Pierwszy sezon serialu Luke Cage był bardzo mocnym punktem telewizyjnej części Kinowego Uniwersum Marvela. Po The Defenders i świetnym drugim sezonie Jessiki Jones mocno wyczekiwałem na kontynuację historii Power Mana. A już dziś, tydzień przed premierą mam dla was recenzję całego drugiego sezonu! Wracamy do Harlemu!

Akcja rozgrywa się po The Defenders, co jest zdecydowanie mocniej zaakcentowane w fabule niż w przypadku Jessiki. Luke razem z Claire wrócił do Harlemu, gdzie stał się swego rodzaju celebrytą. Ludzie go kochają, policja akceptuje, a sam czuje się spełniony w tym co robi. Do czasu. Mariah Dillard z pomocą Shadesa odbudowuje swoje imperium wprowadzając w życie kolejny ambitny plan, a w tym samym czasie do Harlemu przybywa człowiek nazywający siebie Bushmasterem. Bushmaster nie tylko rości sobie prawa do rządzenia osławioną dzielnicą Nowego Jorku, ale ma również osobiste porachunki z rodziną Stokes, której spadkobierczynią jest właśnie Mariah.

Kolejność oglądania seriali Marvela na Netflixie:

1. Daredevil – sezon 1
2. Jessica Jones – sezon 2
3. Daredevil – sezon 2
4. Luke Cage – sezon 1
5. Iron Fist – sezon 1
6. The Defenders
7. The Punisher – sezon 1
8. Jessica Jones – sezon 2
9. Luke Cage – sezon 2
10. Iron Fist – sezon 2
11.Daredevil – sezon 3
12. The Punisher – sezon 2

W pierwszym sezonie Luke Cage ociągał się z przedstawieniem głównego złoczyńcy, co niepotrzebnie zagmatwało fabułę i zmniejszyło wagę rozwijanych do tego momentu postaci. Tym razem jest inaczej. Od samego początku znamy tożsamość złoczyńców, więc scenariusz poświęca im bardzo dużo uwagi, nie tylko dobrze nakreślając ich motywacje, ale też ciekawie nakreślając ich przeszłość. Mariah nie jest już tylko pragnącą władzy i bogactwa kuzynką Cottonmoutha, a wytrawnym politykiem i wyjątkowo przebiegłym gangsterem. To samo tyczy się Bushmastera, który poznajemy jaki wyjątkowo bezwzględnego brutala, ale z czasem spod tej maski wyglądają oczy doświadczonego i mocno skrzywdzonego chłopaka, który nie tyle chce, co jest przekonany, że musi żyć żądzą zemsty. Dwójka antagonistów naprawdę robi robotę, a to nie wszystko. Oprócz Mariah mamy jeszcze przecież nieprzeniknionego Shadesa i córkę Dillard, która tylko z pozoru jest miła dziewczyną ze sklepu z ziołami.

Dzięki tak przygotowanym antagonistom fabuła drugiego sezonu trzyma w napięciu przez wszystkie trzynaście odcinków. Scenarzyści mogli rozwinąć skrzydła i nie musieli uciekać się do fillerowych odcinków w drugiej połowie pierwszej serii. Dzieje się bardzo dużo, dostajemy cholernie dobre zwroty akcji i solidną dawkę akcji. Strzelanin jest mniej niż poprzednio, ale ich ilość została zamieniona na jakość. Zamiast prucia z automatu w kolejną bluzę Luke’a otrzymaliśmy świetne sceny w oblężonym budynku, czy mrożącą krew w żyłach sytuację w pewnej restauracji. Jest moc!

A sam Luke? Harcerzyk serialowego uniwersum Marvela sporo wyniósł z wydarzeń przedstawionych w The Defenders i powoli zaczyna przekraczać postawioną sobie niegdyś granicę. Luke zaczyna zdawać sobie sprawę, że sposobem na bezwzględnych przestępców jest odpowiedzeniem tym samym. Uczucie potęguje pojawienie się ojca, z którym, lekko mówiąc, nie ma najlepszych stosunków od czasu więzienia… Zachowanie Luke i decyzje jakie zaczyna podejmować wpływają na Claire, Misty i inne bliskie mu osoby. Którą drogę wybierze Cage i co oznacza to dla innych zobaczcie już sami.

W drugim sezonie zaskakuje dość mała i mało istotna rola Claire. Liczyłem, że etatowa pielęgniarka netflixowych superbohaterów i ukochana Luke’a będzie tutaj, co najmniej, na równi z Power Manem. Nic bardziej mylne. Claire, co prawda, ma ważny wątek, ale w przekroju całego sezonu jej obecność jest bardzo skromna. Dużo więcej do powiedzenia ma Misty Knight, moja ulubiona pani detektyw w całym uniwersum, która w The Defenders straciła rękę. Epizodyczne, ale fajne cameo zaliczają Foggy Nelson, Coleen Wing i Danny Rand.

Tutaj możecie obejrzeć materiał Netflixa opowiadający o muzyce drugiego sezonu.

Praktycznie w każdym odcinku drugiego sezonu możemy posłuchać fantastycznych utworów szeroko pojętej czarnej muzyki. Spora część sezonu, podobnie jak w przypadku serii pierwszej rozgrywa się w Harlem’s Paradise, klubie zarządzanym przez rodzinę Stokes. Twórcy pomiędzy wydarzenia wpletli występy prawdziwych artystów z wielu muzycznych gatunków. Coś fantastycznego!

Jeśli baliście się o jakość, to już nie musicie. Luke Cage w drugim sezonie wypada nawet lepiej niż w udanej serii pierwszej. Starzy i nowi antagoniści wypadają fantastycznie, a scenariusz skutecznie uniknął dłużyzn i przynudzania. Polecam!