W zeszłym roku Dolina Krzemowa zaliczyła spadek formy. Sezon nie wyróżniał się niczym szczególnym, a na domiar złego druga jego część była specyficznym pożegnaniem z Elrichem (T.J. Miller), który zrezygnował z roli. Seria piąta miała, więc przed sobą dwa arcytrudne zadania: podnieść spadający poziom i poradzić sobie bez wizytówki serialu. Udało się?

Akcja piątego sezonu rozpoczyna się niedługo po finale serii poprzedniej. Richard Hendricks zdobył uznanie w Dolinie Krzemowej, a jego pomysł na „Nowy Internet” zaczyna przyciągać inwestorów i zazdrosnych konkurentów. Pomysł zapowiada się na prawdziwą rewolucję, więc nic dziwnego, że Richard zdobył upragnione finansowanie od Laurie i może spokojnie skupić się na budowaniu zespołu programistów i pracy nad projektem jego życia. W teorii…

Znający serial widzowie wiedzą, że każda decyzja Richarda ciągnie za sobą wielkie konsekwencje, które dostarczają głównemu bohaterowi kolejnych siwych włosów, a nam salw śmiechu. Tym razem Richard mierzy się z trudami kierowania dużym zespołem, w miejscu, gdzie rotacja pracowników jest wyjątkowo wysoka, a nad tym wszystkim wisi widmo zemsty Gavina Belsona, CEO Hooli, który wrócił ze swojej duchowej wycieczki i na nowo szuka swojego miejsca w branży.

Jak Dolina Krzemowa wypada bez swojej gwiazdy, czyli T.J. Millera? O dziwo, gdyby bohaterowie o nim nie wspominali jestem pewien, że wielu z nas nawet nie zauważyłoby jego absencji. Zwariowane pomysły Elricha przejął Jin-Yang, który postanawia przejąć jego dobytek i akcje Pied Pipera, a humorystyczne momenty przejęli Gilfoyle i Dinesh, którzy nie dorośli do roli menedżerów i starszych koderów i ciągle ze sobą rywalizują, by pokazać swoja wyższość nowym pracownikom. Nie było, co prawda skeczu pokroju tego o masturbacji z sezonu pierwszego, ani analizy ewentualnej brutalnej śmierci samochodowego kaskadera z serii drugiej, ale gwarantuje wam, że uśmiejecie się przy Tesli i wewnętrznym konkursie na najlepszego kodera.

Sezon 5 to zaledwie 8 odcinków, które obejrzałem w dwa wieczory (w tym przypadku polityka „odcinek co tydzień” jest kompletnie niezrozumiała) i muszę przyznać, że moje wróżby o końcu serialu były kompletnie nietrafione. Seria piąta jest zdecydowanie lepsza niż sezon czwarty, a nawet postawiłbym ją przed serią trzecią. Już zastanawiam się jakie wyzwania staną przed Richardem w kolejnym sezonie.