Wiecie już, że seria Guardians of the Galaxy prowadzona przez Briana Michaela Bendisa jest słaba, żeby nie powiedzieć tragiczna. W ogóle nie spieszy mi się poznawać kolejne rozdziały runu, ale muszę trzymać się swojego planu, jakim jest przeczytanie i zrecenzowanie wszystkich komiksów Marvel Now wydanych w Polsce. A może jakimś cudem Tom 5 Strażników zatytułowany Grzech Pierworodny jest lepszy od pozostałych?

1. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 1: KOSMICZNI AVENGERS


2. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 2: ANGELA


3. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 3: NIESKOŃCZONOŚĆ


4. GUARDIANS OF THE GALAXY/ALL-NEW X-MEN: PROCES JEAN GREY


5. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 4: STRAŻNICY W ROZSYPCE


6. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 5: GRZECH PIERWORODNY


7. GUARDIANS OF THE GALAXY TOM 6: PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA

Jak wskazuje tytuł album nawiązuje do wydarzenia Grzech Pierworodny, które recenzowałem w zeszłym roku. Jeśli znacie wydarzenie to na pewno zastanawiacie się jak to możliwe, przecież Strażników nie było w pobliżu, gdy Orb zniszczył oko Watchera i wszyscy będący w polu rażenia poznali najgłębiej skrywane sekrety swoich bliskich i przyjaciół. Dokładnie tak, ale w jakiś sposób trzeba było nawiązać do wydarzenia, więc Bendis sięgnął do przeszłości i oparł historię na niewyjaśnionym dotąd zdarzeniu.

W 2011 roku pojawił się komiks zatytułowany Thanos Imperative, w którym to Richard Rider aka Nova i Peter Quill aka Star-Lord pokonali Thanosa wciągając go do wymiaru Cancerverse. I słuch po nich zaginął. Jednak, gdy Marvel zapowiedział film Strażnicy Galaktyki trzeba było wskrzesić drużynę w składzie identycznym jak nadchodzący ówcześnie film, więc Bendis wrzucił za sterami statku jakby nigdy nic posadził Star-Lorda. I dochodzimy do recenzowanego albumu. Gamora, którą w przeszłości wiele łączyło z Novą (Anihilacja) więzi Quilla i pyta go o szczegóły ich pobytu w Cancerverse. Co się tam wydarzyło, jak Peter zdołał wrócić i przede wszystkim co stało się z Novą. Peter wyznaje jej całą prawdę, a my możemy poznać wydarzenia… o które nie pytaliśmy…

Gdy jakieś serie ukazują się od lat, normalnym jest, że prędzej czy później pojawi się jakiś reset, jakieś odświeżenie, czy nowe spojrzenie na bohaterów. I w ten sam sposób patrzyłem na Strażników. Quill z tamtych czasów to nie ten sam, lekkoduch Quill, awanturnik i syn króla Spartax. Mieszanie zatem dwóch tak różnych postaci kompletnie nie ma sensu. Z drugiej strony dla czytelników tej koszmarnie rozplanowanej serii to chleb powszedni… Na szczęście sama retrospekcja jest bardzo fajnie napisana. Wydarzenia z Cancerverse są bardzo emocjonujące, a wyjaśnienie tego co stało się z Riderem, chociaż spodziewane, to jednak niesie ze sobą mocne wrażenia. Szkoda jedynie, że jest to fillerowa historia, nie dodająca zupełnie nic do runu Bendisa.

Druga część komiksu skupia się na Venomie. Flash Thompson zaczął tracić panowanie nad symbiontem i nie bardzo wie, gdzie szukać tego przyczyny. W kosmosie Venom zachowuje się zupełnie inaczej, a w końcu zmusza Strażników, by udali się oni na planetę opanowaną przez symbionty. Ta część jest niezła, rzuca trochę humoru, bo kto by nie chciał zobaczyć Rocketa i Groota połączonych z Venomem? Dodatkowo poznajemy nowe informacje o symbiontach, ich pochodzeniu i celach jakie im przyświecają. I nie wiele więcej…

Druga część komiksu nieco podciąga trochę ocenę Guardians of the Galaxy: Grzech Pierworodny. Mimo to, dalej jest to chaotyczna seria, która nijak nie potrafi przyciągnąć czytelnika. Kupcie tylko wtedy, gdy naprawdę nie macie czego robić, albo serii brakuje w waszej kolekcji. W razie czego – ostrzegałem.