Na Netflixie bez wielkiego echa pojawił się serial Safe z fabułą stworzoną przez Harlana Cobena. Pomysł, który jest motorem napędowym jego wszystkich książek, czyli „wszyscy mają tajemnice, a nic nie jest takie, jak się wydaje” jest chętnie wykorzystywany we współczesnych serialach, ale przekonajmy się czy sam mistrz literatury suspensu i tajemnic jest w stanie zekranizować swoje pomysły.

Tom Delaney (Michael C. Hall – Dexter), doświadczony chirurg dziecięcy, ponad rok temu stracił żonę, która zmarła na raka. Tom został sam z dwoma córkami w pięknym domu na bardzo dużym, ogrodzonym osiedlu. Podczas sąsiedzkiego grilla starsza córka Toma, Jenny wymyka się ze swoim chłopakiem na imprezę, po której nie wraca do domu. Na domiar złego w basenie za domem, gdzie odbywała się impreza pływa ciało jej chłopaka…

Jeśli czytaliście, którąkolwiek książkę Cobena, niezależnie czy jest to Nie mów nikomu, Jedyna szansa, Bez pożegnania, czy którykolwiek tytuł z serii Myrona Bolitara to na pewno wiecie z czym mamy do czynienia. Zniknięcie córki Toma jest tylko punktem wyjścia do lawiny zdarzeń jaka czeka na nas na przestrzeni ośmiu odcinków. Coben jest niekwestionowanym mistrzem w tworzeniu wielowątkowej intrygi angażującej w wydarzenia wiele postaci. I to samo mamy tutaj. Już pierwszy odcinek jasno pokazuje, że każdy ma tutaj coś za uszami i nie zawsze jest to związane ze zniknięciem Jenny. Scenarzyści co chwila podrzucają nowe wątki, a wraz z rozwojem wydarzeń wprowadzają nowe postaci z kolejnym bagażem tajemnic.

Serial stanowi zamkniętą całość, wszystkie wątki otrzymują rozwiązanie oraz są wyjaśnione. W ogólnym rozrachunku wygląda to bardzo dobrze, ale nie uniknięto kilku problemów. Jest tutaj cała masa zwrotów akcji zarówno tych spodziewanych, tych mniej oczywistych, jak i zupełnie niepotrzebnych wprowadzających niepotrzebne zamieszanie. Kilka wątków jest tylko po to, by zakręcić widza i sprawić, że co i rusz będzie drapał się po głowie. I nie miałbym nic przeciwko, gdyby ich rozwiązanie nie okazało się tak tanie i trywialne. Niemniej napięcie nie odpuszcza do ostatnich minut ostatniego odcinka i oferuje mocny finał. W książkach Cobena nawet na ostatniej stronie może pojawić się coś, co wywróci opowieść do góry nogami. I to samo mamy tutaj. Co prawda, piętnaście minut wcześniej łatwo idzie się domyślić, co się wydarzy, ale i tak szacun za pomysł!

Bing watching – seryjne oglądanie kilku/kilkunastu odcinków serialu

Safe zrealizowano całkiem sprawnie, ale widać tutaj brak doświadczenia twórcy. Na premierę wrzucono wszystkie osiem odcinków, a struktura serialu prowokuje do bingowego* oglądania, więc widzowie dokładnie wiedzą co wydarzyło się kilkanaście czy kilkadziesiąt minut temu. Dziwi, więc obrany zabieg, by każdą nową rewelację dokumentować retrospekcjami. Nawet na przestrzeni jednego odcinka, coś co dzieje się na początku, pokazywane jest po raz drugi, gdy ktoś o tym wspomni. Pojawia się gość – bach retrospekcja z rodzaju „patrzcie, on tam był!” Tak, wiemy, bo pokazywaliście do 15 minut temu… Trochę mnie to wkurzało, bo w pewnym sensie takie działanie lekceważy spostrzegawczość widza.

Czy warto? Jasne, że tak! Safe to świetny miniserial, który oferuje wyrazistych bohaterów, zakręconą, ale sensowną intrygę i nieprzerwane pasmo zwrotów akcji. Bardzo polecam