiek emocji sprawiają, że po komiks sięgajcie jedynie w ostateczności.